Friday, November 30, 2012

Zakupy meblowo-akcesoriowe i obsługa w sklepie

Kocham robić zakupy przez internet, gdzie mogę podziwiać produkty w późnych godzinach nocnych, zastanawiać się nad ich zakupem kilkanaście godzin, dni, tygodni, miesięcy i gdzie mogę w spokoju sycić oczy bez asysty namolnej obsługi sklepu. Zakupy takie mają jednak jedną, podstawową wadę - nie mogę dotknąć tych przedmiotów, nie mogę sprawdzić czy materiał na pewno mi odpowiada, czy to na pewno to, czego szukam, czy w tym kolorze, odcieniu, który będzie pasował do wnętrza mojego mieszkania itd. Tą drogą zamówiłam już większą część mebli z IKEI, do której mam niestety dość daleko - jakieś 2.5 h jazdy samochodem, natomiast po akcesoria, których IKEA, nie wiedzieć czemu, nie wysyła ani nie dostarcza, wybrałam się do pobliskiego sklepu meblowego Ashley.

Kiedy tylko weszłam do sklepu, podszedł do mnie ktoś z obsługi, przedstawił się, zapytał jak mam na imię, jakaś gadka szmatka...

Obsługa: "Are you looking for something specific?"
Ja: "No, I'm just looking around"
Obsługa: "Ok, enjoy the showroom!"
Ja: "Thank you"

Ok... Miałam dużo czasu, więc powolutku przechadzałam się po showroomie dotykając rzeczy, które wydały mi się na pierwszy rzut oka interesujące. Doszłam do jakiegoś świecznika, a tuż za mną, jakby znikąd pojawiła się pani, która przywitała mnie na wejściu i spytała, czego brakuje mi w domu, czy szukam mebli czy może akcesoriów itp. Odparłam, że chciałabym zobaczyć jakieś lustra, w miare duże, obejmujące całą moją sylwetkę. Pani wskazała lustro stojące tuż przy mnie, ale nie było to coś, czego szukałam, powiedziałam więc, że poszukam sobie sama czego potrzebuję. Pani odeszła i powiedziała, że znajdzie mnie za chwilę.

Szukam więc dalej... Oglądałam każdy przedmiot bardzo dokładnie i sprawdzałam cenę, która moim zdaniem gdzie niegdzie była dość wygórowana, wtedy z bólem w sercu myślałam o IKEI, gdzie widziałam lampy z papieru ryżowego za niecałe $15, a tutaj stoję przy lampie, która wygląda podobnie, tyle tylko, że jest zrobiona z płótna i wisi na nim cena $199... Za chwilę znów zjawia się Pani z obsługi i pyta czy w czymś pomóc, czy coś znalazłam. Tak, znalazłam i wskazałam na zegarek stojący na komodzie. Pani wpisała zegarek na listę. Znów zapytała czy może w czymś pomóc, wyjaśniłam jej wtedy, że dopiero wprowadziłam się do Fayetteville i właściwie większośc mebli już zamówiłam, a dziś szukam głównie akcesoriów i jak coś znajdę to dam jej znać.




Pani odeszła, a ja znów powolnym krokiem brnęłam przed siebie obijając się o meble. W międzyczasie zahaczył mnie jeden z, chyba, managerów czy przełożonych i zapytał czy wszystko ok, czy byłam przywitana na wejściu i przez którego pracownika. Wymieniłam wtedy imię tej pani z obsługi, która mi się przedstawiła, na co manager odpowiedział, że jest to jedna z jego najlepszych pracowniczek ;), ale jeśli będę potrzebowała pomocy od kogoś innego, to on także będzie happy to help me. Idę więc dalej...

Zobaczyłam ładny, srebrny świecznik, albo raczej lampionik, który niby przypominał krajobraz Nowego Jorku, chociaż teraz widzę, że chyba są to tylko przypadkowe budynki, bo żadnego charakterystycznego budynku dla NYC nie widzę, no ale z tęsknoty za NYC wmówię sobie, że to NYC i koniec ;) Podeszła Pani z obsługi i wpisała lampion na listę. "You have such a good taste" przyznała z uznaniem kiwając głową, ale ja i tak wiem, że cokolwiek bym wybrała, to usłyszałabym uznanie w jej głosie, bo w końcu czegokolwiek nie kupię, pani z obsługi dostanie prowizję ;)




Na koniec wybrałam jeszcze czarną ramkę do zdjęć i mogłam udać się do kasy...

Wpakowałam w nią zdjęcie swojego kotka :)


Ze sklepu wyszłam jednak zmęczona... Nie jestem typem klienta, który szuka uznania w oczach sprzedawcy, któremu trzeba wciąż asystować. Ja lubię po prostu przeglądać rzeczy bez potrzeby tłumaczenia się obsłudze czy interesuje mnie zakup czy nie... ;) Wiem jednak, że są klienci, którzy lubią, a wręcz wymagają, by poświęcać im uwagę, doradzać, przekonać itp., ja się jednak do takich nie zaliczam i raczej prędko do Ashley nie zajrzę ;)

14 comments:

  1. Ja rowniez wole 'samotne' zakupy, dlatego lubie IKEA.

    ReplyDelete
  2. Bardzo przepraszam, że mój komentarz odbiega od zasadniczego tematu, ale "Schizofrenia zabrała mi Syna..." - przeczytaj, proszę mój blog o chorobie, która dzień po dniu zabierała i wyniszczała mojego Syna, a rodzinę dewastowała psychicznie. Być może moje zapiski pomogą Ci bardziej świadomie spojrzeć na ten problem. Większość nie zdaje sobie sprawy ile ludzi wokół nas cierpi na tę chorobę. MY - po ciężkiej walce przegraliśmy bitwę...

    Wejdź, proszę na moją stronę http://schizofreniamojegosyna.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przeczytałam Twojego bloga jakiś cas temu od początku do końca i nieraz przy nim płakałam :( Mam nadzieję, że życie od tej pory potraktuje Cię łagodnie. Życzę Ci szczęścia

      Delete
  3. Mi się podoba w USA, że zostanę przywitana przy wejściu, powiadomiona o wszystkich obecnych promocjach. Sprzedawczyni jest chętna do pomocy, a nawet jeśli nie to dobrze to ukrywa :) ale takiej natarczywości to nie lubię, chociaż nie spotkałam się z taką jeszcze.
    W Polsce za to kupujący czuje się niczym największy wróg sprzedawczyni, która ma za zadanie jak najszybciej się go pozbyć, chociaż i to się powoli zmienia.
    Ja z niecierpliwością czekam na każdy przylot do USA i usłyszenie przy wejściu tego przywitania, wtedy mogę naprawdę poczuć, że znajduję się gdzieś z dala od Polski. Gdzieś, gdzie klient jest traktowany z szacunkiem, a sprzedawczyni nie uważa się za 10 cud świata, której nie można przeszkadzać, bo jeszcze by się w pracy zmęczyła.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja wychodze z zalozenia, ze sprzedawca jest w tym sklepie dla mnie tzn. wtedy, kiedy go potrzebuje ma mi przyjsc pomoc, udzielic informacji itp. ale tylko wtedy, kiedy go wołam.
      W Polsce w wiekszosci sklepach w ktorych bywalam asysty nie bylo ;) dlatego wlasnie tam uczeszczalam :D szczegolnie sklepy z ciuchami. Jednak raz zdarzylo mi sie PRAWIE wejsc do sklpy w ktorym stały 3 sprzedawczynie z założonymi rekami i gapily sie w kierunku wejscia z wkurzonymi minami hahaha

      Delete
  4. Też nie cierpię jak sprzedawcy próbują mi "pomóc". Zazwyczaj stosuję zasadę trzech uderzeń - przy trzecim zaczepieniu wychodzę bez zakupów ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. zwykle tez tak wlasnie robie, bo takie zakupy mnie tylko mecza... a opinia sprzedawncy na temat mojego gustu mnie g... obchodzi ;)

      Delete
  5. ja bardzo nie lubie sepow i nawet jak sepy sa mile, to nienawidze jak mi ktos wisi na karku :] ... natychmiast trace ochote na zakupy...

    ReplyDelete
    Replies
    1. skoro tak wielu klientow nie lubi sepow, to czemu sklepy wciaz to praktykuja? :/

      Delete
  6. Niestety "standardy obsługi" wymagają aktywność sprzedawców. W US to normalne i wszyscy przyzwyczajeni, natomiast w Polsce nie :) Sprzedawców nękają tajemniczymi klientami i jak nie zadadzą odpowiedniej ilości pytań i nie wyrecytują pewnych formułek to po premii... A klienci uciekają przed takimi sklepami... Nie wszystko co się sprawdza na zachodzie doskonale funkcjonuje u nas..

    ReplyDelete
  7. Niestety "standardy obsługi" wymagają aktywność sprzedawców. W US to normalne i wszyscy przyzwyczajeni, natomiast w Polsce nie :) Sprzedawców nękają tajemniczymi klientami i jak nie zadadzą odpowiedniej ilości pytań i nie wyrecytują pewnych formułek to po premii... A klienci uciekają przed takimi sklepami... Nie wszystko co się sprawdza na zachodzie doskonale funkcjonuje u nas..

    ReplyDelete
    Replies
    1. moze by te sklepy jakas ankiete zrobily wsrod klientow czy lubia byc asystowani czy nie :P oni nie czaja bazy ze traca klienta w ten sposob?

      Delete
  8. Nie przeszkadza mi jezeli ktos przyjdzie przywita sie i powie ze w razie czego sluzy pomoca, natomiast nie lubie jak ktos chodzi za mna krok w krok i stara sie cos mi wcisnac. Wtedy chociaz nie wiem jak bardzo chcialabym cos kupic to tego nie robie i wychodze ze sklepu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokladnie. Ja liczylam, ze jak mi powiedzieli "enjoy the showroom" to mnie zostawia w spokoju... a tutaj mimo, ze babka asystujaca byla bardzo mila, to jednak nie pozwalalo mi sie skupic na zakupach tylko myslalam jaka jej tu wymowke dac zeby sobie poszla

      Delete