Wednesday, September 3, 2014

Montenegro to dziki kraj! (June 18 - 29, 2014) | Montenegro, Europe.

"Montenegro to dziki kraj" powiedział mój tato, kiedy pytałam o Czarnogórę. Nie jest tak czysty i bezpieczny jak Chorwacja, ale ma coś w sobie. To coś ciągnie tam moich rodziców już od kilku lat, a w te wakacje postanowili zabrać tam też mnie kiedy przyleciałam do Europy. Mama przyznała, że nie wie czy będzie mi się tam podobało, bo jest inaczej niż w Chorwacji. Montenegro jest jakby mniej ucywilizowane, mniej uporządkowane. Po ulicach walają się śmieci, turyści robią syf na plażach, pod każdym śmietnikiem znajdziemy albo stado bezdomnych kotów albo Cygana, do aut wsiadają wsiadają kierowcy po pewnych dawkach alkoholu, ale... mimo wszystko ten kraj mnie urzekł. Dotychczas byłam zakochana w Chorwacji, a teraz? A teraz byłabym rozdarta gdyby ktoś zapytał mnie w którym z tych krajów chciałabym pozostać na dłużej.


Mieszkałam w miejscowości Tivat, ale najbardziej przyciągnął mnie leżący kilka kilometrów dalej Kotor. To bardzo stare miasto, właściwie pierwszą osadę miał w tym miejscu starożytyny lud indoeuropejski - Ilirowie w 3 wieku p.n.e.

Przed przekroczeniem bram Starego Miasta postanowiłam spróbować jak Kotor interpretuje kuchnię meksykańską ;)

Stare Miasto Kotoru otaczają średniowieczne mury miejskie, które łączą się z twierdzą św. Jana na Samotnym Wzgórzu. Tam właśnie tego dnia zamierzaliśmy wejść ;) A towarzyszyły nam przy tym takie cudowne widoki:
Wąskie uliczki Starego Miasta

Jesteśmy coraz wyżej i coraz bliżej twierdzy...

Strefa Wysokiego Ryzyka - nie bez powodu i zaraz zobaczycie dlaczego!

Przyszlibyście tutaj z dzieckiem? Albo z lękiem wysokości? Ja nie... Lęk wysokości właściwie jakiś tam mały mam, ale raz się żyje :D

Dziki mostek w dzikim kraju ;)
Dla takich widoków warto czasem zaryzykować :)

Po zejściu z Samotnego Wzgórza na kolację obowiązkowo lokalne małże :) Uwielbiam owoce morza i prawie zawsze wybieram na obiad/kolację ośmiornice, kałamarnice lub małże.


Wyjeżdżamy z Kotoru...

Podczas tego pobytu w Montenegro zobaczyliśmy też bliżej maleńki Półwysep Świętego Stefana, który znajduje się niedaleko miasta Budva. Znajdują się tam głównie kwatery wypoczynkowe dla turystów z nieco grubszym portfelem.


Na plaży po lewej stronie (patrząc na półwysep) widziałam chyba największe fale jakie do tej pory udało mi się zobaczyć nad Adriatykiem. Po przeciwnej stronie półwyspu znajduje się bar/restauracja, w której nie polecam jeść, bo porcje są małe i niewarte swej ceny, ale wystrój mi się podobał ;)


 Poniżej możecie zobaczyć bezdomne kociaki, które przychodziły do nas po resztki jedzenia. Kotki witały nas radosnym miauczeniem już o 8:00 rano, kiedy to wychodziliśmy na zewnątrz by napić się kawy i zjeść drożdżówki z makiem (za tymi ostatnimi bardzo tęsknię w Stanach :( )


 Mieszkaliśmy niedaleko lotniska w Tivacie. Codziennie w godzinach porannych budziły nas silniki startujących samolotów. Ciekawym zjawiskiem było to, że samoloty  którko po starcie musiały skręcać by nie uderzyć w góry znajdujące się na przeciw pasa startowego.


Uwielbiam tę mieszaninę języków słowiańskich w Czarnogórze. Językiem urzędowym jest oczywiście czarnogórski, ale mówi się tutaj m.in. też po rosyjsku, serbsku lub chorwacku. My wyłapaliśmy trochę języka chorwackiego i czarnogórskiego i używaliśmy ich na przemian z polskimi wyrazami gdziekolwiek brakowało nam słowa. Tak dogadywaliśmy się m.in. ze sprzedawcami czy państwem u których wynajmowaliśmy mieszkanie. Nie powiem, bywało wesoło, bo niektóre wyrazy w języku czarnogórskim brzmiały podobnie jak w polskim, ale znaczyły zupełnie co innego ;)


 A tutaj plażowe widoki.


 I początek naszej wycieczki nad Kanion Tary. Tutaj zaczyna się Kanion Moracza.


 A tutaj jesteśmy już nad kanionem rzeki Tary w Parku Narodowym Durmitor. Kanion Tary jest najgłębszym kanionem w Europie.


Po drodze mijaliśmy mnóstwo zapierających dech w piersiach widoków - strome skały, lazurowa woda, malownicze wzgórza i domki, ale też setki mrożących krew w żyłach przepaści i pozaginanych barierek sugerujących nieszczęśliwe wypadki... Adrenalina skakała przed każdym zakrętem szczególnie wtedy, kiedy trzeba było minąć się z tirem.


 Mam więcej zdjęć z Kanionu Tary i innych miejsc, które odwiedziliśmy, ale zrobiłam je w innym formacie, którego nie mogę załadować na stronę, więc jestem zmuszona podzielić się z Wami jedynie kilkoma ujęciami.

A poniżej powrót na ulubioną plażę. Trudno zliczyć ile razy w ciągu naszego pobytu w Tivacie tam jeździliśmy. Trasa nie była zbyt bezpiecznia. Niejednokrotnie musieliśmy się minąć z innym samochodem na drodze mieszczącej 1 i 1/3 auta, mając z jednej strony skały z drugiej wody Adriatyku, co przyprawiało nas o szybsze bicie serc, ale mimo to wciąż chcieliśmy tam wracać. 


Płetwy, maska i fajka to zestaw bez którego nie ruszałam się z mieszkania. Czarnogóra oferuje cudowne miejsca do snurkowania bez którego nie wyobrażam sobie wakacji nad morzem :) Woda jest przejrzysta, więc można podziwiać skały, ryby, jeżowce, kraby, ślimaki i podwodną roślinność. Jest co oglądać.

Przyszła po moje ciastka...

A po snurkowaniu najlepszy jest relaks na bujającym się na wodzie materacu ;)

 Oczywiście zwiedzaliśmy też inne miejscowości i plaże jak np. Ulcini czy Bar, ale niech to zostanie tajemnicą mojego aparatu.

Poniżej - wyjeżdżamy z Montenegro. Przekraczamy granicę. Co ciekawe, kiedy przekraczają granicę np. Polacy mało kto chce oglądać nasze paszporty. Nikt też nas nie zatrzymuje i nie przeszukuje auta. Zauważyłam jednak, że często na granicach zatrzymywani są Niemcy... Próbowaliśmy zgadnąć  dlaczego, ale nie będę przytaczać naszych domysłów, żeby nie wproadzać nikogo w błąd ;)

Hodowle małży w Bośni

W Bośni zatrzymaliśmy się w przydrożnej knajpie serwującej owoce morza. Ja wybrałam grilowane kałamarnice. Ostatnie nadmorskie przysmaki... Moje podniebienie będzie tęsknić!

To by było na tyle z naszej wycieczki. Opisałam ją tak po krótce, gdyż nie chcę żeby mój blog za bardzo odbiegał o swojej głównej tematyki, ale wiem, że byliście ciekawi jak minęła moja wyprawa na Bałkany. Jedno wiem napewno - przy pierwszej nadażającej się okazji wracam do Montenegro! :)


15 comments:

  1. Piękne widoki *.*
    Wrócisz do nas na dłużej? Twój blog jest wspaniały :)
    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję kochana! Musze wrocic na dluzej, bo mam mnostwo pomyslow na posty, jedyne co to czas na ich realizacje jest glowna przeszkoda, ale w przeciagu 7 dni planuje kolejny post :)

      Delete
  2. Tak się ciesze, że wróciłaś ! Czarnogóra ( ze zdjęć wnioskuje ) to piękny kraj :) Podobnie jak Chorwacja :)
    Pozdrawiam !

    ReplyDelete
  3. Przepiękne zdjęcia! Nigdy nawet nie rozważałam Czarnogóry jako celu mojej ewentualnej podróży, ale zachęciłaś mnie do poczytania więcej o tym kraju :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja też o tym nie myślałam i nawet byłam lekko rozczarowana, ze jedziemy do Czarnogory a nie do Chorwacji, ale rozczarowanie minelo gdy przekroczylismy granice ;)

      Delete
  4. Dobrze widzieć Cię z powrotem:)
    Część naszej podróży poślubnej spędziliśmy w Czarnogórze. Boka Kotorska mnie urzekła, ale dobrze wspominam też łażenie po górach w Durmitorze:)

    ReplyDelete
  5. Droga Autorko,

    Jeśli już publikujesz szerszej publiczności, to wzywam do natychmiastowego przeredagowania straszliwych nonsensów które powypisywałaś w pierwszym akapicie.
    Musisz mieć na uwadze ze wśród ludzi którzy czasem tu trafią są też tacy, co to jednak na Bałkanach spędzili trochę czasu i mają względem tychże nieco głębszą refleksję niż tylko związaną z temperaturą wody, ile było sera na pizzy i czy Chorwaci lepiej się spisują jako hości.
    Serio, co jak co, ale mówić o cywilizacji, zdziczeniu, kulturze w tym rejonie; porównywać Chorwatów do Czarnogórców czy Bosniaków w zaledwie 20 lat po wojnie(bo wiesz, że taka była, co nie...?) jest dość słabe.
    Weź i coś z tym zrób, proszę Cię. Ludzie z internetów to czytają.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Piszę z perspektywy zwyczajnego turysty, ktory mial okazje spedzic w Czarnogorze zledwie dwa tygodnie, a wczesniej w Chorwacji moze miesiac, wiec jako turystka porownalam te dwa kraje. Nie spodziewaj sie wiec, ze napisze cos wiecej procz czysto subiektywnych komentarzy. Nie jestem specjalista, nie zyje Bałkanami. Jesli masz ochote mnie poprawiac, to poprawiaj, bo jestem totalnym laikiem. Opisalam jak mniej wiecej wygladaly moje wakacje i jakie sa moje spostrzezenia. Kiedy pisze o cywilizacji czy zzdiczeniu chodzi o przenosnie, a nie doslownie znaczenie. Niech internety interpretuja jak maja ochote. Jelsi ktos bedzie chcial konkretnych informacji to dostanie je w ksiazkach pisanych przez specjalistow. Swietnie zdaje sobie sprawe z tego, ze sa tutaj ludzie, ktorych wiedza o Balkanach znacznie przerasta moja, dlatego tez nie rozpisywalam sie na ten temat.

      Pierwszy akapit moze byc nonsensem i niech bedzie, ale jest to tak jak juz mowilam czysta subiektywna opinia/obserwacja.

      Delete
    2. haters gonna hate ;) tak grzeczniej 'wiedzą' by się podzielić nie dało, 'łamago'?

      Btw cudo zdjęcie kościoła z szybującym ptakiem, niczym z kalendarza! :)

      Delete
    3. Dziekuje. To zdjecie z ptakiem planuje wyslac do druku, gdzies je powiesze :)

      Delete
  6. Przepiękne widoki, urocze miejsca:)

    ReplyDelete
  7. Świetne zdjęcia, zwłaszcza te z wąskimi uliczkami :) Po takiej fotorelacji, aż nabiera się chęci na dalsze podróże.

    Pozdrawiam mega pozytywnie

    ReplyDelete