Sunday, April 29, 2012

Dzisiaj trochę o zwierzakach...

Dobrze jest obudzić się koło godziny 9:00 rano, zaparzyć aromatyczną kawę, wyjrzeć przez okno i zobaczyć taki widok:

Kto inny może cieszyć się takim widokiem z okna? W moim małym mieście w Polsce cieszyłam się jak małpa, która dostała banana, kiedy zobaczyłam w ogrodzie jeża. Mieszkałam właściwie na obrzeżach miasta, niedaleko pól i lasów, więc widok jeża nie był dla mnie niczym dziwnym - "O jeż, pewnie przyszedł z lasu albo z pola." Wiewiórki widywałam raz na ruski rok. To samo z lisami. Gównie okolicę patrolowały moje koty i koty to była jedyna zwierzyna grasująca to tu to tam na osiedlu. Ptaki? Wrony, kruki, wróble i gołębie - nic specjalnego... takie czarnaki albo szaraki. Sikorka! to był prawdziwy okaz wart oglądania, dlatego słonina dla niej zawsze wisiała gdzieś w pobliżu okna, żebym mogła sobie na nie popatrzeć. Patrząc na zwierzynę tutaj w USA, czasem zadaję sobie pytanie... co zrobiliśmy z naszymi zwierzakami w dużych miastach? Tutaj nawet w mieście wielkości Poznania, Wrocławia czy Warszawy można zobaczyć wiewiórki. A wczoraj przejeżdżając przez bazę wojskową przebiegło nam przez drogę sarniasto-jelonkowe stadko. Wcześniej też kilka razy zobaczyliśmy pieska preriowego (czy coś podobnego)!















Taki widok jak ten powyżej, to u mnie codzienność. Czasem widzę jedną, czasem dwie... a jednego dnia nawet cztery za jednym razem... Dla takiego miłośnika zwierząt jak ja, to prawdziwa uczta dla oka i serducha ;)




Kolejny powód, żeby kochać Amerykę! ;)

Friday, April 27, 2012

Jedna z wielu rzeczy za którą uwielbiam USA - COUPONS!!!

Kupony, kupony, kupony... na kuponach można sporo zaoszczędzić. Szczególnie na kuponach typu BUY ONE GET ONE FREE (chyba, że znajdziemy kupon na którym można zaoszczędzić ponad 80% z ceny) ;) Od kiedy pojawiłam się w USA szukałam różnych kuponowych źródeł... i co się okazuje... niektórych nawet nie muszę szukać. Ostatnio byłam na zakupach w Giant i przy płaceniu dostałam kupon promocyjny na mój ulubiony sok, który zawsze tam kupuję :) Zapytałam też użytkowniczek pewnego forum dla emigrantek skąd one biorą kupony i okazało się że:

jedne kupony przychodzą pocztą:



jeszcze inne można znaleźć w opakowaniu produktu, który kupujecie:



kolejne wydrukujecie ze strony internetowej np.:




można też kupić / dostać za darmo specjalną Coupon Book: (tę poniżej dostałam za free)



a jeszcze inne kupony pojawiają się na paragonach:




oraz przychodzą do nas e-mailem w newsletterze, kiedy zarejestrujecie się na stronie sklepu, który Was interesuje ;)

Nie wiem czy zdarza się to w sklepach poza bazą wojskową, ale tam niektóre kupony można znaleźć tuż przy danym produkcie w na półce (zwykle można jest to kupon na $1)... Dotychczas podobnego zjawiska poza bazą nie widziałam, ale jeśli Wy jesteście bardziej zorientowani co do kuponów - let me know ;) leave a comment! :D

Oczywiście zawsze, kiedy wybierałam się do sklepu zapominałam zabrać kupony ze sobą, dlatego teraz mają swoją własną kopertę w schowku w samochodzie i tylko tam je przechowuję ;) (właściwie to myślę o kupnie organizera dla kuponów)

Aha! Zapomniałam też o wielkim plusie przynależności do Armii:



Bardzo podoba mi się też fakt, że wiele rzeczy w USA jest dużo tańsze niż w Polsce. Dotychczas zauważałam to podczas zaopatrywania się w kosmetyki itp., ale ostatnio wpadło mi w ręce kobiece pismo Marie Claire z propozycją prenumeraty:


$10 za 2 lata prenumeraty 270. stronicowego pisma na dobrym, grubym, śliskim papierze ;) Cena detaliczna to $3.50, a w prenumeracie wychodzi 42 centy za sztukę. Chyba się skuszę :)

Thursday, April 26, 2012

Ulubiony peeling - UP&UP

Mam cerę tłustą, a właściwie mieszaną... dlatego strasznie przeszkadza mi ta okropnie tłusta strefa T (czoło, nos, broda)... Nie ma chyba niczego gorszego niż rozszerzone pory, często zapchane, które trudno doczyścić tak, żeby faktycznie być zadowolonym z efektów.
Wydawało mi się, że znalazłam na moje problemy dobry sposób - peeling morelowy UP&UP, którego używałam w miarę często i ochoczo, bo ładnie wygładzał mi skórę, wtedy pojawił się inny problem - pękające naczynka... Z pewnością nie była to wina peelingu, ale raczej faktu, że zdarzało mi się wychodzić na mróz bez odpowiedniego kremu ochronnego do twarzy, albo na słońce bez kremu z filtrem, a teraz stukam się w czoło i myślę sobie jak ja tam mogłam. Co prawda naczynek nie ma wiele i chyba tylko ja je widzę, bo nawet kiedy próbowałam pokazać je mężowi pod światłem, to stwierdził, że on nic nie widzi. No cóż... ja widzę i to wystarczy. Często odwiedzam blogi związane z dbaniem o urodę i na jednym z nich, dziewczyna o podobnych problemach ze skórą mieszaną polecała pewne produkty, które chyba wypróbuję na sobie, ale o tym później.

Wracając do peelingu UP&UP, używałam go niecały miesiąc i zauważyłam, że:




- mam bardziej świtlistą i dużo gładszą cerę
- mniej zapchane pory, choć do ideału jeszcze brakuje
- mniej niespodzianek w postaci czerwonych wyprysków

Atutem jest też cena: $2.14 ;)


Niemniej jednak, peeling ten jest dość gruboziarnisty i jego częste stosowanie może podrażniać skórę - tak stało się w moim przypadku, bo używałam go co drugi dzień. A ponieważ jak już wcześniej opisywałam, niedawno odkryłam, że moja cera kwalifikuje się do cery naczynkowej, muszę zmienić swoją codzienną pielęgnację. M.in. zamienić peeling mechaniczny na enzymatyczny (tutaj dziękuję za wskazówkę mojej imienniczce ;) - Pozdrawiam!) i może zaopatrzyć się w bardzo delikatną szczoteczkę do twarzy.

Kosmetyki, które już zamówiłam i czekają w kolejce na wypróbowanie w związku ze zmianą "diety" dla mojej cery:


zamówiłam też:


zobaczymy jak się spisze ;) Dam znać co do rezultatów ;)

Ślub z Amerykaninem w Europie | Polish / American Wedding in Europe

Tego posta dedykuję wszystkim dziewczynom / chłopakom, które / którzy planują swoją przyszłość z obywatelem / obywatelką Stanów Zjednoczonych. 

Jeśli staranie się o wizę narzeczeńską K1 wydaje Ci się zbyt skomplikowane, a zawarcie związku małżeńskiego w Polsce nie wchodzi w rachubę ze względu na czas oczekiwania aż cała robota papierkowa zakończy się ślubem ( http://polish.krakow.usconsulate.gov/service/maestwo.html ) to jest to post dla Ciebie. 

Kiedy mój mąż był jeszcze w Europie, szukaliśmy odpowiedniego sposobu na zawarcie związku małżeńskiego jak najszybciej. Śpieszyło nam się ze względu na fakt, że był to ostatni rok pobytu mojego męża w Niemczech, gdzie stacjonował jako żołnierz. Później w grę wchodziło ubieganie się o wizę CR1, a proces ten może trwać od 6 do 8 miesięcy o ile wszystko idzie sprawnie
Podczas poszukiwania najlepszego rozwiązania w sprawie ślubu, mój mąż natrafił na stronę DANISH WEDDING. Skusił nas fakt, że tam nikt nie wymagał od nas dokumentów, na które musielibyśmy długo czekać. Ja załatwiłam wszystkie potrzebne dokumenty dla siebie w 1 dzień.
Jeśli jesteś singlem i nigdy nie byłeś w związku małżeńskim, to nie będziesz miał żadnych "problemów" z załatwieniem ślubu przez ABC Travel Service - Danish Wedding. Jeśli jednak jesteś rozwidzoniony/a to zwykle załatwienie wszystkich spraw związanych z ponownym ślubem trochę przeciągnie się w czasie. Niemniej jednak jest to możliwe :)
Samo biuro ABC Travel mieści się w Mannheim w Niemczech (bardzo blisko amerykańskiej bazy wojskowej). Natomiast ceremonie ślubne organizowane są w Danii.
Nie chcę pisać jak to było ze mną i z moim mężem z punktu widzenia rozwodnika, bo żadne z nas nie było wcześniej we formalnym związku, ale napiszę jak to było naprawdę krok po kroku. 

Step 1. Wybieracie pomiędzy EXPRESS WEDDING a STANDARD WEDDING

Różnica pomiędzy Express Wedding a Standard Wedding jest taka, że w przypadku tego pierwszego zostajecie w Danii tylko jedną noc - noc przed ślubem, a w przypadku Standard Wedding są to trzy noce.

Step 2. Wybieracie sobie PACKAGE

Packages są podzielone na First Class (najdroższe hotele), Superior Tourist (tańsze hotele) i  Budget (najtańsze hotele) - tutaj wybieramy sobie hotel w Danii do którego chcielibyśmy pojechać na podstawie zdjęć i opisów. My wybraliśmy Hotel Fjordgarden (tzn. wcześniej wybraliśmy inny, ale okazało się, że w dzień naszego ślubu nie mieli tam wolnych miejsc, więc później zmieniliśmy na Fjordgarden).

Step 3. Wypełniacie ONLINE APPLICATION

W razie pytań co do tego kroku proszę pisać w komentarzach.
 Niby po wysłaniu "Request", biuro powinno się z Wami skontaktować telefonicznie bądź e-mailowo, ale w naszym przypadku tak się nie stało i musieliśmy dzwonić do tego biura tydzień później i pytać czy dostali naszą Online Application - bo okazało się, że jej nie dostali ;) No, ale to nie był problem.

Step 4. Wypełniacie MARRIAGE DECLARATION

Trzeba ją wypełnić, wydrukować, włożyć do koperty i wysłać na adres ABC Travel Service.
Nie wypełniacie strony nr 1, tylko 2 i 3. (Marriage Declaration możecie wysłać od razu z dokumentami z kroku 5.)

Step 5. Wymagane dokumenty:

Dla obywatela jednego z państw Unii Europejskiej, który nie był wcześniej w związku małżeńskim, wymagane dokumenty to:

1. Kopia ważnego paszportu - może to być zwykła fotokopia (ksero), bez potwierdzenia notariusza. Może być powiększona, byle kopia była czytelna.
2. Poświadczenie zamieszkania (do nabycia w Urzędzie Miasta za jedyne 17 złotych, traci ważność po 2 miesiącach od daty wystawienia - DOKUMENT KTÓRY WYSYŁACIE DO BIURA ABC TRAVEL MUSI BYĆ WAŻNY) + tłumaczenie PRZYSIĘGŁE na język angielski / niemiecki, albo duński
3. Akt urodzenia - ja wzięłam pełny odpis aktu urodzenia z Urzędu Stanu Cywilnego. Nie wiem czy skrócony też akceptują w ABC Travel (do nabycia za 33 zł) + tłumaczenie PRZYSIĘGŁE na język angielski / niemiecki, albo duński
4. Zaświadczenie o zdolności prawnej do zawarcia związku małżeńskiego za granicą (do nabycia w Urzędzie Stanu Cywilnego (koszt ok. 20 zł - już nie pamiętam dokładnie) + tłumaczenie PRZYSIĘGŁE na język angielski / niemiecki, albo duński (traci ważność po 3 miesiącach od daty wystawienia)

Dla obywatela Stanów Zjednoczonych, który nie był wcześniej w związku małżeńskim, wymagane dokumenty to:

1. Kopia ważnego paszportu - może to być zwykła fotokopia (ksero), bez potwierdzenia notariusza. Może być powiększona, byle kopia była czytelna.
2. Jeśli nie należysz do sił zbrojnych USA, będziesz potrzebować albo poświadczenia zamieszkania w strefie Shengen, lub pieczątki (tzw. entry stamp) od władz Shengen (o ile się nie mylę, to to jest chyba ta pieczątka, którą wbijają do paszportu, gdy wchodzimy w strefę Shengen - zawsze też można zadzwonić do biura ABC Travel i dopytać o tę kwestię: +49 (0)621 72 92-205).
Jeśli zaś jesteś z Armii/Sił powietrznych/Marynarki USA, to będą potrzebne jedynie: Military ID Card oraz DA Form 31.
3. Akt urodzenia
4. Pit (zwrot podatku)

Te wszystkie dokumenty pakujecie w jedną kopertę, najlepiej żeby były w oddzielnych foliach/koszulkach/teczkach dla jednej osoby i drugiej + do tego dodajecie wydrukowany, wypełniony i podpisany Marriage Declaration. Radzę wysłać POLECONYM PRIORYTETEM - mój list właśnie tak wysłany dotarł do biura w ciągu 3 albo 4 dni roboczych. Wysyłałam z Polski (kosztowało mnie to 15,30 zł):

Adres na który wysyłacie wszystkie dokumenty to:

ABC Travel Service
Gorxheimerstr. 9
68309 Mannheim
Germany


A w razie pytań dzwonicie do biura pod ten numer telefonu: +49 (0)621 72 92-205 (odezwą się po angielsku, ale można też poprowadzić rozmowę po niemiecku ;) a przynajmniej jak ja dzwoniłam to w takim języku mnie witali).

Po tygodniu od wysłania wszystkich dokumentów radzę Wam skontaktować się z biurem telefonicznie, żeby sprawdzić czy wszystkie dokumenty doszły i czy wszystko z nimi w porządku. Jeśli wszystko będzie w porządku, to telefonicznie poinstruują Was jak zrobić wpłatę na konto biura i jakiej wielkości.

Od razu mówię, że nie wiem czy trzeba iść do biura ABC Travel Service osobiście po odbiór biletów na (w naszym przypadku) pociąg, vouchera i dokumentów czy też nie. My wybraliśmy się do biura osobiście, ponieważ było blisko bazy wojskowej, gdzie stacjonował mój mąż -  w biurze dostaliśmy specjalnie przygotowaną "książeczkę" z informacjami jak będzie wyglądał każdy dzień spędzony w Danii, którego dnia mamy ślub i o której godzinie, a który dzień jest wolny i możemy przeznaczyć na zwiedzanie itp., dostaliśmy też bilety na pociąg z Niemiec do Danii, voucher do hotelu oraz odebraliśmy wszystkie nasze dokumenty, które wysłaliśmy wcześniej do ABC Travel.

Kiedy już będziecie przygotowywać się do wyjazdu do Danii na ślub, musicie pamiętać o tym, aby wziąć WSZYSTKIE oryginalne dokumenty + ich tłumaczenia (wymienione w Step 5.) ze sobą.

 Jeśli chodzi o koszty całej organizacji i wyjazdu to wszystko zależy od tego jaki Package sobie wybierzecie (my wybraliśmy First Class package, więc jeden z najdroższych, dla tych, którzy jednak chcą zaoszczędzić są też pakiety Budget - z pakietem budget napewno zapłacicie dużo mniej niż my), czy planujecie zabierać ze sobą gości/świadków czy nie. Jeśli nie macie świadków, to prawdopodobnie poznacie ich na swoim ślubie ;), bo urząd kogoś wybierze. Ale przejdźmy do kosztów:

*Dokumenty dla UE Citizen (wymienione w Step. 5) - plus ich tłumaczenia z polskiego na angielski to około: 220 zł
*Dokumenty dla US Citizen (bez tłumaczeń, bo są po angielsku) - nic nie płaciliśmy, bo mąż wszystko dostał albo za darmo, albo już miał (np. Birth Certificate) - 0 zł
*Opłata dla biura ABC Travel za przejazd, hotel i organizację wszystkiego: 982 € czyli jakieś 3928 zł
*Opłata za ślub w urzędzie miasta w miejscowości, gdzie się pobierzecie - 500 DKK (koron duńskich) czyli jakieś 70 €, czyli ok. 280 zł

Total: 4428 zł

Czy to dużo? Nie wiem... Wydaje mi się, że ślub z ogromnym tortem, samochodem, gośćmi weselnymi itp. to byłby wydatek rzędu 15 tysięcy złotych, jeśli nie więcej. Nie wspominając o sukni ślubnej, garniturze, wynajęciu sali w hotelu czy pałacyku itp. 

Ja jestem zadowolona z takiego ślubu jaki mieliśmy - romantycznie, kameralnie, tylko we dwoje, daleko stąd ;)

Jeśli macie pytania, to piszcie w komentarzach ;)

P.S. Powyższym sposobem ślub załatwiliśmy w miesiąc ;)


Monday, April 23, 2012

Kilka ulubionych amerykańskich sklepów z odzieżą

Ze względu na moją sytuację życiową - ciągłe przemieszczanie się z jednego miejsca do drugiego, przeprowadzki, przenoszenie rzeczy itp., moja szafa nie może ważyć kilku ton. Mamy tutaj ekipy pomagające w przeprowadzkach, ale i tak nie powierzamy im wszystkich rzeczy. Mimo wszystko do mojej szafy przybywają rzeczy - staram się żeby tym razem zakupy były bardziej przemyślane. W Polsce kupowałam pod wpływem chwili, a później okazało się, że daną rzecz miałam na sobie raz, albo wcale.

Wiem, jestem w USA dopiero kiepski miesiąc, ale często odwiedzam jedno centrum handlowe, które znajduje się w pobliżu, dlatego mam już kilka ulubionych sklepów (kolejność przypadkowa):

1. PAC SUN - Pacific Sunwear of California, Inc. - sklep typowo młodzieżowy, zainspirowany kalifornijskim, luzackim stylem. Ostatnio zakupiłam tam ten oto strój kąpielowy ($ 29.99), z którego jestem bardzo zadowolona :)


2. Forever 21  - również młodzieżowa sieciówka. Lubię ten sklep, ze względu na dość niskie ceny. Już za $5 można dostać ciekawy top czy szorty. Minusem może być jedynie średnia jakość materiałów co niektórych ciuszków, ale to kwestia indywidualna - ja wybieram takie materiały w których dobrze się czuję czyli tylko bawełna lub len, żadnych poliestrów :)

3. Wet Seal - lubię ten sklep ze względu na duży wybór biżuterii sztucznej - szczególnie kolczyków. Przypomina mi się pewna sytuacja w Polsce, kiedy przeszłam przez trzy centra handlowe w poszukiwaniu kolczyków, które "zamiatają" ramiona i nigdzie nie mogłam takich znaleźć. W Wet Seal uginał się od nich stojak. Znalazłam tam kolczyki, które nie tylko sięgały do ramion, ale też do klatki piersiowej ;)

4. Marshalls - wielki outlet w którym znajdziecie nie tylko ubrania, ale też buty, kosmetyki, wyposażenie do łazienki, kuchni, pokoju dziennego, a więc wszelakie szkatułki, mydełka, perfumy, talerzyki, lustra, ramki do zdjęć, świeczki i wiele innych przedmiotów. Marshalls oferuje produkty znanych i dobrych marek jak np. Calvin Klein, Tommy Hilfiger, Michael Kors czy Nine West. Ubrania jak i buty są posegregowane według rozmiaru, więc nie trzeba biegać od wieszaka do wieszaka/od półki do półki ;) Sklepy typu Marshalls są zazwyczaj dość duże, więc warto wybrać się tam na zakupy w wolny dzień ;) - mój zakup z tego sklepu? Okulary przeciwsłoneczne Calvin Klein ($19.99) widoczne na zdjęciu poniżej:



5. TJ MAXX - kolejny wielki outlet - opis ten sam jak przy Marshalls :)

Saturday, April 21, 2012

Być kobietą... - Mint Sorbet Nail Polish

Nie oszukujmy się... jestem kobietą i kocham kosmetyki, ciuchy, biżuterię, torebki i buty ;) Nie byłabym sobą gdybym nie podążyła za jednym z najmodniejszych kolorów w tym sezonie (przypominam, że wciąż królują pastele) - miętą. Dziś będzie to lakier do paznokci, ale kto wie, może wpadną mi w ręce jakieś miętowe akcesoria do kompletu?


Lakier: Sally Hansen
Cena: ok. $3 
Kolor: Mint Sorbet (340)
Sklep: Dostępny m.in. w Giant

Na opakowaniu nie ma ani słowa o tym, czy jest szybkoschnący czy nie. Zaryzykowałam, ale nie zawiodłam się, a do cierpliwych absolutnie nie należę. Lakier schnie dość szybko, ale dla całkowitego pokrycia trzeba nałożyć dwie warstwy. U mnie utrzymuje się w nienagannym stanie drugi dzień, a zmywałam już naczynia, byłam pod prysznicem i robiłam peeling na twarz -  zniósł wszystko ;)

Nie żałuję zakupu :)

Cupcakes, Cupcakes EVERYWHERE!

Nigdy nie zwracałam uwagi na babeczki w Polsce, za to w USA są one tak kolorowe, zdobne i tak pysznie wyglądające, że nie mogę przejść obok nich obojętnie. Mimo, iż jestem zwolenniczką zdrowego odżywiania i każdym sklepie najwięcej czasu spędzam pomiędzy działami z warzywami i owocami, to czasem pomknę do babeczek choćby tylko po to, żeby na nie popatrzeć. Cupcakes przypominają mi o tym, że siedzi we mnie dziecko, które mówi CHCĘ! Nie ważne, że niezdrowe, że kaloryczne, ważne, że słodkie i ważne, że kolorowe! Wczoraj miałam taką małą chwilę słabości... i postanowiłam się nią podzielić z Wami :)


Mimo iż babeczki nie należą do najwyborniejszych deserów na świecie - ich smak przypomina cukier z masłem (o wiele bardziej smakują mi serniki ;) ) to jednak mają w sobie to coś, czemu nie można się oprzeć. Są przy tym tak słodkie, że chyba nie obejdzie się bez kawy ;)

Friday, April 20, 2012

Baltimore w stanie Maryland.

Wrócę trochę do moich początków w Baltimore: (March 30, 2012)

Długo nie pocieszyłam się pobytem w domku, który jest położony w małej miejscowości, około 20 - 30 minut jazdy od Baltimore. Ledwie zdążyłam się wyspać po ponad 17 godzinnej podróży, a kiedy tylko otworzyłam oczy następnego dnia, mój mąż oznajmił, że pakujemy się i jedziemy na weekend do hotelu do Baltimore.

Głównym planem mojego życiowego towarzysza było wyjście do klubu. Nie tylko po to by się napić i nie tylko po to by potańczyć, ale głównie po to, bym zobaczyła co się tam dzieje.

Cóż mogę powiedzieć... Nie wiem jak jest w klubach w Polsce, więc trudno mi porównać. Byłam na imprezie w polskim klubie może ze dwa razy i nie widziałam tam niczego, co mogłoby mnie zadziwić. A co jeśli chodzi o USA?  Cóż... jest podobnie... Kiedy Amerykanki się upiją, to nie trzeba im dwa razy powtarzać, żeby wskoczyły na stół i zaczęły tańczyć na rurze. 

W klubie widziałam też przyszłą pannę młodą, która właśnie obchodziła swój Bachelorette Night. Dziewczyny z którymi przyszła do klubu były ubrane głównie na różowo, miały szarfy z owym napisem. Przyszła panna młoda też miała różową, obcisłą sukienkę, tiarę albo koronę na głowie (już nie pamiętam, bo też do trzeźwiejszych nie należałam :D) i brokatowe buty na koturnie. Panna i jej towarzyski piły drinki ze słomki w kształcie penisa. Chyba nic nowego, co nie? Widziałam takie rzeczy wcześniej w Poznaniu, czytałam też jak inne dziewczyny z Polski organizowały swój wieczór panieński, więc penisy, tiary i szarfy to nic nowego. 

Amerykanie głównie są bardzo mili i kontaktowi. W klubie bywało, że od czasu do czasu ktoś do mnie podchodził zamienić słowo, czy tez powiedzieć, że podoba mu/jej się moja bluzka, albo pytali czy mogą się dosiąść itp. Amerykańskie kluby zyskują też bardzo na plus jeśli chodzi o muzykę. Grają 50 Centa, Fun, Lady Gagę, Katy Perry, Keshę, Pit Bulla itp., a nie jakieś tam disco polo czy umcyk umcyk, którego nie mogę zdzierżyć.

Jeśli chodzi o inne atrakcje w Baltimore - polecam Wam National Aquarium (a co innego ja mogłabym polecić - jak przystało na prawdziwą animal lover :D)

Dosyć gadania, czas na zdjęcia:





BILETY DO NATIONAL AQUARIUM W BALTIMORE

BILETY DO SCIENCE CENTER W BALTIMORE







































































































Baltimore nocą z hotelowego okna:




Wizyta w Science Center: