Monday, September 10, 2012

Zdenkowane amerykańskie kosmetyki do pielęgnacji


Dzisiaj troche o produktach do pielęgnacji ciała, jamy ustnej, włosów itp. w USA, które zużyłam w ciągu ostatnich 5 miesięcy. Oczywiście nie wszystkie są produkowane w USA, ale piszę o nich, jak o produktach w USA, dlatego, że są tutaj dostępne.

1. St. Ives - Exfoliating body wash, apricot.



Do zakupu tego żelu pod prysznic zachęcił mnie ładny zapach moreli oraz napis Paraben Free - bez parabenów. Niestety jeśli chodzi o właściwości złuszczające o których mówi producent są znikome, żeby nie powiedzieć żadne... Uwielbiam peelingi i wszystko czym mogę zdrapywać z ciała martwy naskórek i tutaj musiały pomóc mi peelingujące rękawice, bo sam drobinki, które mają złuszczać są niewyczuwalne. 

Daję jeszcze plus za nie testowanie na zwierzętach :)

Czy wrócę do tego żelu? Może za jakiś czas.

2. Oatmeal & Shea Butter moisturizing body wash.



Kremowa konsystencja, piekny zapach (mam słabość do masła shea). Po użyciu tego żelu pod prysznic skóra jest ładnie nawilżona, nie ściągnięta czy sucha. Plus oczywiście za to, że nie zawiera parabenów. Za jakiś czas na pewno do niego wrócę.

Nie testowany na zwierzętach.

3. Softsoap - Body Butter Coconut Scrub, body buff wash, crushed coconut & jojoba butter extracts.


Do zakupienia tego produktu pod prysznic zachęcił mnie wygląd -> link . Takie białe, gęste mleko z piegami. Wyglądało apetycznie. Niestety rozczarował mnie zapach. Niby kokos, ale jakiś dziwny i nieprzyjemny. Poza tym niby scrub, ale też nie złuszcza, nie czuć pod palcami żadnych wyraźnych drobinek. Wysusza mi skórę i chyba więcej się z nim nie zobaczę.

Brak informacji o testowaniu na zwierzętach.

4. Up & Up Apricot scrub. Facial scrub for blemishes and blackheads.



Bardzo dobry peeling. Tańszy odpowiednik podobnego peelingu z St. Ives, którego również kiedyś używałam. Ma bardzo duże drobinki, które idealnie ścierają martwy naskórek, odblokowyje pory, zostawia skórę czystą, gładką i świeżą. Pomógł mi trochę z moim trądzikiem (niewielkim, ale od czasu do czasu coś tam wyskoczy). Niestety musiałam zrezygnować z peelingów mechanicznych na rzecz ratowania swojej naczynkowej skóry, więc pewnie już się z nim nie zobaczę. Natomiast jeśli Wy nie macie problemów z naczynkami, to mogę Wam go serdecznie polecić. Minusem może być to, że peeling ten może wysuszać skórę. Lepiej od razu po jego użyciu nałożyć krem nawilżający. 

Daję dodatkowy plus za wydajność. Wystarczył mi na kilka miesięcy, używałam go 3 razy w tygodniu.

Brak informacji o testowaniu na zwierzętach.

5. Cetaphil - Gentle Skin Cleanser - for all skin types.



Mój ulubieniec do mycia twarzy. Po umyciu tym żelem, moja skóra twarzy sprawia wrażenie wciąż dobrze nawilżonej. Nie podrażnia oczu. Bardzo dobrze myje skórę, nie radzi sobie chyba tylko z mascarą na rzęsach. Ma ładny i delikatny zapach. Jego skład wygląda dość nieprzyjaźnie - widzimy w nim nie tylko SLSy, ale i parabeny. Natomiast pomimo takiego składu, jego działanie jest korzystne dla mojej skóry. Duży plus za wydajność - jedno opakowanie wystarczyło mi na 2,5 miesiąca, a używałam go dwa razy dziennie.

Brak informacji o testowaniu na zwierzętach.

6. Walgreens - Blackhead Clearing Scrub


Pomyłka, od zapachu, przez działanie po sam efekt. Niby delikatny, z ledwo wyczuwalnymi drobinkami, ale wysusza skórę. Zapach chemiczny. O jakimkolwiek czyszczeniu skóry z zaskórników radzę zapomnieć. Tylko tyle, że odświeżał skórę twarzy. Nic dobrego o nim więcej nie powiem. 

Brak informacji o testowaniu na zwierzętach.

7. Deja Vu - luxury body scrub.


Działanie ma takie jak peeling zrobiony z cukru lub soli z dodatkiem oliwki. Ładnie złuszcza, wygładza, ale nie lubię tego olejku, który zostawia mi na skórze sprawiającego pozory nawilżenia. Czy warto kupić? Nie, lepiej zmieszać cukier z oliwką i samemu sobie wykonać taki peeling. 

Plus za to, że nie jest testowany na zwierzętach.

8. GUD from Burt's Bees - Natural Body Butter




Piękny zapach. Lekka konsystencja masła sprawia, że bardzo łatwo rozprowadza się na skórze. Bardzo dobrze nawilża, dobrze się też wchłania nie pozostawiając tłustej bądź lepkiej warstwy na skórze. Czuć, że ciało jest nawilżone nawet na drugi dzień, kiedy wsmarowuję masło przed snem. Jednym słowem achy i ochy ;) Na pewno wrócę jeszcze do tego masełka, mimo, że jest trochę mało wydajne, bo przy codziennym stosowaniu wystarczyło mi na zaledwie dwa tygodnie :(

Dodatkowy plus za "no parabens, phthalates or petrochemicals"

Nie testowane na zwierzętach :)

9. Burt's Bees replenishing lip balm with pomegranate oil.



Jeden z najlepszych balsamów do ust, które miałam okazję używać. Wspaniale i długotrwale nawilża usta. Bardzo wydajny - używam kilka razy dziennie. Łany zapach. 100% naturalny. To już moje drugie opakowanie i niedługo pójdę po następne :)

Nie testowany na zwierzętach :)

10. Clear - scalp & hair therapy - sooth &nourish conditioner


Ładny zapach. Przyjemna, kremowa konsystencja. W składzie sporo olejków - słonecznikowego, migdałowego, arganowego, kokosowego, ale na tym plusy się kończą. Po użyciu tej odżywki włosy niestety nie rozczesywały się tak, jak powinny po odżywkach, musiałam wspomóc się dodatkową odżywką bez spłukiwania, przez co trudno mi powiedzieć, czy to, że moim włosom faktycznie nadała blask ta odżywka czy ta druga z Neutrogeny, której używałam bez spłukiwania - zakładam, że to zasługa tej drugiej. Mało wydajna.

Brak informacji o testowaniu na zwierzętach.

11. Schwarzkopf - Got 2 be - smooth operator


Wygładzający balsam do włosów bez spłukiwania, który wieokrotnie pomagał mi rozczesać moją czuprynę po użyciu Selsun Blue. Łatwa aplikacja, zapach może być. Nie jest to najlepszy produkt do pomocy z rozczesywaniem, ale też nie mogę powiedzieć, żeby nie sprawdzał się w tej roli. Czy faktycznie wygładza? Trudno powiedzieć, ponieważ moje włosy są cienkie i mają tendencję do zakręcania się. Czasem te loko-kędziory są ładniejsze, czasem nie mogę na nie patrzeć. Myślę, że położenie tego produktu na moich włosach powoduje, iż są one trochę bardziej obciążone, przez co nie lokują się, a bardziej falują. Natomiast jestem pewna tego, że nadaje włosom blask i sprawia, że są miękkie i gładkie w dotyku. Plus za ochronę przed UV. Niestety produkt mało wydajny - przynajmniej w moim przypadku - mam długie włosy (za łopatki) co powodowało, że musiałam nałożyć tego balsamu więcej, ponad to stosowałam go codziennie, więc chyba nie dziwne, że dość szybko siegnął dna.

Brak informacji o testowaniu na zwierzętach.

12. Selsun Blue Shampoo - Medicated with menthol



Rewelacyjny szampon przeciwłupieżowy. Skuteczny w leczeniu łojotokowego zapalenia skóry głowy z którym się borykam (seborrheic dermatitis). Szamponu tego używałam codziennie, jest dość wydajny - jedna buteleczka wystarcza mi na miesiąc przy codziennym użyciu. Zapach jest mało przyjemny, nie przepadam za mentholem. Daje za to miłe, chłodzące uczucie na skórze głowy. Doskonały, jeśli macie problem ze swędzącą skórą - umycie włosów tym szamponem przynosi natychmiastową ulgę.

Niestety jeśli chodzi o szampony, to zw względu na ŁZS nie mogę w nich przebierać i wybierać na podstawie zapachu czy koloru... Zamówiłam niedawno z polskiej apteki nowy szampon, który też wspomaga leczenie ŁZS i zobaczymy jak to z nim będzie :) Natomiast Selsun Blue był, jest i będzie stałym bywalcem mojej łazienki.

Minusem jest fakt, iż bez użycia odżywki (do spłukiwania lub bez spłukiwania) rozczesywanie włosów będzie horrorem. Nie radzę ;)

Brak informacji o testowaniu na zwierzętach.

13. Selsun Blue with Aloe - Moisturizing



Ten Selsun Blue od swojego brata spod numeru 11 różni się tym, że ma ładniejszy zapach. Nie jest to francuska perfuma, ale na pewno przyjemniej go wdychać. Nie daje on też przyjemnego, chłodzącego uczucia na skóze głowy podczas mycia, a szkoda. To pewnie dlatego, że nie ma w składzie mentholu. Jednak co do reszty właściwości patrz punkt wyżej :)

14. Garnier Fructis - Triple Nutrition




Dwufazowe psikadło do włosów. Ma w składzie olejki, które faktycznie działają nabłyszczająco na włosy, ale nie powiedziałabym, że efekt utrzymywał się szczególnie długo. Co do efektu mocniejszych włosów, któe obiecuje nam producent, no cóż, u mnie się nic nie wzmocniło. Poza nabłyszczeniem nie zauważyłam jakichś wyraźnych zmian. Plus za zapach i aplikację. Pomocny przy rozczesywaniu włosów, ale nie zawsze. Czy wydajny? Trudno stwierdzić... Butelczyna jest mała, a ja psikałam nim codziennie czasem nawet kilka razy, więc szybko mi się skończył. Jeśli kupiłabym go znowu, to prawdopdobnie dla zapachu, który zostawia na włosach - owocowo, cytrusowo słodki. Poza tym szału nie ma.

Brak informacji o testowaniu na zwierzętach.

15. Crest - Cinnamon



Taka ciekawostka i zarazem świetna alternatywa dla tych, którzy nie lubią smaku mięty (ja!)... Mięta powoduje, że chce mi się strasznie pić i często po umyciu zębów dużo piłam przed snem i musiałam kilka razy obudzić się w nocy i iśc do toalety... Nie mam zastrzeżeń co do działania tej pasy jeśli chodzi o samo mycie, wszystko ok, zęby są umyte, czuje się w ustach cynamonową świeżość i gitara. Natomiast co do właściwości wybielających... hmm... efekt wybielania chyba polega na tym, że pasta ta jest koloru czerwonego i barwi tym klorem nasze dziąsła przez co zęby wydają się jaśniejsze w stosunku do przyciemnionych dziąseł. Jeśli pasta podczas mycia będzie Wam spływała po brodzie, to bądźcie pewni, że broda zafarbuje się Wam na czerwono, to samo z kącikami. Wielokrotnie mój mąż, kiedy umyłam zęby, pytał mi się co zrobiłam z okolicą ust, że jest cała zaczerwieniona - efekt tej pasty właśnie. Po innych tak nie mam.

Brak informacji o testowaniu na zwierzętach.

16. Listerine Total Care


Zacznę od plusów. Faktycznie świetnie odświeża jamę ustą, a to odświeżenie jest odczuwalne nawet dnia następnego, kiedy się budzę. Radzi sobie więc z zabijaniem bakterii i działa bez zarzutu. Niestety jego użytkowanie do najprzyjemniejszych nie należy głównie ze wzglęu na uczucie palenia w ustach. Nie potrafię utrzymać go w buzi dłużej niż kilkanaście sekund, bo od razu łzawią mnie też oczy, tak okropnie piecze i wypala. No i ta ostra mięta, której nie znoszę.

Chciałabym wrócić do niego za jakiś czas, bo dobrze działa, pomimo palenia :(

Brak informacji o testowaniu na zwierzętach.

17. CareOne Antiseptic Mouth Rinse


Do zakupienia tego produktu skusił mnie ten cytrus na opakowaniu, bo to oznaczało, że nie będę mieć doczyniena ze znienawidzoną miętą i nie rozczarowałam się. Faktycznie ma słodkawy cytrusowy smak - pomiędzy cytryną a pomarańczą. Niestety użytkowanie jest tak samo "przyjemne" jak użytkowanie Listerinu -  wypala, piecze i łzawią mi oczy. Natomiast co do samego działania, to wydaje mi się, że Listerin jest silniejszy i skuteczniejszy. Ten też dawał radę, ale następnego dnia po przepłukaniu nim ust przed pójściem spać, nie czułam już takiej świeżości od rana jak w przypadku stosowania Listerinu. Myślę, że skoro oba produkty wypalają, to lepiej poświęcić się i przecierpieć używanie Listerinu, niż tego delikwenta powyżej. Plus za w miarę ładny zapach i wydajność - przy codziennym użyciu, wystarczył mi na 2 miesiące.

Brak informacji o testowaniu na zwierzętach.

18. Biotene - Dry Mouth Oral Rinse




Czasem mam taki problem, że podczas snu czuję suchość w ustach. Wtedy wstaję i idę coś popić. Niedawno jednak znalazłam ten płyn do płukania ust, który miał mojemu problemowi zaradzić. Niestety efekt był krótkotrwały. Dawał radę przez jakiś czas w nocy, ale następnego dnia i tak budziłam się z uczuciem suchości w ustach. Może to kwestia jakiegoś odwodnienia? Daję duży plus za przyjemne użytkowanie. Nie wypal, pewnie dlatego, że nie zwiera alkoholu. Odświeża jamę ustną, ale jakoś specjalnie zachwycona nim nie jestem. Sięgnęłam zatem po jego "brata" na półce w sklepie, który ma zapobiegac tworzeniu się płytki bakteryjnej na zębach, a składem różni się minimalnie, no ale zobaczymy :)

Powyższy produkt ma gęstszą konsystencję, niż Listerine czy CareOne. Coś jak konsystencja śliny. Wiem, brzmi obrzydliwie, ale używanie tego produktu nie jest tak nieprzyjemne jak w przypadku płukanek zawierających alkohol.

Brak informacji o testowaniu na zwierzętach.


To by było na tyle. Nie są to jednak wszystkie produkty, które zużyłam. Niektóre pominęłam, bo niewiele dało się o nich powiedzieć, a jakoś mnie nie zachwyciły, więc przemilczałam sprawę. Jeśli macie jakiś pomysł na alternatywy do tych produktów z kosmetyków dostępnych w USA, to bardzo chętnie poczytam co macie do powiedzenia.

11 comments:

  1. bardzo fajny post :) za zelami Softsoap nie przepadam, ale odzywka garniera w moim przypadku sprawdzila sie swietnie :)
    czy to narzuta na lozko? bardzo ladna :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki, fajnie, ze sie podoba :)


      Nie, to tylko biały wysoki materac, ale fajna by była taka narzuta, rzeczywiscie :D

      Delete
  2. Miałam Listerine i mam podobne odczucia, jest naprawdę dobry ale tak mocny że również płaczę przy płukaniu ust. A nad Cetaphilem już od dawna się zastanawiam Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  3. Odwazna jestes, ja nie dalam rady z Listerine - normalny hardcore :) Kiedys nawet sprobowalam rozcienczac z odrobina wody 2:1, ale nie dalam rady. Na razie plucze Natural Dentist - Healthy Gums. Nie ma takiego uczucia "okazenia" jak po Listeryne, ale jest chyba skuteczny. No i jest w trzech smakach, w tym pomaranczowy, ktory jest za slodki dla mnie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ostatnio dentystka powiedziala mi, ze nie wolno rozcienczac plynu do plukania ust. ciekawego dlaczego? (nie dalam rady zapytac ;))

      ja rowniez uzywam listerine fioletowy ;)

      Delete
  4. My używamy właśnie Listerine, ale tylko kilka razy, z zegarkiem w ręku, miałam ją w ustach przez pół minuty. Zwykle jest to ok. 10-15 sekund ale za to kilka razy dziennie. Fioletowa (ta ze zdjęcia) jest najłagodniejsza, ale jeszcze ok. roku temu jej w Polsce nie było więc używaliśmy zielonych czy niebieskich, strasznie mocnych :( Teraz też mamy zieloną, ale chyba już przywykłam do jej smaku i siły działania bo mnie tak nie drażni. Ale fakt- mięte bardzo lubię :)

    ReplyDelete
  5. Nie polecam listerine ani zadnych plynow do plukania w ktorych jest alkohol,wlasnie on powoduje palenie i pieczenie a dluzsze stosowanie moze doprowadzic do przebarwiania zebow a nawet raka co zostalo udowodnione naukowo. Jest duzo innych plynow bez alkoholu,wystarczy sprawdzac skladniki.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Słyszałam o tym, że może powodować raka. Któraś blogerka o tym wspomniała, ale nie zgłębiałam tematu. Kiedyś dentysta polecił mi wlać dwie łyżeczki wody utlenionej na pół szklanki wody i tym płukać usta - próbowałam, ale takie dziwne w smaku. Choć pewnie na jakiś czas znów do tego wrócę, jak skończę płyn który mam - bezalkoholowy.

      Delete
  6. Dziękuję za post i szerzenie przydatnej wiedzy :)

    Jako, że właśnie skończył mi się żel do mycia twarzy jeszcze z Europy (Neutrogena visibly clear pink grapefruit cream wash), który obiecywał "gentle cleansing to help prevent spots without overdrying the skin" i w istocie tak było, wybrałam się do CVS na poszukiwania godnego następcy. Rzuciło mi się w oczy, że apteka nie wierzy chyba do końca w preparaty dla ludzi z suchą skórą i nie znalazłam nic, co odpowiadałoby moim potrzebom. Ostatecznie zdecydowałam się na Neutrogena Naturals fresh cleansing and makeup remover, który okazał się niestety bardzo wysuszający. Czy możesz polecić coś do pielęgnacji twarzy, poza wspomnianym już Cetaphilem?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Poza Ceptaphilem bardzo lubilam ten Cleanser z Burt's Bees http://www.amazon.com/Burts-Bees-Facial-Cleanser-6-Ounce/dp/B002DPUY4W/ref=sr_1_1?s=hpc&ie=UTF8&qid=1348297617&sr=1-1&keywords=burts+bees+face+wash

      oraz ten z Obey Your Body - http://www.amazon.com/Obey-Your-Body-Exfoliating-Facial/dp/B002F56R8C/ref=sr_1_5?s=hpc&ie=UTF8&qid=1348297729&sr=1-5&keywords=sea+minerals+face+cleanser

      Oba bardzo dobrze się u mnie sprawdzały, ale ja mam skórę mieszaną, więc nie wiem jak będzie u Ciebie

      Dzieki za dobra opinie na temat posta :D

      Delete
  7. muszę kupić wkrótce ten balsam Burt`s Bees. ciekawe, czy jest tak dobry jak Carmex. z Burt`s Bees mam krem do rąk w słoiczku. pozdrawiam serdecznie.

    ReplyDelete