Thursday, January 29, 2015

Maluchem dookoła USA 2015

Dowiedziałam się o tym jakże interesującym projekcie dość niedawno. Postanowiłam zatem zgłębić temat i tak oto trafiłam na stronę Polak Potrafi. O co chodzi? Pewien inżynier górnictwa wraz ze swą, jak mniemam, partnerką pragną przejechać Stany Zjednoczone Fiatem 126p, czyli tzw. maluchem :) W grę wchodzi też wypad do Meksyku i Kanady.

Przez chwilę zastanawiałam się jak to wyjdzie, czy człowiek porywa się z motyką na Słońce czy może jest to jak najbardziej realny plan? Czy maluszek wytrzyma te dystanse jak i upały w południowych stanach? Nie wiem i nie dowiem się jeśli nie będę bacznie śledziła poczynań tych dwojga jakże pozytywnie zakręconych zajawkowiczów :) Projekt można wesprzeć finansowo nawet symboliczną złotóweczką, więc jeśli chcecie przyczynić się do spełnienia marzeń tych dwojga zajrzyjcie na Polak Potrafi po więcej szczegółów.

Sami zainteresowani nie wiedzą, że zdecydowałam się podzielić tą inicjatywą z moimi czytelnikami, ale jeśli dotrzecie do mojego bloga drodzy Kamilu i Natalio, to wiedzcie, że kiedy przejeżdżając przez Północną Karolinę będziecie się przypadkiem kręcić w okolicach Fayetteville, to macie moje zaproszenie na kawę i ciacho :D

Źródło: Maluchem dookoła USA 2015

Monday, January 26, 2015

Koniec semestru jesiennego 2014 i początek wiosennego 2015 | Studia w USA

Zakładam, że kiedy powiem Wam jakie przedmioty wybrałam w tym semestrze domyślicie się w końcu jaki jest mój główny kierunek. Wielu z Was o to pytało a ja starałam się za dużo dziobem nie kłapać, gdyż do ostatniego momentu podejmowałam decyzję. A zatem...

W semestrze jesiennym 2014 miałam sporo różnych spraw na głowie, więc wybrałam tylko dwa przedmioty na swoim uniwersytecie oraz dwa przedmioty w lokalnym community college. Nie jestem studentem tego community college, ale mogę tam też zapisywać się na dowolne przedmioty oferowane przez Continuing Education. Ale ok, zacznijmy od uniwersytetu.

Semestr jesienny 2014

Wybrałam następujące przedmioty: 

1. Medieval British Literature - z tym przedmiotem było sporo zabawy słownikowej, bo język w jakim pisane były co niektóre dzieła literackie nie był taki łatwy do rozgryzienia. Ja siedziałam ze słownikiem od Old English oraz Middle English praktycznie cały czas i wszystkie słówka, których nie zrozumiałam zapisywałam w tzw. pamiętniku, którego prowadzenie także było wymagane i oceniane przez profesora. Pamiętnik miał służyć do zapisywania wszystkich językowych zagadek z którymi napotkaliśmy się podczas czytania tekstu, wszak nie każdy (jeśli w ogóle ktoś) posługuje się biegle staroangielszczynzą, prawda? ;) Oczywiście studenci narzekali, że takie trudne, że tyle czasu wymaga opracowanie tekstu, jego przeczytanie, a co dopiero jego zrozumienie i odpowiedzenie na pytania, które zadawał profesor. A ja, jak to ja stwierdziłam, że skoro taki przedmiot istnieje, to znaczy, że można go zdać, więc nie przejmowałam się trudnością, tylko jeśli trzeba było, zarywałam nocki tłumacząc tekst na dzisiejszy angielski. Moje starania zaowocowały gdyż ostatnim projektem jaki mieliśmy do zrobienia było właśnie tłumaczenie wybranej części tekstu z The Canterbury Tales z Middle English na Modern English, co więcej tłumaczenie musiało być zrozumiałe dla licealistów. Miałam już w głowie pewien zasób słownictwa z którym pracowałam, więc tłumaczenie było gotowe w kilka godzin. Kolejnym zadaniem było nauczenie się czytania na głos tekstu w Middle English i nagranie naszego głosu podczas gdy czytamy wyćwiczony wcześniej fragment. Pewnie też chcecie wiedzieć z jakimi dziełami pracowaliśmy, hm? No to tak... Beowulf, Sir Gawain and the Green Knight, Lay of Launfal, The Canterbury Tales, Piers Plowman, Everyman i moje absolutnie ukochane Arthurian Legends. Jeśli chcecie próbkę języka z jakim miałam doczynienia to zapraszam was do poczytania m.in. Piers Plowman oraz The Canterbury Tales - General Prologue.

2. Critical Approaches to Literature - czyli analiza krytyczna dzieła literackiego. Tutaj też było sporo zabawy z interpretacją tekstów i prawdę powiedziawszy ten przedmiot wyleczył mnie z lęku przed własną interpretacją wierszy. Mój lęk chyba był spowodowany tym, że na maturze zdawanej w Polsce przeba było wstrzelić się w klucz odpowiedzi inaczej nie dostawałeś punktów. Tutaj, kiedy dostałam wiersz do interpretacji spanikowałam i zastanawiałam się jak mam się za niego zabrać. W końcu dostałam informację, że jedyne co muszę zrobić to poczytać o danym critical approach (Formalism, Psychological Criticism, Archetypal/Mythological Criticism, Feminist Criticism, Marxist Criticism, Historical Criticism, Post Colonial Criticism, New Historicism, Deconstruction), a tam znajdę wskazówki na co zwrócić uwagę w tekście. Mimo wskazówek zauważyłam, że interpretacje były bardzo różne, ale nie odbiegające od głównego tematu jeśli np. interpretowaliśmy tekst poprzez np. Feminist Criticism. Przedmiot bardzo ciekawy, który pozwala spojrzeć na dzieła literatury z różnych perspektyw. Poniżej zamieszczam zdjęcie dwóch książek z których korzystałam (wymagana była tylko ta granatowa po prawej, ale ta z lewej była w sumie o tym samym a znalazłam ją wśród książek męża):


A w lokalnym Community College zapisałam się na kurs dla nauczycieli, substytutów i asystentów nauczyciela, który szczegółowo opisywałam tutaj - KLIK, oraz na kurs hiszpańskiego dla początkujących, który pomógł mi odświeżyć zasady gramatyki i słownictwo i z którego egzamin zdawałam właściwie tuż przed Sylwestrem.

Jeśli chodzi o przedmioty, które wybrałam na semestr wiosenny, to zestaw póki co prezentuje się tak:
  • Mass Communication and Media Studies
  • American Literature: Discovery to 1914
  • Romantic to Modern British Literature 
To co, wiecie już jaki jest mój major? ;)

Wednesday, January 21, 2015

Grawitacja podziałała na cenę benzyny!

Długo nie zauważałam zmian w cenie beznyny dopóki nie zatankowałam auta do pełna i nie odebrałam rachunku a na nim... poniżej 35 dolarów?! Zazwyczaj płaciłam ciut ponad $40 więc uderzyła mnie wyraźna różnica.

Kiedy przyjechałam do Stanów prawie 3 lata temu ceny benzyny wahały się od 3.4 do 3.7 dolarów na pobliskich stacjach. Teraz z tygodnia na tydzień stawka za gallon maleje. Ku mojej uciesze oczywiście ;) 

Jak to wyglądało w Północnej Karolinie?

W kwietniu 2014 roku zrobiłam pierwsze zdjęcie rachunku: $3.679 za gallon. Już wtedy cena wydawała mi się niewielka w porównaniu do cen za litr ropy w Europie.


W połowie grudnia 2014 na rachunku zobaczyłam już zupełnie inny obrazek: $2.529 za gallon.


Pod koniec grudnia cena spadła do $2.319 za gallon. Szybko, co nie?


Kilka dni temu tankowałam już za $2.11 ... W niektórych stanach ceny spadły do poniżej $1.60, czy doczekam tego samego w Północnej Karolinie? Mam nadzieję!

Do napisania tego posta zainspirowałam się wpisem na nowopowstałym blogu mojej koleżanki Alicji, która obecnie mieszka w Colorado i do której serdecznie Was zapraszam jeśli macie ochotę "zwiedzić" trochę inną część Stanów Zjednoczonych - Ala w Ameryce :)

A dlaczego cena za benzynę spada?

 

Friday, January 2, 2015

Witajcie w Nowym Roku!

Rok 2014 pamiętam tak:

Styczeń
  • wysłałam aplikację z prośbą o usunięcie warunku z mojej Zielonej Karty,
  • wróciłam na zajęcia ESL jako asystent nauczyciela,
  • pojechałam z mężem do Nowego Jorku by zobaczyć Patricka Stewarda i Iana McKellena w sztuce 'Waiting for Godot'
Luty
  • zaczął mi się semestr na studiach, tzn. ja go później zaczęłam (w drugiej sesji, zamiast pierwszej, żeby nie pokryła się z wyjazdem do NYC) i pod koniec sesji drugiej i na początku czwartej przez dwa tygodnie miałam sajgon z czterema przedmiotami (Image Editing, Life in the Oceans, Digital Media and Society, History of the United States), ale wzięłam się za siebie i dałam radę!
  • miałam Biometric Appointment, gdzie zrobili mi zdjęcie i ściągneli moje odciski palców. Pamiętam, że na to spotkanie jechałam specjalnie o 4:30 rano żeby się na nie nie spóźnić, mimo, że umówiona byłam na 8:00, a do Raleigh, NC mam jakąś godzinę jazdy, ale nie wiadomo co się po drodze może stać, jakie będą korki oraz czy GPS nie wyprowadzi mnie w pole, a nie chciałam narobić komplikacji w całej procedurze z usuwaniem warunku z mojej Green Card  ;) 
Marzec
  • nauka, nauka, nauka, projekty, eseje, nauka i nauka,
  • i trochę latania po lekarzach.
Kwiecień
  • Kolejny sezon serialu "Game of Thrones" znów w HBO!
  • nauka, projekty, eseje, nauka...
Maj
  • koniec semestru wiosennego na studiach,
  • rozpoczęłam przygotowania do wyjazdu do Polski,
  • zdążyliśmy przed moim wyjazdem zrobić wypad nad ocean - Myrtle Beach, SC


 Czerwiec
  • wylot do Polski,

  • podróż do Montenegro.

Lipiec
  • wróciłam do USA,
  • wróciłam też na zajęcia do szkoły ESL,
  • dostałam nową Zieloną Kartę!
  • rozpoczęłam fizjoterapię w szpitalu,
  • poznałam kolejną Polkę.
Sierpień
  • odbyłam szkolenie dla nuczycieli, asystentów i substytutów nauczyciela,
  • zamieszanie i trudne decyzje,
  • sporo spotkań towarzyskich, m.in. lunch u latynoskiej rodziny (z Kolumbii),
  • tarot zaproponowany przez Kolumbijkę (niczego złego się nie dowiedziałam, więc uff) i chwilowy spokój ducha,
  • częste wizyty na basenie,
  • zaczął się kolejny semestr na studiach z przedmiotami takimi jak Critital Approaches to Literature oraz Medieval British Literature,
  • nauczyłam się strzelać z broni długiej.
Wrzesień
  • zamieszanie z moją próbą tuberkulinową,
  • nauka, eseje, projekty, nauka...
Październik
  • wizyta mojej teściowej,
  • pożegnałam czerwonymi goździkami naszą włoską nauczycielkę ESL, której męża (Air Force) przenieśli do Anglii (wraz z rodziną oczywiście). Jej ostatni dzień w szkole był także moim ostatnim dniem na zajęciach ESL,
  • wzięłam udział w wyprzedaży garażowej,
  • nauczyłam się strzelać z broni krótkiej,
  • zostałam świadkową na ślubie... w więzieniu. Tak, ślub był w więzieniu, ale żadne z małżonków nie było więźniem ;)
Listopad
  • byłam na swoim pierwszym większym spotkaniu z grupą Polaków z okolic,
  • zapisałam się na zajęcia z hiszpańskiego online... W sumie to musiałam zmienić z face to face class na online, gdyż na tą pierwszą opcję było za mało chętnych i zajęcia zostały odwołane...
  • postrzelałam na strzelnicy.
No i mieliśmy też grudzień...

Grudzień zaczął się od wylosowania osoby, którą miałam obdarować w akcji Secret Santa o której pisałam w dwóch poprzednich postach. Pokazałam Wam też prezenty, które wysłałam Ryanowi. Chcecie wiedzieć jak zareagował Ryan na podarunki ode mnie? Oto odpowiedź, którą napisał po otrzymaniu paczki na stronie reddit:

Oczywiście grudzień zaczęłam ambitnie od dekorowania choinki, obowiązkowo z kotem!


Niestety taka ze mnie oferma, że pokrzyżowałam sobie te plany, bo doznałam oparzeń drugiego stopnia na nadgarstku sięgając po blender znajdujący się za czajnikiem w którym akurat zaczęła gotować się woda. Na początku oparzenie nie wyglądało źle. Mąż mojej koleżanki zakupił dla mnie aloes w sprayu, który pomógł mi uporać się z bólem już po 30 minutach. Niestety stan mojej ręki pogorszył się, kiedy tego samego dnia zdecydowałam się pójść pod prysznic. Na drugi dzień obudziłam się z bąblami na oparzonym miejscu. Mimo to, uznałam, że lekarz chyba nie musi tego oglądać i zagoi się samo. Jednak kiedy po 5 dniach nie zauważyłam znacznej poprawy, a nauczytałam się w internetach różnych przerażających rzeczy, zdecydowałam sie odwiedzić swojego lekarza. Dostałam krem do smarowania oparzonego miejsca Silvadene Cream 1% (który zdziałał cuda już po 4 dniach) i zestaw opatrunków. Dostałam także zalecenie aby zakupić liść aloesu i smarować nim miejsce po tym jak skończę używać kremu Silvadene. Zakupiłam też krem Healing Touch Premium Scar Gel by zapobiec pojawieniu się blizny i smaruję nim miejsce po oparzeniu do dziś. Efekty? Wygląda na to, że blizny mieć nie będę :)


Ale kiedy tylko poparzona skóra zaczęła się goić, wróciłam do swoich prac:

Wieniec kupiłam w zeszłym roku na wyprzedażach poświątecznych i na te Święta ozdobiłam go lampkami led na baterie, bombkami oraz kokardą.


Na zdjęciu powyżej macie okazję zobaczyć w jaki sposób ozdobiłam pudełka na prezenty. Większość z ozdobników znalazłam w domu. Kwiatek na pudełku po lewej i tym poniżej zrobiłam tnąc na kawałki rolkę od zużytych ręczników papierowych i klejąc je razem przy użyciu glue gun. Złote dzwonki pochodzą z innej ozdoby, którą kupiłam w zeszłym roku w Dollar Tree Store i która mi się już nie podobała, więc nadałam jej drugie życie. Kwiatek na pudełku po prawej zrobiłam z szarego papieru. Powycinałam płatki i posklejałam je razem na kole z tektury. Czerwony, filcowy ozdobnik w kształcie bombki znajdujący się na pudełku po lewej zakupiłam w sklepie Target w sekcji "wszystko za $1." Całą resztę wykonałam pod wpływem chwili. Wykorzystałam susz i szyszki dostępne w każdym sklepie, albo też w każdym parku lub lesie ;)
Prezenty były głównie hand-made np:

Aromatyczne kule do kąpieli
Było też siedmiogodzinne lepienie pierogów na kolację wigilijną...


Wigilijny wieczór spędziłam u znajomych. Na stole pojawiły się nasze pierogi, krokiety, ryba, ziemniaki oraz warzywa. Była też moja saładka owocowa na później ;)


Krokiety oczywiście mojego autorstwa ;) Przygotowanie krokietów pochłania sporo czasu (zazwyczaj ok. 3-4 h) i dla osoby, która robi je pierwszy raz jest to zadanie dość frustrujące - szczególnie moment, kiedy trzeba zawinąć farsz w ciasto i np. ciasto zaczyna pękać. Tak, mi też ciasto pękało kiedy jeszcze nie rozgryzłam jak należy je robić - naleśnik musi być cienki. Jeśli lubicie krokiety, to nie zniechęcajcie się do ich robienia po pierwszej nieudanej próbie. Wystarczy znaleźc dobry przepis, trzymać się wskazówek, a resztę rozgryziecie sami. Mnie udało się w końcu dojść do wprawy! :)


Pierwszy dzień Świąt spędziłam u kolejnych znajomych, którzy przygotowali m.in. przepyszną zupę grzybową, sałatkę, sernik i wiele innych potraw! Zrobiłam też kilka zdjęć świątecznych ozdób, którymi udekorowali mieszkanie:




Synek mojej znajomej był w tym roku grzeczny, więc dostał prezent od cioci... yyy... Świętego Mikołaja, oczywiście :D

A drugi dzień Świąt? Taka mała ciekawostka jeśli ktoś jeszcze o tym nie słyszał - w Stanach nie ma drugiego dnia Świąt. 26 grudnia jest już normalnym dniem pracującym i jest to też dzień wyprzedaży. Oczywiście większość ozdób świątecznych jest przecenionych od 50 do 75%. Promocje, albo raczej Semi-Annual Sale mamy też w takich sklepach jak Bath & Body Works czy Victoria's Secret. Jeśli ktoś lubi B&BW to jest to idealna okazja by zaopatrzyć się w ulubione produkty gdyż np. balsamy do ciała lub żele pod prysznić przecenione są z ok. $11 na ok. $3. Świeczki (duże, z trzema knotami) kosztują wtedy $12. Możecie się zatem domyślić, że 26 grudnia spędziłam na szukaniu okazji ;) Teraz już nie kupuję ozdób przed Świętami, a zawsze po. Można tym sposobem naprawdę sporo zaoszczędzić.

Tuż przed Sylwestrem udało mi się zdać egzamin z hiszpańskiego. Teraz czekam na certyfikat, który chyba przyjdzie do mnie pocztą.

Pod koniec roku przykrość jednak sprawił mi UPS przynosząc potłuczone ozdoby świąteczne, które wysłała dla mnie moja teściowa :( Nie wiem dlaczego zostały tak zniszczone. Wydawało mi się, że były zapakowane dość solidnie... Cóż, pracujemy nad rozwiązaniem tej sprawy.

Szklana końcówka została potłuczona
Szklana kopuła nad domkiem jest cała potłuczona...
We Wigilię Nowego Roku wybrałam się do Trader Joe's. Niestety ten sklep jest oddalony o ponad 1 h drogi od mojego domu i nie jeżdżę tam częściej niż raz na miesiąc. Mają tam jednak mnóstwo organicznych przysmaków w które chętnie się zaopatruję. Za zakupy poniżej zapłaciłam ok. $134, a powinno mi to wystarczyć na jakieś 2 tygodnie, więc nie jest źle :)

Od lewej: Ravioli z grzybami, porcini z grzybami i truflami, coś a'la pierogi z grzybami, tortellini z serem, pieczarki, ravioli z serem i na górze jeżyny.
Od góry i od lewej: zupa warzywna, zupa warzywna, lody truskawkowe (na mleku kokosowym), zupa z groszku, saładka z kuskusem, pizza z warzywami, czekoladowe croissanty, veggie corn dogs -  czyli kiełbaski sojowe w cieście kukurydzianym, saładka z cieciorką, ser z truflami.
Apple cider - czyli gazowany sok jabłkowy, zielona herbata w butelce, waniliowa kawa, wino musujące Prosecco, tortilla chips i dwa słoiki miodu.
Chleb, dyniowo-serowe muffinki, mieszanka orzechów i owoców suszonych, zupa pomidorowa, zupa pomidorowo-paprykowa, czekolada mleczna, czekolada z orzechami, pomidorki, herbata z imbirem i gruszką, daktyle suszone.

Sylwestra spędziłam w domu z winem musującym w ręku oglądając co się dzieje na Times Square w Wigilię Nowego Roku na tej stronie - KLIK

Ale największe wrażenie zrobiło na mnie powitanie Nowego Roku w Dubaju:


Cudowne efekty pirotechniczne, niesamowity podkład muzyczny no i najwyższy wieżowiec na świecie - Burj Khalifa, który robi klimat sam w sobie.



Czy mam jakieś postanowienia na Nowy Rok? Chyba nie ;) Robię za to plany i zapisuję je w kalendarzu. Mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować. Wam również życzę spełnienia marzeń i planów na rok 2015. Niech będzie najlepszy!