Thursday, July 17, 2014

Polka w Korei Południowej?

Witajcie! Muszę zrobić małą przerwę w pisaniu o moim pobycie w Polsce i Montenegro, gdyż jakieś 3 tygodnie temu dowiedziałam się, że mój mąż zostanie przeniesiony do Seoulu w Korei Południowej. Wiadomość okazała się dla mnie takim szokiem, że przepłakałam niejedną noc z tego powodu. Nigdy nie ciągnęło mnie do krajów azjatyckich, nawet na wakacje prędzej wybrałabym kraj w Ameryce Łacińskiej niż popularną Tajlandię czy Japonię. Pff... o czym ja mówię? Nie jestem gotowa na wyjazd ze Stanów. Nie mówię tutaj jedynie o gotowości mentalnej ale i organizacyjnej. Mam w USA tyle niepodomykanych spraw, że nie wiem jak się za to zabiorę, kiedy do USA wrócę. O wszystkim dowiedziałam się będąc w Polsce i nie miałam od tamtej pory jeszcze sił aby przeanalizować jak będzie wyglądał mój pobyt w Korei, a muszę przygotować się na pobyt dwuletni. Nie widzę siebie tam... Głównie ze względu na to, że nie wiem co mnie czeka. Pamiętacie też z resztą, że nie przepadam za jedną Koreanką, którą mam w grupie w szkole (tak, mówię o tej, która stwarza problemy i zdaje się nie lubić ludzi), co wcale nie ułatwia sprawy...

Ze studiami wszystko powinno być ok, bo mogę realizować zajęcia online. Nie widzę też żadnego problemu jeśli chodzi o moją zieloną kartę, bo w przypadku przeniesionych military families reguły są trochę inne niż dla zwykłego człowieka, który nagle zdecydował się przenieść na 2 lata do innego kraju. Martwię się jednak o to, że nie znajdę sobie tam dodatkowego zajęcia. Poczytałam trochę na różnych forach, gdzie udzielają się żony zołnierzy i obraz np. szukania pracy wygląda dość pesymistycznie. Poza bazą wojskową oczywiście nie ma o czym mówić - jesli chcesz znaleźć pracę, musisz znać język koreański, którego ja nie zamierzam sie uczyć, bo w dwa lata nie nauczę się wiele, a później i tak mi się nie przyda. Nie mam nawet chęci do nauki języków azjatyckich. Wolę poświęcić ten czas na hiszpański, bo wiem, że do USA na pewno wrócę. Druga sprawa to to, że na terenie bazy wojskowej Koreańczycy są traktowani priorytetowo przy wyścigu o pracę. Ponoć konkurencja jest duża. No cóż, przeraża mnie to, ale jeśli faktycznie pracy nie znajdę, to na pewno poszukam innych dróg rozwoju jak np. wolontariat i kursy dokształcające. Mam nadzieję, że jakiś kurs hiszpańskiego gdzieś mi się trafi. Chwilowo pojawiła się też całkiem optymistyczna opcja pracowania jako nauczyciel języka angielskiego. Dyplom mam, zarobki są całkiem niezłe, według osoby, która pracowała jako nauczyciel ESL jest mnóstwo ofert pracy itp. Jednak ja zostałam z takiej szansy brutalnie wykluczona. Dlaczego? Aby pracować w Korei jako nauczyciel ESL trzeba posiadać paszport z kraju, gdzie angielski jest językiem oficjalnym, czyli np. USA, Australia, Anglia, Irlandia itp. Gdybym miała paszport amerykański, nie byłoby problemu. A tak? Mój optymizm szlag trafił. 

Wiecie, nie potrafię się cieszyć tym wyjazdem. Przeraża mnie też sama podróż samolotem przez 20 h z moim kociakiem. Nie wiem czy cokolwiek jest mnie w stanie pocieszyć na dzień dzisiejszy. Myślę o tej przeprowadzce i wiem jedno - jadę tam tylko ze względu na męża, nic innego mnie tam nie ciągnie. Perspektywa zwiedzania świata i poznawania kultury wcale nie wydaje się taka atrakcyjna, kiedy spodziewasz się, że będziesz siedział przez 2 lata w jednym miejscu i na dodatek znalezienie pracy będzie tam dla Ciebie utrudnione, bo nie jesteś Koreańczykiem czy dlatego, że nie masz odpowiedniego paszportu. 

Kiedy jeszcze miałam nadzieję na pracę jako nauczyciel ESL potrafiłam myśleć pozytywnie. Teraz, po tym, czego się dowiedziałam straciłam resztki nadzieji na to, że to będą dobre dwa lata. Jestem nastawiona dość pesymistycznie, ale może to dobrze, bo chyba już nic gorszego nie może mnie tam spotkać? A jeśli spotka, to tym bardziej czuję, że mnie to dobije.

P.S. Do wszystkich, którzy czytają tego bloga i znają mnie osobiście - proszę nie poruszać przy mnie tematu mojego wyjazdu do Korei.

30 comments:

  1. To będzie marne pocieszenie, ale mnie czeka 7 [!!!] rok w miejscu którego szczerze nienawidzę, mam tu same złe wspomnienia, haruję jak wół, ale muszę tu skończyć studia... więc 2 lata to nie tak dużo! :)
    Korea Płd to piękny i wysoko rozwinięty kraj, ale na pewno czeka Cię zderzenie z zupełnie inną kulturą. Znajomość języka przyda Ci się bardzo, choćby w spożywczym ;) wszędzie krzaczki :p

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie wiem jak bedzie z nauka koreanskiego, ale pewnie jakies podstawy ogarne. Teoretycznie z jedzeniem nie powinno byc problemow, bo w bazie wojskowej sa markety z opisami produktow po ang. bez zadnych krzaczkow ;) Jak juz sie tam znajdziemy pewnie bedziemy sporo wychodzic poza baze na sushi, ale wtedy jakos sobie poradzimy. Moj maz juz w Korei byl i wie co i jak mniej wiecej...

      Delete
  2. Współczuje ,ale wierzę , że będzie dobrze i dacie rade !
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja na razie w nic nie wierze, ale dziekuje, ze Ty wierzysz ;) :* Pozdrawiam serdecznie!

      Delete
  3. Alez Ci zazdroszcze!!! Korea to swietny kraj! Jest tam tez juz dosyc sporo Polek :-) Nawet z tego co pamietam, zon amerykanskich zolnierzy.
    Jesli chodzi o nauczanie angielskiego, to nie wszystko jeszcze stracone. Choc oficjalnie nikt nie bedzie mogl Cie zatrudnic, to nieoficjalnie, w ramach prywatnych lekcji i korepetycji, jako biala kobieta, nie powinnas miec zbytnich trudnosci ze znalezieniem uczniow. Wiem, ze wiele dziewczyn preferuje takie rozwiazanie, bo daje ono dodatkowe mozliwosci spojrzenia na koreanskie zycie niejako od kuchni. I nawet zaprzyjaznienia sie z Koreankami ;-)
    Glowa do gory, bedzie dobrze!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dwakoty, dziekuje Ci za ta wiadomosc! :* Kiedy dowiedzialam sie o wyjezdzie staralam sie zaczerpnac informacji na forach innych zon zolnierzy i to co one opisywaly nie wygladalo optymistycznie. Zdolowalam sie tym maksymalnie. Moze nie bedzie tak zle jak to sobie wyobrazam, ale bedzie mi bardzo przyjemnie milo sie rozczarowac :)

      Delete
  4. O masz! no wiesz co zatkało mnie i próbuję sobie wyobrazić jedynie Twoją reakcję na tą wiadomość. No cóż pozostaje mi życzyć Ci, aby te 2 lata szybko minęły. Nie znam zasad, na których pracuje Twój mąż, ale nie da się niczego zrobić w tej kwestii jak rozumiem? Nie może ubiegać się o zmianę miejsca, ma jechać i już? a Ty jako żona nie możesz zostać, musisz jechać z nim?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nic juz sie nie da zrobic, to juz postanowione. Moj maz wylatuje juz za 3-4 miesiace. Ja prawdopodobnie troche pozniej i w dodatku ja bede miala na na dokladke kotka i nie wyobazam sobie podrozy z nia :( Jak poleci w kabinie moze zatruc wszystkim podroz, bo bedzie miauczala jak znam zycie, a jak poleci w cargo to chyba umre, bo bede sie o nia zamartwiac :( Tego sie boje najbardziej... Ja teoretycznie moglabym zostac w Stanach, wtedy on pojechalby tylko na rok, ale ta wiadomosc spadla na nas tak szybko, ze musielismy blyskawicznie podjac decyzje co do mnie. Jesli aplikacja o to, zebym ja mogla jechac tez przejdzie pomyslnie, to pojade, jesli nie, to nie. Ale czuje, ze pojade...

      Delete
    2. Już bym chyba wolała, żeby jechał sam na rok, niż na 2 lata :P no współczuję, to tak jakby mi kazał ktoś przeprowadzić się na 2 lata do np. Rosji, albo Niemiec. Bleh. Powodzenia Paulina, trzymam kciuki! :*

      Delete
  5. Ojjj... A ja nie zazdroszczę. Wiele się już zdążyłam nasłuchać o tamtych stronach i jedyne, co mogę powiedzieć, to tylko to, że trzymam kciuki, żeby czas szybko Ci minął! Powodzenia!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez nie zazdroszcze sobie tego wyjazdu :P Tyle tylko z tego dobrego, ze pomoze to mojemu mezowi w karierze, dostanie jakies dodatkowe punkty i wiecej kasy zarobi. A dla mnie? Moje dotychczasowe zycie bede musiala pozegnac i zaczac nowe ;/ a nie jestem jeszcze gotowa na zmiany.

      Delete
  6. No cóż, nie zazdroszczę zamieszania w życiu, ale kto wie, może jeszcze będziesz zadowolona z tego wyjazdu? Czasem nam się wydaje, że czekają nas same trudności, a tymczasem Los szykuje już dla nas miłą niespodziankę :)

    Czytałaś może kiedyś tego bloga? http://wkorei.blogspot.com/

    Pozdrawiam i trzymam kciuki za całokształt :*
    Paulina

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje za linka i trzymanie kciukow, Paulino :) Moze negatywne nastawienie nie jest w koncu takie zle, jesli mialabym sie milo rozczarowac. ;)

      Delete
  7. Dasz rade, przewaznie jesli do czegos jestesmy negatywnie nastawieni na poczatku, pozniej okazuje sie byc czyms calkiem znosnym i na odwrot. Ja tez jestem "zona podarzajaca za mezem" i co jakis czas przenosimy sie do innego kraju. Na poczatku jest ciezko, ale z czasem czlowiek zaczyna sie dostosowywac coraz szybciej i szybciej. Jestes madra i ambitna - na pewno szybciej zaakceptujesz sytuacje niz Ci sie to wydaje. Najwazniejsze nie popadac w czarna rozpacz. Zobaczysz, ze bedzie dobrze.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pamietam, ze kiedy mialam przeprowadzic sie do Stanow towarzyszyl mi tylko lekki strach, bo przewazala euforia i ciekawosc. Zawsze chcialam mieszkac w Stanach i zaakceptowalam ten kraj razem z jego drobnymi wadami. Nie mialam z tym zadnego problemu. Tym razem jade do kraju w ktorym nigdy nie chcialam byc, Azja mnie nigdy nie interesowala nawet turystycznie. To mnie wlasnie przeraza w perspektywnie spedzenia tam całych dwóch lat... Juz teraz wiem, po obcowaniu z Koreankami, ze roznice kulturowe sa spore i nie wiem czy kiedykolwiek da sie je przeskoczyc. No, coz... sprobuje ;) Dziekuje za pozytywne slowa :* :)

      Delete
  8. Ja tylko dodam ze swojej strony, ze wszyscy Koreanczycy, jakich znam sa super mili:)
    Moze Ci sie spodoba, hm?:)
    Tez trzymam kciuki!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jedna Koreanka jaka znam faktycznie jest super mila, a druga? Historie znasz z mojego bloga ;) Z Latynosami znalazlam wspolny jezyk niemal od razu, a z Koreankami musialam sie troche nagimnastykowac.

      Mam jednak nadzieje, ze mi sie spodoba ;)

      Delete
  9. Zatkało mnie. Cóż oby czas Ci szybko zleciał. Bo dokładnie jak niemilcząca tez sie zastanawiam, czy nie da się w tej kwestii nic zrobić? To już przesądzone? Pozdrawiam i całuje cieplutko. ;*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie też zatkało i nadal nie moge sie z tego otrząsnąć. Nic już się nie da zrobić. Mój mąż wyjeżdża już za jakieś 3-4 miesiące. A ja czekam na decyje armii o mnie. Jesli pojade z nim beda to dwa lata, jesli on pojedzie sam bedzie to rok.

      Delete
    2. Trudno powiedziec Lorien, obie opcje maja swoje minusy. Gdybym została na rok sama w Stanach to pewnie nie martwiłabym się w ogóle o siebie, bo jestem w stanie sobie sama poradzić, jest to też wyjście logistycznie łatwiejsze, ale tęskniłabym za mężem strasznie... :( Wciaz pamietam czasy kiedy był na rok w Iraku,a ja bylam wtedy w Polsce. Pomimo obecnosci bliskich rozlaka z nim na tak dlugi czas dała mi w kość...

      Delete
  10. Trzymam kciuki za wszystko i wierzę, że dasz radę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje, ze wierzysz za mnie ;) Trzymaj sie! Mam nadzieje, ze jednak nie bedzie zle i ze bede mogla tak napisac na blogu ;)

      Delete
  11. czesc Delilah! Jesli bardzo nie chcesz wyjezdzac do Korei a wiesz ze dasz sobie rade sama w USA na rok, zostan. Moj maz jest w Afganistanie na 6 miesiecznym wyjezdzie i powiem ci szczerze ze wiecej sie martwilam wszystkim niz to bylo warte...wlasnie mija 4 miesiac i leci szybciutko a ja sobie dzialam sama, brat z Polski przyjezdza w odwiedziny takze jest git :) Nie wiem jak jest w Armii ale w Air Force o ile sie nie myle mozecie sie spotkac po 6 miesiacach na 2 tygodnie chyba. Pozdrowionka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Afganistan to troche inna historia niz Korea. Afganistan to mission, a Korea to PCS jakby nie bylo, wiec tutaj mozna sie spotykac bez ograniczen (ograniczenia sa w kwestii finansowej oczywiscie). Nie boje sie zostac rok sama, bo bylabym wtedy w znajomych okolicach i mam tu juz dosc sporo zaufanych osob/przyjaciol/znajomych... Z jednej strony chce jechac, chce byc z mezem, z drugiej zas boje sie ze ten jeden rok przetrwam, bo jeszcze bede miala studia. ale drugi rok? hmm... Z reszta... teraz i tak najbardziej martwi mnie podroz w samolocie z kocią :( Nie wyobrazam sobie zeby kotka leciala dwoma samolotami jeden 5 h a drugi 12 h i zebym nie mogla sprawdzic nawet co u niej... Chcialam to rozegrac po swojemu, bo myslalam, ze ja bede kupowala bilety a potem armia odda kase, a wczoraj mnie maz poinformowal ze to raczej armia kupi bilety a ja bede musiala po prostu 'deal with it' ... za przeproszeniem wk.... mnie to.

      Dziekuje za slowa otuchy kochana :*

      Delete
    2. Przez wiele lat pracowalam przy sprzedazy biletow lotniczych i jesli nic sie nie zmienilo (a moglo), to przynajmniej kiedys kotki i male pieski mogly latac z wlascicielami "na kolanach" w malych klatkach. Ludzie w samolocie czasami wypuszczali te zwierzaki na zewnatrz ale musieli pilnowac, zeby nie bylo skarg innych pasazerow. Takie klatki musialy miec specjalny certyfikat danej linii lotniczej, a zwierzaki musialy miec wszystkie mozliwe i wymagane szczepienia linii i kazdego kraju przez ktory lecialy. Moze nie bedzie tak zle z tym przelotem ? WIesz jaka linia najczesciej wojsku puszcza rodziny wojskowych do Korei ? Moze oni maja jakas specjalna umowe ?

      Delete
  12. Będę trzymał kciuki zeby w ciagu tego czasu północni nie wpadli na żaden głupi pomysł.

    ReplyDelete
    Replies
    1. glupich pomyslow to im do tej pory nie braklo, wiec zeby Cie kciuki nie rozbolaly ;) Dzieki :D

      Delete
  13. Napiszę w tej chwili, ze niezmiernie Ci zazdroszczę. Zapewne nigdy nie uda mi się odbyć podróży moich marzeń - do Korei Południowej właśnie, a Ty z tego powodu...płaczesz? Spokojnie, Korea to piękny kraj z bardzo kulturalnymi i miłymi ludźmi.. Jedyne o czym tak naprawdę musisz pamiętać to wszędobylski szacunek do osób starszych. Na pewno dasz sobie radę. Przy okazji może podłapiesz trochę języka oraz zarazisz się kulturą. Radze uważać na oglądanie telewizji - koreańskie dramy bywają zaraźliwe :D

    ReplyDelete
  14. kazdy pisze,ze o zazdrosc ze fajnie ze pozwiedzasz ze pomieszkasz troche tu troche tam,ale ja to widze z innej strony.tez bym nie chciala zamieszkac w krajach azjtyckich, nie dodam ze mam na swojej liscie podrozy wyjazd do Tokio na tydzien ale znajduje sie on na ostatnim miejscu! bardzo ci wspolczuje i bardzo dobrze,ze myslisz pozytywnie iz wrocisz do USA , musisz tam jakies zajecie sobie znalezc do nauki hiszpanskiego polecam stronke intercambiodeidioma.com mieszkam w Segovii i dzieki tej stronie poznalam duzo osob dzieki ktorym poprawilam swoj hiszpanski. i poza tym kto wie czy tam gdzie ty bedziesz nie bedzie jakis hiszpan czy hiszpanka :) pozdrawiam !

    ReplyDelete