Friday, August 3, 2012

Angielski angielskiemu nierówny... i jak tu się dogadać?

Często dostaję pytania dotyczące tego czy rozumiem np. słowa piosenki po angielsku w radio, czy rozumiem kiedy Amerykanie do mnie mówią, czy mogę bez problemu oglądać amerykańskie filmy bez napisów itd. Odpowiedź brzmi... w 90 procentach przypadków nie mam problemu ze zrozumieniem angielskiego czy to standardowego, "telewizyjnego" amerykańskiego czy brytyjskiego. A kiedy mam problem? Mam problem wtedy, kiedy np. podczas rozmowy towarzyszy mi stres, a stres pojawia się, kiedy czegoś nie rozumiem i nie chcę już po raz drugi lub trzeci mówić  "Excuse me?"... Muszę się przyznać, że takie sytuacje zdarzają mi się najczęściej, kiedy zagadują mnie Afro-Amerykanie, zwykle gdzieś w sklepie. Nie zdarza się to zawsze, bo np. w Bostonie rozmawiałam z kilkoma Afro-Amerykanami bez żadnych problemów w hotelu, w sklepie czy w taksówce. Kiedy przyleciałam na lotnisko JFK w Nowym Jorku, też rozmawiałam z czarnoskórymi i to niejednokrotnie i dawałam radę wszystko zrozumieć. Od czego to więc jeszcze zależy?

Source

Niedawno miałam taką sytuację w sklepie. Ekspedientka, Afro-Amerykanka, zapytała mnie czy jestem modelką (chuda jestem i wysoka więc takie pytania dostaję dość często) i o ile to pytanie zrozumiałam, o tyle kolejnych już niebardzo. Trochę spłoszona odwróciłam oczy w stronę męża, który powiedział mi o co chodzi i wtedy mogłam na te pytania odpowiedzieć. Musze przyznać, że kosztowało mnie to sporo stresu, dlatego nie dziwię się nikomu, kto tutaj przyjeżdża i boi się rozmawiać z ludźmi, ponieważ ma obawy, że nie zrozumie co się do niego mówi. Ja staram się ten problem niwelować poprzez częste kontakty z ludźmi, dlatego w większości sklepach, instytucjach załatwiam sprawy sama czy to osobiście czy telefonicznie. Kiedy poraz pierwszy spotkałam mojego męża, też nie rozumiałam wszystkiego co do mnie mówił, teraz już nie mam problemów. Myślę, więc, że jednym ze sposobów na lepsze osłuchanie się z akcentami / wymowami, to jak najczęstsze obcowanie z nimi.

Cóż, bez względu na to jak problematyczne jest i będzie dla mnie zrozumienie Afro-Amerykanina, nie zamierzam uciekać i unikać rozmów z nimi. Wręcz przeciwnie. Mam nadzieje na jak najczęstsze kontakty z czarnoskórymi z południowym akcentem i osłuchanie się z tym, jak mówią. :)

20 comments:

  1. HA! Afro jak afro, ale próba dogadania się z wyspiarzem (mam tu na myśli np. Jamajczyków, a nie Brytyjczyków) dla mnie zawsze kończyła się chęcią walnięcia baranka o ścianę. Mówią tak, ze czasami nie jestem nawet w stanie oddzielić poszczególnych słów, a co dopiero zrozumieć. Ale takie uroki ;) Z górolami też miewam ten problem ;)
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Góroli to ja też nie zawsze rozumiem jak czasem TV sie wypowiadaja to tak piąte przez dziesiąte można wychwycić :D

      Z Jamajczykami raczej nie miałam doczynienia ... jeszcze ;)

      Delete
  2. Ja faktycznie boję się, że nie zrozumiem wszystkiego, ale, że mam 10 miesięcy staram się szlifować angielski jak najbardziej intensywnie się da. Dogadałam się niejednokrotnie z Brytyjczykami i Amerykanami, ale wiadomo, na żywo to co innego niż na skypie c:

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fakt faktem żywy język to coś zupełnie innego niż uczymy się w szkole... a szkoda. Powinniśmy mieć już od podstawówki zajęcia z native speakerami, żeby nie bać się rozmawiać i móc się osłuchać...

      Delete
  3. Ten wpis przypomnial mi jak sie czulam kiedy pierwszy raz wyladowalam w UK. Poslugiwalam sie angielskim od dziecka, ale w Anglii wydawalo mi sie jakby ludzie tam zupelnie innym jezykiem mowili. A ponoc tez to byl angielski. ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. na studiach miałam zajęcia z Brytyjczykami z Manchesteru i gdzieś spod Londynu, przyznam, że ten pierwszy miał tak silny akcent, że troche zeszło zanim się do niego przyzwyczailiśmy. W UK jako tako jeszcze nigdy nie byłam, więc był to dla mnie pierwszy kontakt z "angielskim" z UK.

      Delete
  4. Wiele razy widziałam programy, w których w momencie kiedy wypowiadał się Afro-Amerykanin, pojawiały sie napisy pod spodem...to znaczy, że nawet sami Amerykanie nie są ich czasem w stanie zrozumieć. Ale tak jak piszesz, są też tacy, że nie zauważysz żadnej różnicy pomiędzy białym mówcą a czarnoskórym.
    Ja mieszkam w Midwest i generalnie mam do czynienia ( jak to oni mówią) z najprawdziwszym amerykańskim angielskim i rozmawia się z nimi dosyć swobodnie, ale jak się czasem wpadnie na jakiegoś kowboja to zdarza się, że nie zrozumiem żadnego słowa ;)
    Ciekawa jestem jak sobie radzisz w momencie kiedy ludzie witając się z Tobą pytają: how are you, czy cos w tym rodzaju. Ja do tej pory nie potrafię wyczuć kiedy naprawdę oczekują ode mnie odpowiedzi, a kiedy jest to kropka nad "i" w przywitaniu. A nie daj Boże jak powiesz, że masz się tak sobie, wtedy jest to odpowiedź, której nikt się tutaj nie spodziewa :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. O, ja mam tez zawsze problem z tym, czy kogos faktycznie interesuje jak sie mam, czy nie :) Najbardziej rozbraja mnie, jak odpowiadam, ze wszystko super i pytam ich, czy wszystko gra, a oni mnie olewaja hehe.
      Jak mieszkalam w Wielkiej Brytanii, zawsze mi wszyscy mowili, ze na pytania typu "how are you?" mam nawet nie odpowiadac, bo sa one czysto grzecznosciowe i nikogo nie interesuje, jak sie mam :)

      Delete
  5. Ja mimo, ze skonczylam anglistyke to na poczatku pobytu w Anglii, czy teraz w USA tez mialam problemy ze zrozumieniem.Mysle, ze jest to kwestia roznych akcentow, a takze slownictwa. W Polsce zwykle uczymy sie brytyjskiego,a duzo slowek amerykanskich jest po prostu innych.Ja praktycznie codzien ucze sie czegos nowego ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tez jestem po anglistyce na dodatek z tzw. grupy amerykanskiej, gdzie nacisk był na wymowe amerykanska (standardowa tzw. General American), wiecej amerykanskich slowek, amerykanska gramatyka, ale o i tak nie oddaje zywego jezyka.
      To prawda, w Polsce uczymy sie glownie brytyjskiego, bo tak naprawde malo kto wyjezdza do USA, wiekszosc jak juz pedzi na wyspy. Poza tym mamy tez doczynienia z jezykiem sztucznie kreowanym przez nauczyciela i jak tu sie osluchac?
      Mi dopiero pomogly zajecia z native speakerami, na studiach bylo ich 4 (dowch Amerykanow i dwoch Brytyjczykow) i dopiero wtedy pozbylam sie "bariery" psychicznej, zeby w ogole zaczac sie odzywac do obcokrajowca.

      Tez na codzien ucze sie czegos nowego tutaj. Nawet na wlasna reke, jesli trzeba ;)

      Delete
  6. W wieku 19 lat wyjechalam do Walii i byla swiecie przekonana, ze przeciez po tylu latach nauki angielskiego, kto jak kto, ale JA nie bede miala zadnego problemu ze zrozumieniem kogokolwiek :D A tu niespodzianka! Szlam do sklepu i...nie rozumialam, co do mnie mowia. Zaczepial mnie ktos - rowniez nie rozumialam. Zajelo mi troche czasu, zanim sie osluchalam i potem juz bylo ok. W ogole ten wyjazd do UK nauczyl mnie tak naprawde jezyka.
    Mieszkam na poludniu Stanow i czasem jak ktos ma naprawde mocny poludniowy akcent, jest mi ciezko go zrozumiec - np. taki akcent, jakim poslugiwano sie w "Lonesome Dove" ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha, paimietam jak na studiach wykladowca puscil nam jakis walijski film i powiedzial "jak zrozumiecie 70% to jestescie dobrzy" ;) Nikt sie nawet nie łudził haha ale o dziwo potrafilismy odpowiedziec na pytania dotyczace filmu, wiec nie bylo tak strasznie zle jak przypuszczalismy. Choc fakt faktem, zrozumiec bylo bardzo ciezko

      Delete
    2. No, walijski to jest cos :)
      Kiedys siedzialam w pubie przy stoliku z dwoma chlopakami, ktorzy mowili z tym wlasnie akcentem. BARDZO mocnym. Tarzalam sie ze smiechu.
      Mieszkalam w Cardiff, wiec malo mialam okazji uslyszec ten typowy walijski akcent, a sam jezyk walijski na ulicy slyszalam moze ze dwa razy tylko.

      Delete
  7. Ja nawet dziś miałam sytuację bardzo w temacie- w Dunkinie za cholerę nie mogłam dogadać się z Hinduską! Miała tak dziwny akcent, że kompletnie nie wiedziałam, co do mnie mówi...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja mialam przyjemnosc dzisiaj rozmawiac z osoba wygladajaca jak Hinduska w Education Center, ale musiala byc tutaj urodzona, bo mowila bardzo ladnie i wyraznie :D Ty chyba trafilas na imigrantke. Czasem tez bywa tak, ze jak ktos mowi z jakims dziwnym akcentem to dopiero po kilkunastu sekundach do mnie dociera co powiedzial hehe. Ciekawe zjawisko...

      Delete
    2. A zauwazylas ze ludzie pracujacy "na kasie" w fastfoodach mowia bardzo szybko, jedna tonacja i malo wyraznie? U nas to jest jakas plaga, szczegolnie w Burger Kingu

      Delete
    3. Ja mam wiekszy problem ze zrozumieniem Hindusow na infolinii, niz czarnoskorych , chodziaz Amerykanow tez czesto mozna nie zrozumiec np. Redneckow , w UK mialam problem z Irlandczykami i ze Szkotami, ale nie tylko ja bo 72 letnia brytyjka ktora ze mna pracowala tez nie rozumiala czasami co do niej mowia :)

      Delete
  8. ja rozumialam ludzi z polnocy i srodka Stanow, nawet Quebecow mowiacych francuskim angielskim, ale rdzennych poludniowcow i to wlasnie AfroAmerykanow stad... tragedia. Faktycznie trzeba sie naprawde osluchac z tym ich poludniowym "zaciaganiem".

    ReplyDelete
  9. Oj w USA to dopiero musi być mieszanka akcentów! Mnie jest ciężko zrozumieć ludzi z Tajlandi, Kambodży i czasem Japoni i Chin zarówno gdy mówią po angielsku jak i szwedzku:/

    ReplyDelete
  10. To ja się wypowiem jako mieszkanka wysp Brytyjskich :) mi największe problemy sprawiają Hindusi, Arabi i Azjaci ich angielski jest na prawdę ciężki do zrozumienia i nawet mój M. rodowity brytyjczyk ma czasem duże problemy z ich zrozumieniem....

    A a propos różnic w angielskim M. jest wielkim propagatorem brytyjskiego a nie amerykaskiego angielskiego i ilekroć zdarzy mi się powiedzieć coś w amerykańskim angielskim od razu zostaje poprawiona :d

    ReplyDelete