Friday, January 10, 2014

Jazda w Północnej Karolinie i ciekawostki drogowe w USA ;)

Pomyślałam, że zanim zacznę rozpisywać się na temat jazdy po amerykańskich drogach, muszę wyspowiadać się trochę ze swojego ogólnego doświadczenia jako kierowca. Chciałabym też zaznaczyć, iż mimo, że nie miałam nigdy żadnej stłuczki, nikomu nigdzie nie przytarłam i nie uszkodziłam cudzego czy też swojego auta, to nie uważam się za kierwcę absolutnie doskonałego, który nie popełnia błędów. Też zdarza mi się przekroczyć prędkość, choć staram się tego unikać, bo pamiętam jak boli płacenie mandatu (a mandat dostałam jako osoba poruszająca się piszo ;)). Też zdarzyło mi się wjechać pod zakaz, ale na szczęście był to tylko parking pod blokiem ;)

Mam polskie prawo jazdy od 5 lat, niemiecko-amerykańskie od lat 2 (musiałam iść na kurs, żeby jezdzić w amerykańskich bazach wojskowych w niemczech), a amerykańskie (stanowe) od 3 czy 4 miesięcy.

W Polsce samochodu używałam bardzo często, ale na dość krótkie dystanse np. zwykle nie przekraczałam stu kilometrów. Pierwsza moja dalsza podróż trwała około 6 - 7 h i była to wyprawa w góry (coś ponad 300 km) do Karpacza. Dojazd do celu poszedł mi dość płynnie, gorzej z powrotem gdyż droga, którą wskazywał GPS była zamknięta i musiałam jeździć okrężnymi.

W Niemczech jeździłam również bardzo często, ale dystanse wynosiły zwykle ok. 300 km w jedną stronę. Woziłam mojego męża na badania z miejscowości Schweinfurt do Ramstein (mieliśmy auto z manualną skrzynią biegów. Uczyłam męża na tym jeździć, ale na dłuższe dystanse on miał większe zaufanie do mnie jako kierowcy). Było też kilkanaście wypraw do Frankfurtu nad Menem (ok. 150 km w jedną stronę) - m.in. musiałam wybrać się tam do Ambasady Amerykańskiej po swoją wizę ;) Zanim jednak poleciałam do Stanów postanowiliśmy z mężem sprzedać nasz samochód w Polsce. Moją ostatnią jazdą w Niemczech była więc pierwsza samodzielna wyprawa do Polski. Mówię samodzielna, bo jak zwykle to ja byłam kierowcą, a mój mąż przespał całą drogę i obudził się przy okazji tankowania na stacji beznynowej z pytaniem "Daleko jeszcze do Polski?" ... - "Jesteśmy na granicy" ;) I właściwie już od samej granicy zaczęłam doceniać długie, szerokie i gładkie jak lustro niemieckie autostrady. Przyzwyczajona do szybkiej jazdy autobahnami (niem. autobahn - autostrada) czułam się dziwnie wjeżdżając do pierwszej napotkanej polskiej wioseczki, gdzie limit prędkości wynosił 40km/h. Granicę przekraczałam w Görlitz.

Jeśli chodzi o jazdę w USA to przyzwyczaiłam się do automatycznej skrzyni biegów i moja lewa stopa nie szuka już sprzęgła, a prawa ręka drążka. Żadnej stłuczki czy prawie stłuczki nie było. Najbardziej podoba mi się jazda autostradami, których tutaj nie brakuje oraz fakt, iż przy drogach nie ma zbyt wielu znaków :) Ulice są szerokie, kilkupasmowe, a miejsca parkingowe na tyle duże, że spokojnie można wyjść z samochodu po zaparkowaniu bez obaw, że przywalimy drzwiami w auto stojące obok.

Ciekawostki drogowe (pamiętajcie jednak, że mówię o Północnej Karolinie, w innych stanach przepisy drogowe mogą wyglądać troszkę inaczej):

1. W Polsce kiedy na sygnalizacji widzimy światło czerwone zatrzymujemy się i czekamy na żółte, które każe nam przygotować się do jazdy, a następnie zielone, które nakazuje nam jechać. W Stanach, a przynajmniej w Północnej Karolinie po czerwonym świetle zapala się od razu zielone. Żółte światło owszem jest, ale zapala się po zielonym i przed czerwonym. Wtedy ostrzega nas, że będziemy musieli się zatrzymać i właściwie pełni jedynie tę fukcję na sygnalizacji. Mówiąc prościej zapalanie się świateł wygląda tak: zielone -> żółte -> czerwone -> zielone -> żółte -> czerwone -> zielone itd.

2. Sygnalizacja świetlna znajduje się po drugiej stronie skrzyżowania, co jest dobre, dlatego, że nie musimy podjeżdżać pod samą sygnalizację jak w PL i pochylać do przodu wyginając szyję ku górze, żeby zobaczyć jakie światło się zapaliło.

3. Nie ma nakazu jazdy z włączonymi światłami w dzień.

4. Przy autostradach można dostrzec pozostałości po pękniętych oponach. Jest to dość częsty widok i trochę też dający do myślenia. Jeśli uda mi się zrobić kiedyś zdjęcie, to na pewno wkleję je do tej notki.

5. Można skręcić w prawo na czerwonym świetle, chyba, że widzimy znak:

source
6. 38 stanów w USA zezwala na skręcanie w LEWO na czerwonym świetle jeśli droga z której wyjeżdżamy jak i ulica w którą zamierzamy wjechać jest jednokierunkowa. W Północnej Karolinie taki manwer jest niedozwolony. Mimo to, zdarza mi się widzieć kierowców, którzy wykonują skręt w lewo na czerwonym świetle. 

A co jeśli chodzi o kierowców i bezpieczeństwo na drodze? Nie czuję aby moje zdrowie lub życie było szczególnie zagrożone, ale to dlatego, że jeżdżę z ograniczonym zaufaniem do innych kierowców, gdyż mają tutaj tendencję do nie posługiwania się kierunkowskazami przy skręcaniu czy przy zmienianiu pasów ruchu. Kiedyś na drodze trójpasmowej jechaliśmy z moim mężem pasem środkowym i prawie byliśmy świadkami stłuczki. Przed nami jechały dwa samochody, jeden na lewym pasie, a drugi na prawym. Samochód z lewej strony chciał zmienić pas na środkowy i nie włączył migacza i to samo zrobił kierowca samochodu jadącego prawym pasem, który również chciał zmienić pas na środkowy. Prawie sobie przywalili na środku trójpasmówki.

Czego boję się na drodze w Północnej Karolinie? Tego, że potrącę pieszego. Może to wydawać się dzwine co teraz napiszę, że w mieście w którym mieszkam niestety przejść dla pieszych albo nie ma, albo jest ich bardzo niewiele, ponieważ często widuję ludzi przebiegających przez jezdnię. W dzień to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo przynajmniej widzę przebiegającego delikwenta, ale w nocy? Zdarza się, że w nocy stoi na środku drogi człowiek i czeka aż samochody nadjeżdżające z przeciwnej strony go ominą, aby mógł kontynuować przechodzenie. Ciarki mnie po plecach przechodzą, bo pewnie gdybym takiego rozjechała, to może jeszcze miałabym większe problemy z tego tytułu niż on.

Dla porównania w Polsce najbardziej irytujący są rowerzyści, którzy często jadą wieczorem lub nocą zupełnie nieoświetleni. I co zrobić kiedy potrącisz typa, który jedzie tym swoim jednośladem bez świateł czy kamizelki odblaskowej, bo myśli, że jak samochód ma światła to kierowca go dostrzeże? Wyjść z samochodu i jeszcze nakopać mu do d...? A już najbardziej przerażające jest to, kiedy na takim rowerze jedzie dziecko...

Jak więc wygląda bezpieczeństwo na drodze w USA w porównaniu do Polski? Patrząc na statystki wygląda to mniej więcej tak:

W roku 2012 na terenie Stanów Zjednoczonych 33 561 ludzi poniosło śmierć w wyniku wypadku drogowego. Liczba mieszkańców USA na rok 2012 wynosi 314 395 013. Żródło: http://www-nrd.nhtsa.dot.gov/Pubs/811856.pdf Liczba pojazdów na amerykańskich drogach wynosi: 300 milionów na rok 2012. Źródło: http://www.howmanyarethere.org/how-many-cars-are-there-in-the-usa-2012/

W Polsce w roku 2012 śmierć w wyniku wypadku drogowego poniosło 3 571. Liczba mieszkańców Polski na rok 2012 wynosi 38 186 860  Źródło: http://dlakierowcow.policja.pl/dk/statystyka/47493,dok.html Liczba pojazdów na drogach wynosi 24 189 370.

16 comments:

  1. a ja wlasnie mam zdawac prawko teraz w Virginii i w Polsce duzo nie jezdzilam i troche sie obawiam wielopasmowek i autostrad lol :/ ale podobno jest duzo latwiej wiec zobaczymy :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. nie wiem jak w Virginii, ale ze mna na wielopasmówke nikt nie jechal. zdawalam egzamin na pustej drodze ;)

      Delete
  2. U nas kilka lat temu byly wyswietlacze nad drogami, ktore non-stop pokazywaly aktualna liczbe osob, ktore poniosly smierc w wypadkach drogowych w naszej prefekturze. Trzy lata temu wladze sie wkurzyly, bo doszly do wniosku, ze zle to wyglada, wiec wyswietlacze, zamiast ofiar smiertelnych, zaczely podawac temperature powietrza.
    Ale wczoraj zauwazylam, ze w tym roku znowu zaczely podawac ofiary smiertelne. Do tej pory, przez niecale dwa tygodnie, w naszej prefekturze zginelo w wypadkach samochodowych 6 osob. Nie odzwierciedla to jednak calej sytuacji, bo jako ofiara smiertelna liczona jest tylko smierc na miejscu. Jesli czlowiek umrze w karetce po drodze do szpitala, lub w szpitalu po wypadku samochodowym, to juz nie dodaje sie go do statystyk. W Tochigi mieszkaja 2 miliony ludzi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jeszcze nie spotkałam się z licznikami osob zabitywch w wypadkach drogowych, za to widzialam jeden licznik, ktory podawal liczbe osob umierajacych na raka płuc spowodowanego ponoc paleniem tytoniu.

      Przyznam, ze jesli o mnie chodzi to takie wyswietlacze, krzyze przy drogach, czy wraki samochodu stojace obok szosy sa dla mnie bardziej wyrazistym sygnalem ostrzegawczym niz jakikolwiek znak.

      Delete
    2. Co do krzyży w PL przy drogach, to ja strasznie tego nie lubię! Na niektórych drogach są co kilka metrów, to straszne i smutne. Niestety, niektórzy stawiają nawet płyty kamienne, kwiaty i znicze i to jest już duża przesada. Wiele takich miejsc jest dosłownie pod czyimś płotem!

      Jeśli stoi znak ostrzegający przed wypadkami, to znaczy, ze na danym odcinku było ich sporo. Moim zdaniem to zdecydowanie wystarczy. A wariaci są i tak oporni na każde ostrzeżenie.

      Delete
    3. W Szwecji jest rowniez bardzo dobra sygnalizacja, przynajmniej w większości miejsc.

      A jeśli chodzi o pieszych to to oni tutaj maja pierwszeństwo. Nigdy nie słyszałam o potraceniu pieszego na pasach! Po chodnikach w SE można chodzić z zamkniętymi oczami :) Kierowcy zatrzymują się zanim pieszy się zdecyduje ze przejść przez pasy :)

      Zauważyłam, ze gdy przepuszczam pieszych w PL to uśmiechają się lub kiwają dziękując :) Zauważyłam tez, ze wielu kierowców klnie, denerwuje się i pospiesza pieszych w PL. Tylko po co? Dla mnie kierowcy to kilka sekund, aby się zatrzymać a piesi w PL muszą czekać czasem kilka, kilkanaście minut.

      Delete
    4. Jak mi się strasznie w PL spieszyło, to też knęłam i popędzałam pieszych ;) Czasem wydawało mi się, że spokojnie zdążę dojechac na uczelnie, ktora byla oddalona o jakies 35 km i wyjezdzalam z domu a tu juz zaczynaly sie niespodziewane przystanki, bo to sąsiad do mnie zagadał, to musialam czekac na torach kolejowych az pociag przejedzie, to pieszy chcial przejsc, a po nim kolejny pieszy i nastepny i jak mi sie spieszylo, to trzeba szukac miejsca do zaparkowania i faktycznie, tez siedzialam za kierownica zła ;) No, ale pozniej nauczylam sie zorganizowac poranek tak, zeby wyjechac duuuuzo wczesniej i jechac spokojnie itp.

      Delete
  3. Replies
    1. dziekuje :) ciesze sie, ze sie podoba :)

      Delete
  4. Ale ten mandat jako piesza to chyba jeszcze w Polsce dostałaś, hm? Bo nie wyobrażam sobie, przynajmniej patrząc na Chicago, żeby w USA coś takiego było możliwe! :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, w Polsce. Za przechodzenie przez tory kolejowe lol :P

      Delete
    2. Haha niezły "przestępca" z Ciebie :D

      W Polsce mieszkałam na takim osiedlu trochę na uboczu, gdzie bardzo blisko były piękne łąki, przez które też przebiegały tory kolejowe. Często chodziliśmy tam na spacery z psami i zawsze było wyglądanie, czy gdzieś w krzakach nie czają się mundurowi :D

      A co do mandatów- pamiętam, że w PL też popularne były mandaty za przechodzenie przez jezdnię na czerwonym świetle czy w miejscu nieoznakowanym. Nie wiem jak u Ciebie, ale w Chicago panuje totalna samowolka! Piesi są wręcz jak "święte krowy" i pod tym względem robią to, co im akurat pasuje. I nigdy nie słyszałam, żeby ktoś dostał mandat! Sama kiedyś przebiegałam przez ulicę w miejscu nieoznakowanym, bo tam mi akurat najbardziej pasowało i nawet nie zauważyłam, że zrobiłam to wprost przed policyjnym radiowozem! Serce trochę mi mocniej zabiło,ale zupełnie niepotrzebnie ;)

      Delete
  5. Ja w Californii czuje sie bezpieczniej. Kierowcy wydają sie jechać ostrożniej, ale czasami sa niecierpliwi i duzo trąbią ;) zauważyłam tez ze większość kierowców zachowuje duże odstępy, w Polsce kierowcy jeżdżą blisko siebie. I tez sie cieszę ze nie ma tu tylu znaków drogowych!
    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  6. Nie liczyłam dokładnie ale na oko to statystyki wychodzą podobnie w USA i Polsce? Ja niestety podczas mojej pierwszej 4 miesięcznej bytności w Stanach miałam wypadek samochodowy (w pierwszym tygodniu posiadania auta). Na czerwonym świetle z dużą prędkością wjechał w mój tył pijany i/lub naćpany pan a potem jeszcze zwiał, więc ja mam przykre doświadczenia z drogami w USA:P Dodatkowo będąc pieszym bądź rowerzystą korzystającym z chodnika nie raz uciekałam z przejścia dla pieszych, na którym miałam ZIELONE, przed autem skręcającym na czerwonym w prawo. Najgorsze, że tacy kierowcy jeszcze mi wygrażali, bo nie rozumieli, że na czerwonym oni mogą skręcić ale warunkowo... :P

    Ale co do stanu dróg... bajka;-) Genialnym pomysłem jest dla mnie remontowanie ulic w nocy, czemu u nas o tym nie pomyślą?

    Post jak zawsze super, życzę dalszej bezwypadkowej jazdy i żadnych mandatów!;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Podonie, choc trzeba przyznac, ze rok 2012 w Polsce byl chyba najlepszy w porownaniu z poprzednimi latami. Co mnie osobiscie bardzo cieszy i mysle, ze to poprawiajaca sie infrastruktura sie tez do tego w duzej mierze przyczynila :)

      Delete
  7. Ciekawy temat :) Ja polskie prawo jazdy mam od 2010 roku i jeździłam może 5 razy, oprócz tego bardzo się bałam i nigdy nie jechałam w samochodzie sama (chociaż egzamin zdałam za pierwszym razem bez problemu to czekanie na dokument 2 tygodnie bez możliwości jazdy zabiło we mnie kierowcę). Tutaj prawa jazdy jeszcze nie zrobiłam. Mamy dwa samochody, ale niestety nasza Toyota Camry tydzień temu zaczęła nam się palić na parkingu Walmartu (elektryka, ognia nie było, ale dym i owszem). Nigdy więcej nie kupię Toyoty i z pewnością nie wsiądę do tego samochodu, sprzedajemy jak tylko wróci od mechanika). Mimo braku nakazu jazdy w dzień ze światłami my je włączamy - w bardzo jaskrawe letnie dni i tka widać samochód lepiej z oddali, nie mówiąc już o jeździe po pagórkach (światła nam migną przed oczami nawet z oddali, samochód niekoniecznie). Ale w Oklahomie znajdują się też ludzie, którzy i po zmroku (!!!) jeżdżą bez świateł. U nas też brakuje przejść dla pieszych i chodników, ludzie chodzą jak chcą, ostatnio mój mąż prawie nie potrącił głupiutkiej nastolatki, której bardzo się widocznie spieszyło, bo przebiegała przez ruchliwą drogę na czerwonym. Ale też dzieciaki są tu tak wychowywane - rodzice pozwalają im biegać i grać w piłkę na ruchliwych osiedlowych drogach, mając park za ogrodzeniem dzieci jeżdżą rowerami po ulicy. A rowery też nie są często normalnie, standardowe, ale takie, w których dziecko jedzie w pozycji półleżącej. Zawsze mnie ciarki przechodzą jak wyjeżdżam z garażu bo nierozsądna mama czy tata nie pomyśli o przyczepieniu do roweru flagi, a dziecko na takim rowerku jest po prostu niewidoczne z siedzenia kierowcy. Także jazda na niektórych drogach jest bardzo niebezpieczna, nasza "obwodnica" jest często nazywana autobahnem. 1,5 miesiąca temu mieliśmy z mężem wypadek - oczywiście młoda dziewczyna, może 20-letnia, wjechała w nas bo nie zauważyła, że jest korek bo musiała prowadziś na pewno bardzo ważną rozmowę prze telefon. Mieliśmy jedynie szczęście, że jej i nasz samochód idealnie pasowały do siebie zderzakami (ogromne szczęście, bo w Oklahomie jest masa pickupów i innych wielkich samochodów). Oprócz tego, że zderzak był do wymiany, sporo do naprawienia pod samochodem (na zewnątrz nie było nawet zadrapania) to i my ucierpieliśmy - whiplash, bo uderzenie było bardzo mocne.
    A jeśli już wspomniałam niemieckie autostrady - jadąc z Gdańska do UK przez Szczecin zawsze wiedzieliśmy kiedy jesteśmy w Niemczech - jakość ich autostrad zaraz przy granicy przerażała ;-) Poza tym raz nas praktycznie nie zabito (jechaliśmy 120-130km/h po środkowym pasie a tuż przed maską przejechał nam samochód z prawego pasa na lewy samochód jadący jakieś 180-200km/h Gdyby w nas uderzył, a mało brakowało, śmierć byłaby pewnie nieunikniona).

    ReplyDelete