Saturday, April 27, 2013

Przywiezione z Polski - Part 1.

Najchętniej przywiozłabym sobie jakieś żarcie typu krokiety mojej babci, polski chleb, pierogi, jakiegoś sękacza czy pyzy z pieczenią mojej mamy i inne smakołyki, ale niestety nie wszystko można do USA przywozić. Zgarnęłam za to trochę ciuchów - prawie wszystkie były przecenione i nie droższe niż 50 PLN ;) Zdobyłam też jakieś kosmetyki do pielęgnacji, troszeczkę kolorówki oraz wyroby do dekorowania domu ze sklepu, który niegdyś kojarzył mi się z tandetą, a teraz ma całkiem ciekawy wybór dekoracji wnętrza.


Balsam Vanilla Shake Lotion z Avonu. Ma konsystencję mleczka bardziej niż balsamu, ale bardzo podoba mi się jego zapach i napewno zrobiłabym większy zapas tych balsamów gdybym tylko miała więcej miejsca w bagażu :)

Perfecta - Masło kakaowe - moje ukochane masło do ciała, które kojarzy mi się z latem, bo zawsze smarowałam się tym balsamem po "opalaniu" ;) Nie, nie opalam się celowo leżąc na plaży czy na leżaku - po prostu moja skóra szybko reaguje na słońce ;)

Olejek z korzenia łopianu do włosów - zamówiłam go by wspomóc i odzywić moje biedne kosmyki.

Do tego zamówiłam (z ukrainashop.com) jeszcze szampon oraz mgiełkę z wyciągiem z gruczołów pijawki lekarskiej. 

Szampon - "Enzymy pijawki lekarskiej i kofeina normalizują procesy metaboliczne w mieszkach włosowych oraz aktywują korzenie włosów; Pirytionian cynku poprawia kondycję włosów, zapobiega powstawaniu łupieżu." 

Mgiełka - "Wzmacnia korzenie włosów i zapobiega wypadaniu włosów. Stymuluje wzrost zdrowych włosó"


Rozgrzewający balsam do stóp - kupiłam go dlatego, że mam problem z marznącymi stopami. Nawet latem mogą być zimne - szczególnie przeszkadza mi to w nocy, kiedy czując zimno stóp nie mogę zasnąć :(

Krem przeciwgrzybiczy do stóp -  możecie się śmiać, ale kupiłam ten produkt tylko ze względu na to, że był do niego dołączony szklany pilniczek :D Krem plus szklany pilniczek gratis kosztował ok. 6 zł. Natomiast sam szklany pilniczek w Rossmanie to koszt ok. 12 zł. Opłacało się? Opłacało :D A kremu zawsze mogę używać zapobiegawczo :)

Eveline Slim Extreme 3D - uwielbiam to serum modelujące zwłaszcza zimą, ponieważ świetnie rozgrzewa, a ja jestem zmarzluchem :P ;) Jeśli użyjecie tego kosmetyku zaraz po kąpieli, to będzie trochę bardziej piekło ;)

Isana - Krem do rąk z masłem shea i kakaowym - po prostu potrzebowałam jakiegoś kremu do rąk. Miewam suche ręce, zwłaszcza, że często je myję.

Kasztanowy żel do nóg.



Pilinczek z fioletową końcówką to właśnie ten, który został dołączony do kremu przeciwgrzybiczego i niczym nie różni się od tego zakupionego oddzielnie z For your Beauty.


Serum do włosów i mgiełka - do włosów zniszczonych i wypadających - czyli do takich jak moje :P


Skusiłam się na oliwkę HIPP, której używałam kilka lat temu, później o niej zapomniałam i przypomniała mi się podczas oglądania filmików urodowych na YouTube :) - ma dobry skład i ładnie pachnie.

 Olejki z Alterry - dobry skład, przyjemny zapach sprawiły, że musiały trafić do mojego koszyka. Jeszcze ich nie używałam, więc nie mogę nic więcej powiedzieć.


Wzięłam też krem do rąk i ponieważ już go trochę używałam mogę powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych kremów jakie miałam, ponieważ nie pozostawia tłustej powłoki na skórze, nie lepi się, nie muszę w nic wycierać rąk po jego nałożeniu. Bardzo szybko się wchłania i ma bardzo przyjemny zapach :)


Maska do włosów z Alterry - tak jak mówiłam, będę kombinować z domowymi zabiegami na odżywienie włosów zanim skuszę się na zabieg spa dla włosów u mojego dermatologa ;)



Przyrząd do usuwania skórek. Kupiłam najpierw tylko jeden tak na próbę, żeby zobaczyć czy ułatwi mi to wycinanie skórek wokół paznokci i byłam zachwycona. Kupiłam więc drugi na zapas, ponieważ jestem roztrzepana i na pewno któryś z nich gdzieś posieję :P


Stenders to ulubione mydełka mojego męża. Po prysznicu/kąpieli ich zapach utrzymuje się bardzo długo na skórze :) Do kupienia w poznańskim Starym Browarze (i chyba nie tylko) :)





Mydło truskawkowe


Mydło rumiankowe




Nie byłabym sobą, gdybym nie zahaczyła o Inglota ;) Tylko teraz pluję sobie w brodę, że nie kupiłam 5 cieni z paletką, tylko 4 cienie. No, ale 5 cień oraz paletka już do mnie idzie zamówiona na Allegro.



Tak to wygląda na mojej biurko-toaletce :P



Kurs Blondynka na językach - Hiszpański Latynoski. Kiedyś wspominałam, że chciałabym sobie przypomnieć język hiszpański. Zapisałam się więc na kurs internetowy, ale niestety jego forma nie odpowiadała mojemu stylowi uczenia się. Po jednej lekcji trzeba było wykuć 30 słówek na pamięć, w dodatku sama lekcja skonstruowana była tak, że właściwie mało co byłam w stanie z niej zapamiętać. Nie chcę już nawet wspominać o Quizie, który był na końcu lekcji i w którym pojawiały się słowa, które podczas lekcji w ogóle nie padły! W końcu przestałam się logować do kursu i... będąc w Polsce trafiłam na kurs idealny :) Myślałam o nim już wcześniej w USA, ale zdecydowałam, że zakupie go po przyjeździe do Polski. A teraz żałuję, że jednak nie zamówiłam tej książki wcześniej :) Jeśli ktoś uczył się juz hiszpańskiego wcześniej (ja uczyłam się przez dwa lata), to z tym kursem przypomni sobie bardzo dużo i zapamiętywanie pójdzie jak burza ;) Ja jestem na 6 tracku, a uczę się dopiero 3 dzień :) Do następnego etapu przechodzę dopiero, kiedy potrafię powiedzieć wszystkie zdania bezbłędnie. Kurs przygotowany przez Beatę Pawlikowską wygląda tak, że ona mówi zdanie lub słowo po polsku, następnie zostawia ciszę dla Ciebie, byś mógł powiedzieć to po hiszpańsku, a następnie usłyszysz głos jakiegoś latynosa, który mówi to zdanie po hiszpańsku tak jak powinno brzmieć :) Uczenie się z tym kursem to prawdziwa przyjemność zwłaszcza, że nie trzeba siedzieć przed komputerem żeby się uczyć. Można słuchając i powtarzając sprzątać mieszkanie, gotować obiad, zwijać pranie czy ćwiczyć :) A efekty widać już następnego dnia :) Sama byłam zaskoczona jak wiele sobie przypomniałam i jak wiele się nauczyłam w zaledwie 3 dni! Dodatkowo macie pomoc w postaci książki ze skryptami z nagrań plus wyjaśnienia gramatyki dla tych bardziej ambitnych ;) ja się na razie tym nie przejmuję i uczę się bez zaglądania do gramatyki :D Pani Beata ma także podobne kursy z angielskiego brytyjskiego oraz angielskiego amerykańskiego, poza tym jest jeszcze niemiecki, rosyjski, portugalski, włoski, hiszpański europejski, francuski no i mój hiszpański latynoski. Dlaczego wybrałam odmianę latynoską? Dlatego, że bliżej mi do Meksyku niż do Hiszpanii ;) Serdecznie mogę ten kurs polecić każdemu z Was!









Nowojorskie ABC Grzegorza Jaszuńskiego poraz pierwszy trafiło w moje ręce, kiedy jeszcze byłam w gimnazjum. Pamiętam, że wyporzyczyłam tę książkę, ale jej nie przeczytałam całej, gdyż był to koniec roku szkolnego i dostałam ją tylko na 1 dzień, przekonując panią bibliotekarkę, że na pewno ją zwrócę na czas. Później przez jakiś czas nie mogłam jej nigdzie znaleźć, a szukałam po księgarniach i bibliotekach i jakoś tak z czasem o niej zapomniałam. Przypomniało mi się o niej niedawno, kiedy poszukiwałam książek o tematyce USA, postanowiłam zajrzeć na Allegro - jest!, a raczej była, bo już jest w moich zbiorach :) Nie chodziło mi książki przedstawiające Amerykę tu i teraz, ale też o te starsze wydania, które mówią o USA kiedyś, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu. Książka bardzo ciekawie się zaczyna:




Jeśli macie ochotę uzupełnić swoje zbiory o tę pozycję, to poszukajcie jej na Allegro - tam dostaniecie ją za grosze: 4 - 5 zł w niezłym stanie.

Jeszcze tej książki nie skończyłam ;), ale już mi niewiele brakuje. Kiedy dotrę do ostatniej kartki, możecie się spodziewać, że wspomnę o niej w dłuższym poście na blogu :)

W moich planach jest jeszcze zakupienie książki "Wrony w Ameryce" Marcina Wrony

Do tej pory przeczytałam już "Wałkowanie Ameryki" Marka Wałkuskiego (bardzo dobra książka i już tworzy się o niej post!) oraz "Manhattan pod wodą" Zuzanny Głowackiej - choć tutaj może jest mniej treści o samej Ameryce, ale również porusza sprawy, które imigrantów mogłyby interesować :)

O każdej książce zamierzam coś napisać, a jeśli Wy chcielibyście podrzucić mi jakiś dobry tytuł, to wiecie od czego są komentarze ;)

W następnym poście będzie o ciuszkach, kolejnej książce i kilku dekoracjach do domu :)

29 comments:

  1. Ta blondynka na jezykach brzmi fajnie, zawsze sobie tez przywoze z Polski kosmetyki Alterry :)

    ReplyDelete
  2. Miałam to masełko z Perfecty i mam krem kakaowy z Isany - fajne produkty. :)

    ReplyDelete
  3. ja wrony w ameryce juz przeczytalam, bardzo szybko mi sie ja czytalo ale niczego nowego sie nie dowiedzialam. Walkowanie ameryki teraz wlasnie koncze a polecam ci napewno ameryka nie istnieje, jesli lubisz czytac o histori ameryki.

    ReplyDelete
    Replies
    1. nawet jesli sie niczego nowego nie dowiem to jestem ciekawa obserwacji naszego dziennikarza

      Delete
  4. Nowojorskie ABC chetnie bym poczytala:)
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  5. A ja mam pytanie. Gdzie wolisz kupować ubrania, w Polsce czy w USA? Gdzie jest Twoim zdaniem taniej? Pytam, ponieważ w moim odczuciu Stany są rajem zakupoholiczek, można perełki znaleźć za grosze, dlatego jak lecę do USA to z reguły z prawie pustą walizką. W Polsce promocje nie są tak spektakularne, chociaż się to powoli zmienia. Z drugiej strony rozmawiałam z koleżanką na stałe mieszkającą w Stanach i przylatującą na wakacje do Polski i ona jest odwrotnego zdania niż ja;-)))) Szukam trzeciej opinii, byłabym wdzięczna jakbyś się swoją podzieliła czy to w komentarzu czy w następnym poście [tym o ciuszkach:P]

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiesz, właściwie i w USA i w Polsce lubie robić zakupy, tylko, że stawiam sobie ograniczenia i np. za 1 rzecz w USA staram sie nie wydawać więcej niż 20 dolarów - chyba, że chodzi o buty, bo na buty jestem w stanie wydać więcej niż na ciuchy. A w Polsce staram się nie kupować niczego droższego niż 50 zł, chyba, że mi się bardzo, ale to bardzo spodoba ;)

      Delete
  6. Jak Ci zazdroszcze tego wyjazdu do Polski, my sie zbieramy juz od 4-ch lat i ciagle nam jakies "kwiatki" wyskakują.
    "Wrony w Ameryce" mam juz przeczytane, jesli masz iPad'a to na Merlin.pl mozna ta ksiazke kupic w wersji e-booka. Fajnie sie ja czyta, jest lekko napisana, zabawna ale faktycznie raczej dla tych co chca dopiero do Stanow wyjechac niz dla tych, ktorzy juz tutaj sa. Niczego zaskakujacego czy nowego sie nie dowiesz.
    Z ksiazek moge Ci polecic Niepoprawna politycznie historia Stanow Zjednoczonych.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ostatnio jak szukalam w wersji ebooka to nie bylo :D ale dobrze wiedziec ze juz jest to zaraz sciagne na kindla :)

      Delete
  7. Co czytam nowego posta na stronie to obiecuję sobie, ze napiszę komentarz, ale jakoś mi się nie chciało :P. Cieszę się, że wizyta w Polsce Ci się udała, choć wiem, że zapewne za krótko. Widzę, że Polska, jeśli chodzi o kosmetyki, to rządzi.Wydanie Blondynka na językach zdecydowanie polecam! Mam kilka książek tej serii ( angielski,włoski,hiszpański,francuski) i uczyłam się hiszpańskiego.Co prawda brak mi było motywacji,aby dobrnąć do końca kursu,ale dużo się nauczyłam w ciągu krótkiego okresu. Książkę ,,Wrony w Ameryce" widziałam i powiem szczerze,że wygląd wydania jakoś mnie zniechęcił choć miałam dużą chęć przeczytania tej książki ( osobiście darze szczerą sympatią pana Wrone ;) ). Musze przeczytać sobie w formie ebooka :) ,ale to po maturach .... już za 9 dni ! :( .Pozdrawiam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, w PL sa swietne kosmetyki do pielegnacji, wiec zaopatrzylam sie na jakis czas. Zaluje tylko, ze nie kupilam zadnego plynu do higieny intymnej, bo tutaj nie moge znalezc dobrego ktory by mial lactic acid :( a jak ma to na ostatnim miejscu :/

      Ja uz od jakiegos czasu myslalam o tej ksiazce pana wrony, ale nie byla dostepna w formie ebooka, a teraz jest wiec kupie dzis lub jutro :D

      Powodzenia na maturze! :)

      Delete
  8. Wizyta udana i to najwazniejsze

    ReplyDelete
  9. zainteresowałaś mnie książką i już ją licytuje ;))
    na Pawlikowską też się zasadzam ;) a Wrony właśnie czytam...

    ReplyDelete
    Replies
    1. nie zasadzaj sie, tylko bierz :D to jest naprawde dobry kurs :D

      Delete
    2. wrzuciłam na listę i jeszcze 2 książki, które polecasz ;) będzie przypływ gotówki to kupuje :)

      Delete
  10. Właśnie czytam Wałkowanie Ameryki i trochę za dużo statystyk, ale ciekawe obserwacje i rzeczywiście przybliża mentalność ludzi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moim zdaniem statystki odgrywaja tam bardzo wazna role :) nawet jesli malo co z tych statystyk sie zapamieta to i tak niektore z nich otwieraja oczy :)

      Delete
  11. co za to biurko z ikei ? swietnie wyglada? :)

    ReplyDelete
  12. co to za biurko z ikei? swietnie wyglada :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję :)Tak, z Ikei. Choć chyba drugi raz bym go nie kupiła, bo to nie jest drewno tylko jakaś płyta wiórowa. Prezentuje się nieźle, łatwo przestawić, bo jest lekkie, skusił mnie też szklany blat, ale nie jst to biurko-toaletka ktorą bym wszystkim polecała. Polecam najpierw wybrac sie do Ikei i je zobaczyc zanim sie kupi ;)

      Delete
  13. Mam pytanie odnosnie ksiazki do hiszpanskiego. Czy ta "Blondynka" jest tylko w wersji dla osob, ktore juz sie uczyly tego jezyka ? Czy dla zupelnie poczatkujacych tez ?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moim zdaniem jest ona dobra dla początkujących też. Lekcje zaczynają się od najprostszych podstawowych wyrazen typu "dzien dobry", "jak sie masz" itp. wiec jak najbardziej mozna sie z ta ksiazka dopiero zaczac uczyc nowego jezyka. Ja natomiast mialam na mysli, ze ci, ktorzy uczyli sie wczesniej hiszpanskiego, to beda szli szybciej przez tracki, bo z latwoscia sobie wszystko przypomną :)

      Delete
    2. Dzieki, znalazlam na iTune 3 aplikacje "Blondynki na jezykach" i to jeszcze za darmo, szkoda ze sa to akurat te, ktore mnie nie interesuja. No nic, trzeba czekac az wprowadza te pozostale do swojej bazy.

      Delete
  14. Zauważyłam niedawno, że wszystkie moje lektury z kwietnia są na bardzo podobny temat. I tak jak ty czytasz książki o Ameryce, moje są o sytuacji kobiet w różnych państwach. Niektóre są reporterskie, niektóre tylko oparte na faktach. Polecam "Factory girls" o Chinach, "The bookseller of Kabul", "Reading Lolita in Tehran" i "In the land of invisible women. A female doctor's journey in the Saudi Kingdom" (ta jest akurat najsłabsza). Wszystkie kupiłam na yard sales albo w antykwariatach, a najdroższa kosztowała mnie 1 dolara. Przez te ceny nie mogę się opanować, kiedy widzę coś interesującego :) I nigdy nie miałam aż tylu książek przed przeprowadzką do Stanów. Drżę na myśl o przeprowadzce!

    ReplyDelete
  15. Ja ostatnio wpadłam w nałóg czytania o Ameryce i NY. Mam za sobą kilka z nich i kilka jeszcze przede mną:

    Przeczytane:
    - Wałkowanie Ameryki - fajna, choć momentami zbyt długo o jednym temacie. Sporo "suchych" faktów, ale i tak mi się podobała;
    - Wrony w Ameryce - przeczytałam tuż po "wałkowaniu" i uważam, że "Wrony" są dużo ciekawsze, gdyż sporo w nich ciekawostek (również tych z życia wziętych). Książka nacechowana emocjonalnie, więc czyta się ją bardzo przyjemnie. Mam cichą nadzieję, na kolejną część. A może pan Wrona wpadnie kiedyś na pomysł prowadzenia bloga. To byłoby coś :)

    W trakcie czytania:
    - Ameryka nie istnieje - Orlińskiego. Dopiero jestem po przeczytaniu kilkunastu stron, więc niewiele mogę powiedzieć o treści, ale książka na pewno ładnie wydana i z kolorowymi zdjęciami, co się nieczęsto zdarza przy takich książkach.
    - Nowy Jork 101 miejsc, które musisz zobaczyć (Autorzy: Aneta Radziejowska, Marek Rygielski) bardzo fajny, nietypowy przewodnik z dokładnym opisem największych atrakcji NY. Szkoda, że zdjęcia czarno-białe.

    Następne w kolejce czekają na przeczytanie na nocnym stoliku:
    - Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny (Kamila Sławińska)
    - Asfaltowy Saloon (Waldemar Łysiak) książka co prawda z 1980r. ale podobno ponadczasowa, z bardzo dobrymi recenzjami na lubimyczytac.pl Kupiona za kilka złotych na Allegro.

    Na pewno kiedyś przeczytane zostaną:
    - Manhattan pod wodą (Z.Głowacka)
    - Droga 66 (D.Warakomska)


    ReplyDelete
    Replies
    1. WOW :D Trochę tego jest, ale już się cieszę i zacznę zapełniać swoją biblioteczkę :D Uwielbiam czytać o USA :)

      Delete
  16. Aaaaa i jeszcze odnośnie kursu - czaję się na wersję angielskiego amerykańskiego. Chyba mnie przekonałaś :)

    ReplyDelete
  17. Ja przeczytałam tylko jedną książkę opisującą Stany. Jak interesuje Cię spojrzenie z końca lat 40 XX wieku to polecam "W drodze" Jacka Kerouaca. Nie jest to taka reportażowa książka jak te, które pewnie masz na myśli, ale Kerouac opisuje swoje przeżycia (jako jeden z bohaterów) z szalonych podróży, m.in. ta książka zapoczątkowała ruch hippisowski:) Takie opisy raczej bez cenzury, szczególnie aktualny jest opis LA hehe.

    ReplyDelete