Tuesday, April 17, 2012

Animal Shelter - Annapolis, Maryland - wizyta u bezdomnych zwierzątek

W ostatnią sobotę (April 14, 2012) zaraz po mojej wizycie w DMV, mąż zapytał czy miałabym ochotę gdzieś pojechać. Odpowiedziałam, że chcę zobaczyć zwierzątka. Zwierzątka to chyba pierwsza myśl, jaka siedzi w mojej małej głowie, bo kiedykolwiek pomyślę o tym, co chciałabym robić, gdzie chciałabym iść to przychodzi mi na myśl albo zoo... albo oceanarium, albo schronisko, albo sklep zoologiczny. Pojechaliśmy więc do Animal Shelter w Annapolis, Maryland. 

Schronisko mile mnie zaskoczyło, bo spodziewałam się niemiłego zapachu, ale nie było źle. Klatki dla zwierząt były bardzo czyściutkie, a w niektórych większych klatkach siedzieli wolontariusze, którzy bawili się ze zwierzątkami.

Ja jestem zainteresowana adopcją kota (a nawet dwóch), więc najwięcej czasu spędziłam z kotami, ale nie byłabym sobą gdybym nie zajrzała do psów, chomików, króliczków, papużek czy świnek morskich - tak, te małe zwierzątka też tam były. Jak patrzyłam na tę małą chomiczkowatą drobinkę, to zastanawiałam się, kto mógł porzucić takie biedne maleństwo. Kiedy podeszłam do jego klatki, od razu wygramolił się ze swojej trocinowej norki i podszedł do mojego palca, który wetknęłam przez szparki. Nie, nie ugryzł ;)

Namolnie też wtykałam swoje paluchy do kotów. Niektóre wręcz domagały się więcej drapania, gdy tylko odeszłam od ich klatki i poszłam zobaczyć innego kota. Miauczały i wystawiały łapki ze swoich klatek. Zauroczyły mnie dwa koty, jeden z nich był szary, nakrapiany rudymi cętkami, drugi był cały czarny i bardzo łaskliwy.

Kiedy poszłam odwiedzić pieski, jeden z nich stanął na dwóch łapach i zaczął merdać ogonem, kiedy mnie zobaczył. Nie wiem czy spodziewał się jedzenia czy spacerku, ale od razu pomyślałam, że byłby to piesek dla mnie. Uwielbiam psy, bo one kochają cię bezwarunkowo. Niestety ze względu na nasz tryb życia, tak duży pies tylko by się z nami męczył. W naszej obecnej sytuacji - częsta zmiana lokum, najlepszym rozwiązaniem byłyby kotki.

Szkoda, że nie mogłam zabrać jeszcze żadnego ze sobą, bo mój obecny landlord jest uczulony na koty, więc muszę poczekać, aż się stąd wyprowadzę (prawdopodobnie w październiku albo listopadzie) i wtedy zabiorę ze sobą dwie schroniskowe sierotki.



Niby był napis, żeby nie wtykać rąk między kratki, ale co tam... inni tak robili, to ja nie mogę? Oczywiście przed dotknięciem kolejnego kota trzeba było zdezynfekować ręce specjalnym żelem, który był dostępny w dozowniku do mydła zaraz obok klatek. 

To mi się podoba... ładnie, czysto, pełno wolontariuszy - zwierzęta nie czują się samotnie. Wielki plus dla tego schroniska!

2 comments:

  1. ciekawe:)

    hm, a moze moglabys zapytac o jakis job tam :)

    ReplyDelete
  2. Myślisz, że mi to nie chodziło po głowie? Niestety... do Annapolis mam 10 mil, pociągów ani autobusów do tamtejszej miejscowości nie ma. Musiałabym mieć samochód. Póki co mamy jeden, ale mój mąż go potrzebuje do pracy. Tak więc ja jestem uziemiona.

    ReplyDelete