Thursday, November 15, 2012

New York City Trip (day 3) - Part 7. - Madame Tussauds Museum

Kiedy już pożegnaliśmy się z naszym przewodnikiem i zeszliśmy z pokładu, z którego wcześniej podziwialiśmy nowojorskie widoki przez całe 3 godziny, przyszedł czas na dalsze zwiedzanie. W samym Nowym Jorku jak i jego okolicach mieszkają nasi znajomi, którym obiecaliśmy odwiedziny, dlatego na dalsze odkrywanie NYC postanowiliśmy zaprosić dwoje z nich. Z moją znajomą byliśmy umówieni na rejs dookoła Manhattanu, ale niestety zaspała i do nas nie dotarła na czas, więc na łodzi byłam tylko z mężem. Umówiliśmy się więc, że spotkamy się po rejsie w porcie, tuż przy budce czy też budynku z biletami na Circle Line Cruise. 

Kiedy zeszłam z pokładu, dostałam wiadomość od znajomej, że właśnie kręci się gdzieś w pobliżu i będzie nas wypatrywać. Niestety tłok na ulicach skutecznie nam to utrudniał. Wykonałyśmy więc do siebie kilka telefonów z próbą zlokalizowania się nawzajem, ale niestety było nam trudno dojść do porozumienia :P Rozejrzałam się więc dookoła, żeby opisać okolicę w której się znajduję. Moją uwagę przykuł spory budynek UPS, więc zapytałam rozmawiając ze znajomą przez telefon "Widzisz budynek UPS?" i nagle usłyszałam "UPS? Nie widzę!" nie tylko przez telefon, ale gdzieś obok mnie, bo okazało się, że znajoma stała do mnie tyłem i była oddalona jakieś 3 metry ode mnie ;) Zorientowałam się więc, że to ona, mimo, że zmieniła fryzurę, która była nie do poznania, podeszłam i klepnęłam ją w ramię tak solidnie, że aż pisnęła. Chyba ją przestraszyłam ;) I'm sorry!

Gdzie idziemy? Przed siebie... w planach był Central Park, ale...









... w oddali zobaczyliśmy szyld muzeum Madame Tussauds. Nie planowaliśmy zwiedzania muzeum, ale jego popularność i fakt, że mamy "po drodze" sprawiła, że nie mogłam się powstrzymać. Zastanawiałam się czyje figury woskowe będziemy mogli tam zobaczyć :)


Jednak wcześniej, niedaleko wejścia do muzeum, naszą uwagę przykuł uliczny artysta połykający szpilki, nici i inne przedmioty. Nam jednak spieszyło się do muzeum, więc kiedy zobaczył, że stracił właśnie kilku widzów, zaczął nas wołać. Nie mieliśmy ochoty oglądać jego dalszych wyczynów, więc tylko pomachałam mu ręką na dowidzenia, po czym pan artysta odkrzyknął do nas "You suck!" ;) Zapamiętam to sobie :)




I jesteśmy w muzeum :)

Nie robiłam jednak zdjęć wszystkim figurom woskowym...

Figury woskowe były tak starannie wykonane, żę czasami trudno było odróżnić, szczególnie z daleka, kto jest figurą, a kto żywą osobą ;)

DANIEL CRAIG


BARACK OBAMA & MICHELLE OBAMA

DIANA, PRINCESS OF WALES

PRINCE WILLIAM & KATE MIDDLETON

ME & DIANA

BILL CLINTON & HILARY CLINTON

9/11
Szczerze mówiąc figury na powyższym zdjęciu nie nadają się do tego, żeby robić sobie z nimi fotki... No bo jaką fotkę można zrobić? Stanąć obok i się uśmiechać? No, niebardzo...

STATUE OF LIBERTY & ME

MARILYN MONROE

BOB MARLEY & ME



Widzieliśmy jeszcze wiele innych figur np. Jana Pawła II, Madonnę, Lady Gagę, Jennifer Lopez, Angelinę Jolie i Brada Pitta, Abrahama Lincolna, Roberta Pattisona, Leonardo DiCaprio, George'a Busha i innych bardziej lub mniej znanych i lubianych :) Zrobiliśmy sobie zdjęcia z niektórymi z nich, po czym odwiedziliśmy sklepik z pamiątkami, gdzie nabyłam piękne pocztówki przedstawiające panoramę Nowego Jorku :)

Po opuszczeniu muzeum Madam Tussaud mieliśmy zaplanowaną wycieczkę rowerową w Central Parku, ale niestety pogoda nam się trochę zepsuła i zaczęło kropić, mój biedny kręgosłup znów zaczął dawać się we znaki i na dodatek zaczęliśmy się robić głodni. Dobrej jadłodajni nie musieliśmy daleko szukać - przy samym Times Square znaleźliśmy włoską restaurację Olive Garden. Wcześniej weszliśmy do innej knajpy w poszukiwaniu czegoś do jedzenia, ale szwedzki stół i małe stoliki jak w szkolnej stołówce nam nie odpowiadały.


Olive Garden mieści się na rogu ulicy, na przeciwko M&M'S WORLD :) Radzę Wam usiąść przy oknie - wtedy będziecie mogli zajadać pyszności i jednocześnie podziwiać taki widok z okna.



U góry Chicken Soup -  nie myślałam, że będzie mi smakowała, ale była naprawdę przepyszna. Nie wybrałam tej zupy, ponieważ kiedy podszedł kelner, by przyjąć zamówienie, ja byłam w łazience. Mężowi powiedziałam tylko, że jakby przyszedł kelner, to chcę zamówić ravioli, natomiast później okazało się, że do każdej potrawy dodawana jest zupa jako taka większa przystawka.

Do naszego dania głównego dostaliśmy też śweże mini bagietki, które na szczęście nie smakowały jak typowe amerykańskie pieczywo.


Uwielbiam ravioli, a to powyżej było jednym z lepszych, które jadłam :)




Nie mogę powiedzieć złego słowa na temat Olive Garden. Restauracja położona w dobrym miejscu, z ciekawym widokiem z okien, ceny jak na Times Square są całkiem przystępne, jedzenie wyśmienite, a obsługa bardzo miła, pomocna i profesjonalna.

Zmęczenie niestety na trzeci dzień przypominało o sobie kiedy tylko mogło. Postanowiliśmy więc wrócić na godzinę lub dwie do hotelu i trochę odpocząć, bo wieczorem czekało nas spotkanie z przyjacielem mojego męża, którego nie widział od ponad 3 lat.

Nie jestem osobą, która potrafi długo usiedzieć na tyłku. Po spędzeniu 1,5 h w hotelu na poprawianiu swojego wymęczonego looku, wyszłyśmy z kumpelą, zostawiając mojego drzemiącego męża w pokoju hotelowym, na pobudzającą kawę do pobliskiego Starbucksa.


Kiedy tak siedziałyśmy w Starbucksie podziwiając nowojorskie życie za oknem, zauważyłyśmy pewnego Azjatę, który skierował obiektyw w naszą stronę i próbował zrobić zdjęcie... nie wiem czy je zrobił czy nie i co tak naprawdę próbował sfotografować, ale niewiele myśląc, pomachałam w jego stronę, kiedy tylko zobaczyłam aparat skierowany na siebie. Pan Azjata uśmiechnął się, pomachał nam i chyba trochę się spłoszył, bo zaraz uciekł w przeciwnym kierunku ;)



Kawa była na tyle dobra i mocna, że skutecznie przywróciła mnie do żywych :)

Nadeszła godzina spotkania, chwilę później dostałam smsa od męża, że jego kolega już jest i czekają na nas pod hotelem.

Przedarcie się przez tłumy na Times Square było nie lada wyzwaniem, na przeszkodzie stała też sygnalizacja świetlna na przejściu dla pieszych, oraz... Spiderman, który ratował ludzi próbujących przedostać się na drugą stronę ulicy przed nadjeżdżającymi taksówkami osłaniając przechodniów własnym ciałem i krzycząc "STOP!!!" ;) Spojrzałam właśnie w swoją prawą stronę i moim oczom ukazała się postać z kartonem na głowie: "I AM SEXY AND YOU KNOW IT", "NO PROBLEM MAN":






Kiedy już udało nam się przedostać przez Times Square, znalazłyśmy się pod hotelem, gdzie czekał na nas mój mąż i jego przyjaciel. Jak mogłabym opisać tego kumpla? Wyluzowany na maksa Nowojorczyk, dla którego nawet jego własny rozwód z perspektywy czasu wydawał się najzabawniejszą rzeczą na świecie. Uwielbiam takich ludzi, a mój mąż jest pod tym względem bardzo podobny, więc nie dziwne, że to właśnie on został moim mężem. Nie wyobrażam sobie na jego miejscu nikogo innego :)

Byliśmy już po obiedzie, więc postanowiliśmy pójść gdzieś na kawę i ciacho...

Wybraliśmy małą kawiarenkę Junior's tuż przy Times Square. Ja wybrałam kawałek ciasta, które nazywało się Red Velvet, natomiast mój mąż, nie wiedzieć czemu, kupił cały tort... Tzn. ponoć chciał tylko kawałek ciasta Tiramisu, ale akurat z tego rodzaju nie sprzedawali na kawałki, więc wziął całe! ;) Nie wiedząc na co się pisze, bo tort Tiramisu okazał się dość spory ;) 

Miejscówka tuż przy Times Square po raz kolejny okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż siedząc przy stoliku na zewnątrz kawiarenki, mieliśmy na co popatrzeć. Widzieliśmy przejeżdżającą policję konną, bryczki, zabawnie jak i elegancko ubranych ludzi biegnących na imprezę do klubu, czy przebiegającego od czasu do czasu Spidermana :)

Niestety wkróce musiałam pożegnać swoją znajomą, która śpieszyła się na pociąg do domu. Został jednak z nami przyjaciel mojego męża, z którym spędziliśmy cały wieczór...

Najpierw wróciliśmy do hotelu, żeby odstawić tort Tiramisu mojego męża, którego oczywiście nie zjadł, do lodówki ;) Spędziliśmy w pokoju hotelowym jakieś pół godziny, gdyż oba moje sprzęty fotograficzne padły z sił i potrzebowały reanimacji w postaci ładowarki. Kiedy aparaty odzyskały trochę siły, poszliśmy na wieczorno-nocny spacer po ulicach Nowego Jorku.

Udaliśmy się do Rockefeller Center, gdzie niestety nawaliłam, bo myślałam, że miał to być tylko spacer, bez wjeżdżania na tarasy widokowe itp., więc nie wzięłam ze sobą NYC Passes... no i nie wjechaliśmy na Rockefeller :P Trudno. Następnym razem ;) Zdecydowaliśmy zatem, że pójdziemy w stronę Central Parku i... zgadnijcie co...

mój mąż: "Can you get robbed in Central Park at night?"
ja: "I guess we'll figure out" ;)

i poszliśmy... ja kroczyłam dzielnie z przodu niosąc aparat i nagrywając Central Park w nocy. Było to trochę creepy, ale bałabym się bardziej gdybym nie miała za sobą dwóch facetów - LINK DO FILMIKU :)








Popatrzcie na zdjęcie wyżej. Pamiętacie ten hotel? W jakim filmie go widzieliście? No w jakim? :D














Po powrocie do hotelu po raz ostatni usiadłam na szerokim parapecie, które w sumie służyło jako dodatkowe łóżko, albo siedzisko i wpatrywałam się w ulice, budynki, ludzi, samochody i migoczące światła. Mogłabyn tak patrzeć godzinami. Utopiona we własnych myślach zdałam sobie sprawę, dlaczego ludzie tak bardzo kochają Nowy Jork... Nowy Jork to miejsce, które mimo, że odwiedziłam po raz pierwszy, czułam się tam jak u siebie, jakbym mieszkała tam od lat i znała jego zakątki już od dawna. Nie będę oryginalna i powiem Wam, że jest to miasto, w którym absolutnie mogłabym zamieszkać. Przyciąga mnie jego nieprzewidywalność, jego odgłosy, zapach, energia, ruchliwość, chaos i hałas, widoki za dnia i w nocy... Możliwości jakie daje to miasto są niezliczone... I nie mówię tutaj tylko o możliwościach rozwoju zawodowego czy sposobów spędzania wolnego czasu, to miasto daje ogrom wyborów na każdej płaszczyźnie. Pochodzę z małego miasteczka, które zwłaszcza w niedzielę robiło się smutne, szare, opuszczone, a jedyne co mogłam wtedy usłyszeć, to kościelne dzwony. Od tamtej pory jak wiecie mam wstręt do niedziel, bo nigdy nie czułam się bardziej przygnębiona niż wtedy. Potrzebowałam zmiany, a wyjazdy do wielkich, zatłoczonych, hałaśliwych miast traktuję jako sposób terapii. Wiem, że wielkie miasto może człowieka wymęczyć fizycznie i psychicznie, ale ja jeszcze tego nie doświadczyłam. Nawet wtedy, kiedy padałam z nóg po całym dniu zwiedzania Nowego Jorku, tuż przed zaśnięciem siadałam przy oknie, patrzyłam na spektakularny widok tego miasta nocą i zastanawiałam się czy warto zasypiać, czy nie lepiej po prostu spędzić całą noc sycąc oczy tym widokiem. Łatwiej byłoby mi zasnąć wiedząc, że taki widok miałabym na codzień. Wiem też, że fakt, iż prawie całe życie spędziłam w małym miasteczku pozwala mi docenić w NYC to, czego rodowici Nowojorczycy być może już nie zauważają.

I absof*******lutely love New York City :)

A tak prezentowała się mapka z dnia 3:


A - Circle Line Sightseeing Cruise
B - Madam Tussauds Museum
C - Olive Garden Restaurant
D - Times Square
E - Rockefeller Center
F - Central Park

T.B.C...

17 comments:

  1. NY to moje podróżnicze marzenie i dlatego z takim zaciekawieniem oglądam/czytam Twoją relację i... czekam na więcej :)

    Pozdrawiam z zimnego Poznania.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Teraz bedzie ostatni post o NYC, ale nastepne beda jakos w przyszlym roku, bo planujemy druga wycieczke :)

      Pozdrawiam Poznan i Stary Browar do ktorego jezdzilam prawie co niedziele, kiedy mieszkalam w PL :)

      Delete
  2. wow, nie ma co, intensywny dzień! Domyślam się, jak przyjemnie zmęczeni musieliście być wieczorem :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moje obie nogi pulsowały - doslownie ;)

      Delete
  3. Opisujesz to tak, że czuję się, jakbym była tam z Tobą! Pozazdrościć takiej boskiej wycieczki.

    PS Twój mąż jest Amerykaninem? /naiwne pytanie

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję za miły komentarz. Staram się to wlasnie tak opisac, zebyscie czuli, ze jestescie tam ze mna :) dlatego super wiedziec, ze mi sie udaje :)

      P.S. Tak,moj maz jest Amerykaninem

      Delete
  4. Pięknie wygląda NYC nocą na zdjęciach :) Ja byłam w tym muzeum figur we Francji w Paryżu, ale w USA pewnie wygląda to zupełnie inaczej :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie wiem czy wyglada to inaczej czy nie, bo nigdy we Francji nie bylam :( Musze to nadrobic, bo marzy mi sie wyprawa do Paryża :)

      Delete
  5. Ten hotel to Plaza z filmu "Kevin sam w Nowym Jorku" ;)

    ReplyDelete
  6. zapraszam po odbiór wyróżnienia i do zabawy: http://za-oceanem.blogspot.com/2012/11/kilka-sow-o-mnie-liebster-award.html

    :)

    ReplyDelete
  7. To jest właśnie Nowy Jork! Można go pokochać od pierwszego wejrzenia, albo znienawidzić. Ja należę to tej pierwszej grupy:) Fotki jak zwykle bardzo mi się podobają, ale i tak nikt nie jest w stanie uchwycić tego wszystkiego, co jest tak bardzo nowojorskie - zapachy, odgłosy. Echhhh... Jeszcze tylko tydzień i ja tam będę;)
    Czekam na kolejne wpisy.

    ReplyDelete
  8. Uwielbiam Nowy Jork! Jest piękny i piękne sa Twoje zdjęcia! Ehh, jakby tam znowu chciała móc wrócić... Byłam w NY 3 razy, ale zawsze za mało, za krótko..
    W muzeum figur woskowych jak byłam kilka lat temu, to nie było jeszcze księcia William z Kate, Obamy i z pewnością wielu figur, bo zmieniają je co jakiś czas no i dodają wiele nowych. Ale też mam fotki z Marylin Monroe i Bobem Marleyem:)
    Dodaję do ulubionych i pozdrawiam z emigracji z Rzymu!

    ReplyDelete
  9. ;) nigdy tego nie zapomne to bez watpienia!!!

    ReplyDelete
  10. Zostalas otagowana :)
    http://babyjanehudson.blogspot.co.uk/2012/11/wyroznienie-liebster-blog.html

    ReplyDelete
  11. Nowy York pelen wariatow :D hehehe bardzo pozytywnie!!
    Zazdroszcze tak wspanialej wycieczki !!!

    ReplyDelete