Tuesday, September 25, 2012

Krótko i na temat o jabłkach

Dziś podzielę się z Wami pewną ciekawostką kulinarną, która chyba jeszcze do Polski nie dotarła, ale to chyba kwestia czasu, co nie? Mowa tu o jabłkach w innej odsłonie. Wcześniej tego albo nie zauważyłam, albo pojawiają się one w sklepach dopiero na jesień. Tak czy inaczej wylądowały one w moim koszyku zakupowym, bo wszystkiego muszę spróbować.

A oto owe jabłka - zanurzone w karmelu i posypane orzeszkami. Uczta dla oka jak i dla podniebienia, bo muszę przyznać, że bardzo dobrze smakowały (kocham słodycze). 



Zastanawiałam się jak takie jabłka mogłabym zrobić sobie w sama w domu i już zaczęłam czytać, kiedy mój mąż podpowiedział mi, że taki zestaw do robienia takich jabłek mogę nabyć w sklepie. Kilka dni temu trafiłam na Caramel Apple Wrap zupełnie przypadkowo i sobie nie odmówiłam...


W zestawie są patyki


i oczywiście karmel, którym owijamy jabłko:



Oczywiście, to co jest na zdjęciu to ostatki, bo nie mogłam się powstrzymać :P Karmel jest przepyszny i polecam spróbować! :)

Druga odsłona jabłek, z którą miałam już doczynienia to jabłka o smaku wingoron. Oczywiście jest to sztuczny aromat, ale całkiem dobrze smakuje. Mieliśmy je tylko raz, bo chciałam spróbować, ale więcej się nie skusiliśmy, bo wolę jednak naturalny smak jabłek. Niestety nie zdążyłam wtedy zrobić zdjęcia, więc będę posiłkować się tym, znalezionym w Internecie.

grapples
Source


A poza tym co u mnie?

W zeszły piątek byłam na kolacji z grupą mojego męża ze szkoły. Było bardzo zabawnie, bardzo miła atmosfera, sympatyczni ludzie (głownie Amerykanie, niektórzy meksykańskiego pochodzenia), którzy uwielbiają zadawać pytania ;) Np. o to, czy nauka angielskiego sprawiała mi wcześniej problem czy od razu potrafiłam sie tak dobrze nauczyć. Wyjaśniłam więc sprawę, że jeśli kochasz jakiś język, masz pasję, to nie ma się tak wielkiego problemu z przyswajaniem żadnego języka. Trochę nawet zrobiłam wrażenie swoją znajomością mapy Stanów Zjednoczonych. Myślę, że jak na obcokrajowca całkiem daję radę. Tę wiedzę zawdzięczam nie tyle sobie i swoim chęciom do jej pogłębiania, ale także egzaminowi z tzw. American Studies, który miałam na studiach. Wiedziałam wtedy, że dużo łatwiej będzie mi zpamiętać, gdzie jaki leży stan i jakie miasto, rzeka, jezioro, góry, niż np. datę, kiedy to Thomas Edison wynalazł żarówkę. Mimo wszystko jestem zdania, że to podróże kształcą, a nie sama mapa :) Myślę, że gdybym nie przeprowadzała się do Północnej Karoliny, to nieprędko przypomniałabym sobie, że jej stolicą jest Raleigh.
Co moge jeszcze powiedzieć o samym spotkaniu? W towarzystwie znalazły się osoby, które wiedziały, że Polska graniczy z Niemcami, co niektórzy wiedzieli też, że stolicą jest Warszawa :) - szczególnie kolega, który pochodził z Chicago i tam poznał wielu Polaków.
Dziewczyny, pół Meksykanki, mimo, że urodzone w USA, mówiły też w innym języku niż tylko angielski, oczywiście mam na myśli hiszpański. W pewnym momencie jedna z nich powiedziała coś po hiszpańsku do Meksykanki, która pracowała w tej restauracji jako kelnerka, udało mi się przetłumaczyć to, co powiedziała. I szczerze mówiać, zmotywowało mnie to, żeby dalej uczyć się tego języka. Znacie może jakieś dobre, sprawdzone źródła (strony, kursy na CD, online itp?), gdzie mogłabym poćwiczyć hiszpański?, ale chodzi mi o odmianę latynoską, ponoć dużo ładniejsza ;)
Wieczór skończył się na tym, że wypiłam 3 lampki wina i znalazłam sie na pograniczu tipsy & drunk :P Pół roku niepicia alkoholu i następny dzień skacowany :P


22 comments:

  1. Ja właśnie też spakowałam do wysyłki mój podręcznik do hiszpańskiego (mieliśmy na studiach te zajęcia z kobietą z Argentyny). Jak tylko się przeprowadzę to na pewno będę szukała podręczników dostępnych na rynku amerykańskim - więc jak coś znajdziesz to się pochwal :)
    Ja nigdy nie lubiłam geografii, dokładnie odwrotnie - łatwiej mi zapamiętać daty niż stany :) Ale dzięki temu, że mąż wysyłał rok temu sporo aplikacji na uniwersytety w całym kraju to moja wiedza się znacznie rozszerzyła - nie ma to jak być w to zaangażowanym :)
    Ja się śmieję, że my zostaniemy alkoholikami po tej przeprowadzce - wszystko łatwiej się pakuje po kieliszku wina ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja się zastanawiam czy nie strzelić sobie kielicha przed każdym wejściem na pokład samolotu ;)

      Jak znajde dobry kurs/podrecznik to napewno sie pochwale :D

      Nigdy nie lubilam wkuwania dat. W ostatecznosci przydawały mi sie fiszki :D

      Delete
    2. Jednak podręcznik poleciał do śmietnika (niestety brak czasu na chodzenie po antykwariatach, które robią łaskę że wezmą ksiażki za darmo). Mąż powiedział, że zapiszemy się na kurs ;)
      Ja dziś kończę opróżnianie mieszkania i oddaję klucze, mój mąż jest w stanach od piątku, a ja mam do poprawki formularz do nvc (kazali mi wysłać wszystko e-mailem, a teraz mówią, że jednak pocztą). Wszystko idzie jakoś pod górkę ale mam nadzieję, żę do 22 listopada już będę w us.

      Delete
  2. Ja uczę się hiszpańskiego w domu sama ;) Korzystam z programu prof Pedro i książki "Blondynka na językach" Pawlikowskiej ;) Wiem nie jest to może jakaś super książka do nauki języka ale mi odpowiada i łatwo się z nij uczy. Ja nie potrzebuję jakiej super specjalistycznej znajomości hiszpańskiego - robię to totalnie dla przyjemności ;)

    jeśli jeszcze nie znasz to polecam blog - http://helineth.blogspot.com/ (Samorealizacja jest kobietą) - dziewczyna też uczy się angielskiego i hiszpańskiego i odpisuje jak się uczy, z czego korzysta i masę innych ciekawych rzeczy. Polecam do poczytania :)

    A co do jabłek to widziałam już kilka razy na amerykańskich blogach kulinarnych właśnie takie jabłka ale jakoś nigdy się za nie nie zabrałam. teraz zbliża się idealna pora więc może mi się uda :)

    Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja mialam wielki zapal do nauki, wykupilam kurs internetowy, ale jak zobaczylam w jaki sposob jest prowadzony, to mi rece opadly...

      Zastanawiam sie czy nie postawic soobie kolo przedmiotow domowych jakichs tabliczek z napisem jak to sie nazywa po hiszpansku i zeby sobie glosno czytac i w ten sposob tez sie uczyc. Takie cos zwykle mi pomagalo (tak robilam daaawno, kiedy angielskiego sie zaczynalam uczyc)

      dzieki za tego bloga, zaraz go ustawie w ulubionych :)

      A jakblka jak najbardziej polecam - sama slodycz polaczona z kwasota :D

      Delete
  3. Carmel apple mamy i my ale u nas sa zazwyczaj toffie i czekoladowe pojawiaja sie w pazdzierniku i widzialam ich wyginiecie kolo gwiazdki :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. to pewnie jest to zjawisko sezonowe :D

      ale ciesze sie ze mialam okazje je dorwac i sprobowac :)

      Delete
    2. Na wyspach na pewno nie wiem jak w USA :) ale czekoladowe są lepsze :)

      Delete
    3. tu chyba tez, bo wczesniej ich nie widywalam :D sprobbuje i czekoladowych :D

      Delete
  4. Ogółem nie przepadam za jabłkami, chyba że mojej babci, z ogrodu, ale pomimo tego jabłka w karmelu to tradycja i spróbuję przy najbliższej okazji :) A co do hiszpańskiego - też mam zamiar uczyć się tego języka, bo przepięknie brzmi!

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja, kiedy ogladam jakis film z meksykanskimi albo hiszpanskimi aktorami, to nie mogle sie nasluchac :D

      Delete
  5. Wiesz co, balam sie kupic ten 'wynalazek', ale zachecilas mnie do sprobowania tych jabluszek :)
    Tez mysle o nauce hiszpanskiego. Na razie przegladalam jakies ksiazki, kursy w Barns&Nobles, jeszcze sie nie zdecydowalam na zaden.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie ma sie czego bac :D jablko jak jablko :D

      ja juz trafilam na kurs, ktory skutecznie potrafil zniechecic do jego kontynuowania. wiec trzeba byc careful

      Delete
  6. Nigdy sie nie skusilam na te jablka, ale zawsze przygladam sie tym oklejonym na czerwono. Przepieknie wygladaja :)

    Co do alkoholu - kiedy po ciazy (i pologu), wypilam sobie lampke, prawie wyciagnelam kopyta :) Znam to. Czlowiek wychodzi z wprawy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja wypilam 3 lampki i na drugi dzien z samego rana wyladowalam w wiadomym miejscu, w wiadomej sprawie ;) skutecznie mnie to zniecheca do czestowania sie alkoholem.

      Delete
  7. Nigdy nie jadlam tych jablek,choc non stop widze je w sklepie:)Chyba sie skusze....

    ReplyDelete
    Replies
    1. No jakos tak...ja wogole unikam slodkosci,kusze sie tylko od czasu do czasu.

      Delete
  8. A co do hiszpańskiego piekny język i chciałabym się go nauczyć :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja tez. zazdroszcze temu, kto swobodnie sie w tym jezyku porozumiewa :D

      Delete
  9. Rosetta Stone jest dobra do nauki jezyka, ja co prawda odswiezam swoj rosyjski dzieki niej, ale widzialam, ze maja tez hiszpanski

    ReplyDelete
    Replies
    1. z rosetty stpne korzystalam nawet jakies 3 lata temu - mielismy z mezem dostep za darmo. teraz juz trzeba placic, bo cos tam sie pozmienialo. ale kurs byl ciekawy i dobrze przyswajalny material z tego co pamietam :)

      Delete