Monday, April 29, 2013

Przywiezione z Polski - Part 2.

Wracam do Was z drugą częścią zakupów z Polski :) Zacznijmy od ciuszków i od wyjaśnienia sobie pewnych faktów. Otóż, uważam, że nie można generalizować w sensie w Polsce jest drogo a w USA tanio jeśli chodzi o ciuchy i na odwrót. Bywa różnie. Tak naprawdę uważam, że USA może być rajem dla zakupoholiczek jak i Polska w zależności od tego jak mamy zaplanowane nasze wydatki. Ja nie robię zakupów często, zwykle odkładam sobie pieniądze przez kilka miesięcy, a na polowanie wybieram porę wyprzedaży. Tak np. w USA na jeden ciuszek nigdy nie wydaję więcej niż $20, chyba, że jakaś bluzka, sukienka czy spodnie naprawde powalą mnie na ziemię. Na buty wydaję więcej - do ok. $200 jeśli szukam czegoś co posłuży mi na dłużej - czyli nie mam tutaj na myśli balerinek czy klapeczków, ale np. buty zimowe, kozaki czy śniegowce. W Polsce ustaliłam, że moim limitem na ciuchy będzie 50 zł (w sensie, nie kupię niczego z ceną wyższą niż 50 zł). Jeśli coś mi się podobało, kosztowało 70 zł, ale nie powalało, to odkładałam na półkę/wieszak i szukałam dalej. Zwykle staram się zastanowić kilka razy czy ja na pewno tej bluzki czy tych spodni potrzebuję, kiedy będę je nosić, czy pasuje do reszty mojej garderoby, czy mam je z czym zestawić itp. Trzymając się zastem mojego limitu, poczyniłam poniższe zakupy - większość z tego asortymentu pochodzi z wyprzedaży (jak widać dominuje kobalt) :)

Na sam początek - bluzka z Cropp Town - 29,99 zł


Bluzka New Yorker - 39,95 zł


Szlik / chusta - Flaga Amerykańska - Sinsay - 24,99 zł





Szorty - HOUSE - 49 zł




New Yorker - bluzka z krótkim rękawem MEOW - 19,95 zł


Tunika - H&M - 39,90 zł


 Od lewej - Legginsy ze sklepu New Yorker - 39,95, środkowe - H&M - 39,90, i po prawej - New Yorker 39,95 zł


Balerinki - Czarne z New Yorker - 39,95 zł, jasnoróżowe z Sinsay - 39,99 zł





Biżuteria - koralikowy naszyjnik - H&M - 5 zł. Ćwiekowa bransoletka - Cropp Town - 19,99 zł.




To by było na tyle z ciuszków i bucików. Nie ma tego dużo, ale też więcej mi nie potrzeba ;)

A tutaj kilka drobiazgów do domu kupionych w sklepie, w którym nie spodziewałabym się znaleźc takich fajnych skarbów :D Mowa tutaj o Pepco. Kiedy poraz pierwszy zajrzałam do Pepco, pamiętam, że wyszłam po może 2 minutach spędzonych w tym sklepie. Odstraszał mnie nie tylko zapach - sztucznych materiałów, ale także jakość i wygląd produktów - tandeta. Będąc w Polsce szukałam jakiejś taniej doniczki i tak jakoś wyszło, że zajrzałam do Pepco. Kiedy zobaczyłam kolorystycznie pukładane produkty do dekorowania domu, od razu się zainteresowałam - drewniane ramki, szklane kolorowe buteleczki, świeczki, świeczniki, filcowe podstawki pod kubki nie robiły już takiego tandetnego wrażenia :) a oto kilka rzeczy, które wybrałam do swojej sypialni :)


Serce w ramce - 14,99 zł
Ramka do zdjęcia - 14,99 zł
Butelka większa - 3,99 zł
Butelka mniejsza - 2,99 zł
Świeczka w słoiczku - 6,99 zł


Tutaj podobne produkty, a ceny - jak wyżej.

Brakowało mi też czegoś do powieszenia sztucznej biżuterii. Nie mam jej dużo, zaledwie kilka naszyjników, jakieś pierścionki, bransoletki, które plątały się o siebie w szufladzie. Kiedy zobaczyłam ten serduszkowy wieszaczek, pomyślałam, że czas zrobić z nimi porządek i gdzieś je powiesić. Wieszak zawisł więc w mojej garderobie :D


Wieszak kosztował chyba ok. 25 zł



No i ostatnia rzecz przywieziona z Polski - książka do angielskiego.
Nie wiem dlaczego ludzie zawsze się dziwią, że zabieram do USA książki do nauki angielskiego. Zwykle patrzą na mnie zdumieni i pytają "Ale przecież umiesz mówić po angielsku, więc po co ci to?" Nawet nie wyobrażacie sobie jak takie pytanie potrafi mnie wkur... tego, wyprowadzić z równowagi ;) To tak jakby zapytać jakiegoś Polaka "Po co ci słownik ortograficzny, przecież umiesz mówić po polsku". Czasem nawet jak niektórym wytłumaczę dlaczego potrzebny mi słownik czy książka do gramatyki, to i tak nie zrozumieją. Ale dalsze rozkminiane nadaje się na inny post w tej sprawie, więc teraz nie będę się tutaj pocić ;)



Zdania angielskie w parafrazie to książka, która pozwoli Wam ćwiczyć zdania po angielsku, które można powiedzieć w różny sposób, używając różnych słów, ale zachowując znaczenie. Zwykle aby dane słowo pasowało, trzeba zmienić konstrukcję gramatyczną zdania. Na studiach bardzo lubiłam robić te transformacje zdań. Sporo osób z mojej grupy jęczało na sam widok, a ja zapalona jak nigdy rozwiązywałam zadania jak językowe łamigłówki ;) Najbardziej lubię zadania typu III ze strony 53 - tam to akurat łatwizna, ale chodzi mi o gotowe zdania, w nawiasie słowo, które musimy wpleść i stworzyć nowe zdanie zachowując znaczenie poprzedniego gotowego zdania. 

Po co ja to robię? O tym będzie post ;)






16 comments:

  1. hahaha, usmialam sie z tego tekstu o sensie kupowania ksiazek do angielskiego przez osoby, ktore ten jezyk znaja. Po Twoim wczesniejszym poscie, zapalilam sie strasznie do ksiazek jezykowych Pawlikowskiej. Teraz poluje na Hiszpanski Latynoski i Angielski USA, ale akurat tego nie ma nigdzie. Musze poczekac.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niektórzy nawet nie wiedzą co to słownik ortograficzny ; )

      Delete
  2. Ciekawa jestem tej książki chociaż z nauką języka u mnie krucho

    ReplyDelete
  3. Nawiązując do zakupowego szaleństwa w USA - czy kupowałaś kiedyś ciuchy firmy Abercrombie&Fitch? Jeśli tak, jestem ciekawa Twojej opinii :)

    ReplyDelete
  4. Mam podobne zasady przy kupowaniu ubran:)
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  5. Nie znam dokładnych cen w USA, lecz myślę, że bez względu na kraj czy miasto można wydać mało i kupić dużo i na odwrót ;) Wszystko zależy od danego miejsca i czasu ( tak jak wspomniałaś o wyprzedażach)
    Pozdrawiam Paweł
    http://twojwybortwojaprzyszlosc.blogspot.com/

    ReplyDelete
  6. Urzekła mnie bluzka z Cropp'a, wieszaczek w serduszka no i te piękne buteleczki! Ja o Pepco też nie miałam najlepszego zdania dopóki nie weszłam między półki i nie odkryłam tych wszystkich drobiazgów, bez których spokojnie można się obejść, ale które nadają wnętrzom charakteru. Świetna alternatywa dla drogich akcesoriów z Ikea.

    ReplyDelete
  7. Ach no i dziękuję za początek posta i rozkminę nad zakupami w Polsce i Stanach;-) Za niecały miesiąc jadę do Virginii i będę mieszkać niedaleko wielkiego Outlet'u, więc też liczę na dobre okazje;-)))

    ReplyDelete
  8. Już czytając ostatniego posta zastanawiałam się: "Jeny, jak Ty to wszystko zmieściłaś do walizki?" A teraz to już całkiem nie wiem :D

    Co do cen- ja jednak pozostaję przy stanowisku, że w USA są o wiele przystępniejsze ceny, szczególnie jeśli patrzeć na zarobki. Jest mnóstwo przecen i outletowych sklepów, gdzie ceny są naprawdę dużo niższe od oyginalnych. W Polsce tego brakuje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zdradzę Ci sekret ;) Jechałam do Polski z prawie pustą walizką ;) Z ciuchów miałam może 2 pary spodni, 2 bluzki, bielizna, poza tym troche ciuchow mam też w domu w PL. Kosmetykow w ogole nie brałam, tylko szczoteczke do zebow i szampon do wlosow, bo jechalam z mysla, ze we wszystko sie zaopatrze w PL. Najwiecej wzielam prezentow, ktore zaraz rozdalam rodzinie i ot mialam miejsce w bagazu :)

      Delete
    2. Tak,zgadzam sie z tym, ze jesli np. Polak zarabia 2000 zł, a Amerykanin 2000 dolarów miesięcznie, to Amerykanin kupi za to więcej w USA niż Polak w PL za złotówki, no ale to jest po prostu siła nabywcza dolara + stosunkowo niskie ceny w USA :)

      Delete
  9. oj uczyć mi się nie chce języków, nawet za bardzo nie mam do tego głowy :(
    troszkę jest tych zakupów :)
    świetne balerinki.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja jestem w stanie nauczyć się każdego języka, gorzej z przedmiotami szkolnymi takimi jak chemia, fizyka, matematyka ;)

      Delete
  10. Szorty mnie urzekły.♥ A Pepco zawsze ma fajne drobiazgi.:D

    ReplyDelete
  11. bardzo przydatne informacje znajduję w Twoich postach! gratuluję kreatywności i dziękuję! :) Tym samym zapraszam do mnie, jeśli chcesz podzielić się swoją opinią!

    ReplyDelete
  12. uwielbiam shorty i dwie pierwsze bluzki!

    ReplyDelete