Friday, May 23, 2014

Problemy w szkole ESL...

Na początku tego tygodnia postanowiłam pojawić się na zajęciach ESL. Podczas semestru wiosennego na studiach byłam w szkole ESL tylko raz i to na bardzo krótko. Póżniej nie miałam już czasu ani siły, żeby wszystko ogarnąć. Teraz jednak bardzo cieszę się, że w przerwie pomiędzy semestrami mogę wbić do szkoły by odwiedzić starych znajomych i poznać kogoś nowego.

Przyszłam do szkoły ESL w poniedziałek. Weszłam do klasy bez wcześniejszego uprzedzenia, więc nikt nie spodziewał się, że w ogóle zamierzam wrócić. Nauczycielka jednak widząc mnie w drzwiach od razu wstała zza biurka i podeszła, żeby mnie uściskać. Wiedziała, że wróciłam by jej pomóc i z nadzieją w głosie spytała czy zostaję na dłużej. Zostanę aż do mojego wyjazdu do Europy, a póżniej wrócę jeszcze zanim zacznie się semestr jesienny na studiach.

Jakie zmiany w klasie? Dość spore! Właściwie to klasa zamieniła się w Amerykę Łacińską. Mamy 4 uczniów z Meksyku, kolejnych 3 z Puerto Rico, 1 uczennicę z Peru i 1 z Kolumbii. Są jeszcze 3 Koreanki i oprócz mnie jedna Polka! :) Na przerwach i w porze lunchu nie słychać więc innego języka niż español. Zauważyłam też coś dziwnego - Koreanki ze sobą nie rozmawiają. Na początku pomyślałam, że może to przez to, że siedzą w różnych miejscach i są na różnym poziomie z językiem, ale okazuje się, że to jest tylko część prawdy.

Pamiętacie, kiedy pisałam Wam o Koreance o imieniu K., z którą miałam problem? Na początku nie była do mnie przyjaźnie nastawiona i nie podobało jej się, że jestem... hmm... liderem (?) w grupie. Przypuszczam, że nie podobało się jej też to, że jestem od niej o wiele młodsza i na dodatek to ja wydawałam polecenia kiedy pracowaliśmy w grupach. Ale po jakimś czasie to się zmieniło i przestała się obrażać, kiedy mówiłam jej, że jakieś zadanie wykonała źle i próbowałam ponownie wytłumaczyć reguły. Okazało się, że kiedy w lutym odeszłam ze szkoły ESL żeby skupić się na studiach, Koreanka znów zaczęła robić kwas w grupie. Uwierzcie lub nie, ale zaczęła wydzwaniać do szefów naszej nauczycielki, oraz do dyrektora i skarżyć się, że ona marnuje czas na zajęciach ESL, bo zamiast "wiecznie tłuc gramatykę," to nauczycielka poświęca czas tym, którzy są na początkującym poziomie i uczy ich alfabetu, żeby umieli m.in. przeliterować swoje imię i nazwisko (a tutaj w USA ciągle się o to prosi szczególnie w rozmowach telefonicznych z bankiem, lekarzem itp.). Koreanka ma problem z pogodzeniem się z faktem, że ta klasa ESL jest złożona z ludzi na różnym poziomie, a klasy z podziałami na poziom są dostępne jedynie na głównym kampusie (i nie wiem dlaczego się nie przeniosła tam, skoro uważa się za taką advanced ;)). Skarżyła się też na to, że ludzie z Ameryki Łacińskiej rozmawiają między sobą po hiszpańsku i że na pewno mówią o niej jakieś złe rzeczy, co jest totalną bzdurą, bo nikt się ową Koreanką tak nie fascynuje, żeby o niej wiecznie gadać. 

We wtorek Koreanka strzeliła focha podczas przerwy śniadaniowej, spakowała się i wyszła, a następnie zadzwoniła do dyrektora ze skargą, że sytuacja w klasie była nie do zniesienia, gdyż nikt się do niej od rana nie odezwał. LOL. A to też bzdura, bo kiedy weszłam do klasy, to się z nią przywitałam i nawet zamieniłyśmy kilka słów i zrobiłam to z uśmiechem na twarzy jak zawsze. Poza tym zazwyczaj przez pierwsze dwie godziny praktycznie nikt nie rozmawia, bo pierwsza godzina to tzw. self-study, gdzie każdy pracuje nad swoimi ćwiczeniami i wtedy jest taka cisza, że można kreta pod ziemią usłyszeć, a druga godzina zajęć to powtarzanie słownictwa z naczycielką itp., więc do przerwy śnaidaniowej nikt zazwyczaj nie zamienia ze sobą zdania. 

Ja na Koreankę mam totalnie... wyjechane. Latynosi też się nia jakoś nie przejmują i zazwyczaj śmieją się z tych jej fochów. Natomiast zdaję sobie sprawę z tego, że są w grupie ludzie których uwagi Koreanki mogą dotknąć. Nawet nauczycielka mówi, że Koreanka jest jedyną osobą, która trzy razy już wypisywała się z zajęć i trzy razy wracała na zajęcia, bo za każdym razem nie mogła się dogadać z kimś z grupy. W sumie nikt nie może zabronić jej chodzenia na zajęcia, a dyrektor szkoły boi się, że ta wściekła baba z Koreii jest zdolna do tego by pozwać całą szkołę. 

W środę dyrektor przyszedł do nas na zajęcia aby zobaczyć jak Koreanka pracuje z grupą, ale sama zainteresowana nie raczyła się pojawić. Dyrektor czekał na nią całą godzinę i w końcu poszedł ostrzegając, że przyjdzie nastepnego dnia. Po wyjściu dyrektora zaczęliśmy zastanawiać się co właściwie moglibyśmy mu powiedzieć o Koreance. Każdy miał swój pogląd na sytuację. Latynoski twierdziły, że może Koreanka nie lubi ludzi z Ameryki Łacińskiej, ale prawda jest taka, że ona chyba nikogo nie lubi. Przed Latynosami były Rosjanki, a po Rosjankach Polki ;) Z każdym miała jakiś problem, a zwłaszcza wtedy, kiedy osoba młodsza znała angielski lepiej niż ona i próbowała jej (Koreance) pomóc.

Dzisiaj (czwartek) przyszedł dyrektor i przyszła też Koreanka. Mieliśmy więc nadzieję na konfrontacje i wymianę zdań na temat zaistniałej, toksycznej sytuacji, ale nie... Dyrektor zrobił prezentację na temat "hot wash" czyli rozwiązywaniu problemów po zaistniałej (jakiejś) sytuacji. Odniósł się do tego zupełnie bezosobowo, zadawał ogólne pytania na temat tego co nas rozprasza w klasie (telefony, rozmowy itp.), jak rozwiązywać problemy (poprzez komunikowanie się) i to by było na tyle. Po prezentacji wyszedł, a Koreanka zerwała się z miejsca i poleciała za nim jak burza (zapewne z kolejnymi skargami)... Nasza nauczycielka została na czas prezentacji wyproszona, a po jej powrocie powiedzieliśmy, że ten bezosobowy slideshow nic nie zmienił, bo 'drażliwy temat' nie został w ogóle poruszony. 

I co teraz? Godzić się na tę sytuację i ignorować Koreankę czy może schować polityczną poprawność między bajki i powiedzieć, że ma spier.....? ;) Lubię klarowne sytuacje. Prawda jest taka, że Koreanka sama zaczęła na siłę szukać problemów, bo pewnie nie ma nic lepszego do roboty i nikt jej w grupie nie trawi. Myslę, że mam prawo też twierdzić, że ma jakiś kompleks wyższości. Uważa, że skoro jest starsza to należy jej się szacunek. Oprócz mnie były też inne osoby, które starały się Koreance pomóc w angielskim i owszem były to osoby dużo młodsze i na wyższym poziomie znajomości języka. Z tego co słyszałam, Koreanka każdy wytknięty błąd traktowała jako atak na jej osobę, a nie próbę pomocy. Przez to m.in. bardzo ciężko się z nią pracowało (także mnie). 

Zupełnie inaczej natomiast pracuje mi się z Latynosami. To są tak kochani ludzie, że aż trudno uwierzyć jakie stereotypy można o nich usłyszeć. Zawsze chętnie im pomagam, kiedy maja problem z jakimś zadaniem, a oni nie boją się pytać. Mówią otwarcie, że czegoś nie rozumieją i potrzebują pomocy, a kiedy wyjaśnię im jakieś zadanie i zrobią kilka kolejnych przykładów dobrze, widać jak bardzo są z tego powodu szczęśliwi. Po zajęciach zawsze dziękują mi za pomoc i chwalą mnie przed nauczycielką, że tak dobrze im się ze mna pracuje. Kiedyś nawet jedna z Latynosek stwierdziła, że Bóg przysłał mnie do nich, żebym mogła im pomóc, a inna powiedziała, że chciałaby być taka jak ja, uwierzycie? Chyba nigdy przedtem nie usłyszałam o sobie tylu dobrych słów. Nie wspomnę już o tym, że teraz na dodatek oni pomagają mi przyswajać hiszpański i robią to z ogromnym zaangażowaniem, a kiedy mówię do nich w tym języku zawsze uśmiechają się i chwalą mówiąc "Very good, very good, you have no accent!" (choć i tak wiem, że przesadzają, ale oto jacy są kochani :)).

No to zostaję w klasie ESL znów na trochę dłużej :)

20 comments:

  1. Sytuacja rzeczywiscie nieciekawa- najlepiej aby tym sie zajal dyrektor...Mnie tez z latynosami pracuje sie raczej dobrze gdyz pewne aspekty ich kultury przypominaja nasza:)Fajnie ze dzialasz w tej szkole ESL:)

    ReplyDelete
  2. To prawda, ja lubie tez to, ze Latynosi sa tacy glosni i mowia do Ciebie calym cialem, a przy tym caly czas z czegos zartują :D Wydaja sie byc bardzo pozytywnymi ludzmi :)

    Ja mam nadzieje, ze dyrektor wywali Koreanke i bedzie spokoj. Koreanka kiedys tak najezdzala na jedna Chinke, ze ta Chinka odeszla i juz nie wrocila. A teraz ma czelnosc wydzwaniac do dyrektora i skarzyc sie, ze zajecia nie sa podporzadkowane pod jej wymagania. Ona dobrze wie, ze na kampusie nie moga utworzyc kolejnej klasy czy tez podzialu na klasy, bo nie maja na to pieniedzy...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie sądzę, żeby dyrektor ja wywalil. Może przesadzam, ale ona sprawia wrażenie, ze mogłaby później wydzwaniac do szefa dyrektora albo do gazet:p Amerykanie maja bzika na punkcie nie urazania nikogo i nie dawania powodow do jakichkolwiek pozwów sądowych. Myślę, ze zamiast otwartej konfrontacji będą się starali zamiesc sprawę pod dywan i będą przyjmować jej skargi, ale nic z nimi nie robić. Osobiście trzymamy jednak kciuki, żeby ja wykopali na zbity pysk;) Tez chodzilam na ESL, miałam naprawdę fajna grupę i w głowie mi się nie mieści, ze można takie kwasy robić ludziom, którzy chcą Ci pomoc.

      Delete
    2. Nie przesadzasz... ona jest nieobliczalna i zdolna do tego, zeby pozywac szkole i kazda osobe w klasie z osobna :P Nauczycielka gadala z tym dyrkiem i mowila mu, ze Koreanka robi kwas i ciagle ma jakies problemy, a oprocz niej nikt nie narzeka na zajecia. Ba, dyrektor nawet we wtorek przyszedl do nas i zapytal jak nam sie pracuje z nauczycielka i wszyscy chwalili i mowili, ze to najlepsza nauczycielka jaka mieli itp. Dyrektor zachowywal sie tak jakby problem lezal w nauczycielce a nie w uczennicy, ktora wiekszych problemow nie ma, wiec na leb dostaje :P

      Delete
    3. Nie wiem czemu ta kobieta po prostu nie odejdzie i nie zacznie sie sama uczyc w domu. Tam nikt by jej nie poprawial ani lekcewazyl. No ale wtedy musialaby dzwonic sama do siebie ze skargami ;)

      Delete
  3. zgadzam się, że Latynosi to przekochani ludzie. Moją najlepszą operkową przyjaciółką (jeszcze poznaną we Włoszech) jest własnie Meksykanka :-)

    Powodzenia!

    ReplyDelete
  4. Problemowa ta Koreanka, nie ma co. Ciekawe z której części Korei jest... A może niech Dyrektor spróbuje jej zaproponować indywidualne zajęcia skoro jej wszystko przeszkadza? Ona zapłaci dodatkowo, a za to będzie miała zajęcia indywidualne... chociaż z tego co czytam i tak jej się to nie spodoba ...3mam kciuki za happy end tej sytuacji i pozdrawiam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Z Korei Poludniowej, jesli sie nie myle to z samej stolicy.
      Problem w tym ze nie wiem czy ona bedzie chciala placic dodatkowo za zajecia. Prwytany nauczyciel nie jest tani - kosztuje jakies 30 dolarow za 1 h. A tutaj miala 6 h dziennie od poniedzialku do czwartku zupelnie za darmo.

      Ja mysle nad tym zeby zadzwonic do dyrektora i tez mu ponarzekac na Koreanke, ze robi kwas w grupie itp. ;) Skoro ona moze wydzwaniac 100 razy i sie zalic, to ja tez :D

      Delete
  5. Bardzo fajnie wiedzieć, że Latynosi są tacy mili :)
    Współczuję tej sytuacji z Koreanką ponieważ jak widzę, nie da się zrobić nic co zakończyłoby tą sytuację. Być może jest to sprawa "nierozwiązywalna" i trzeba popatrzeć na to inaczej :) Niemniej jednak mam nadzieję, że uda się wypracować jakieś rozwiązanie.
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ta sytuacje mozna rozwiazac usunieciem jej z zajec i tyle. Skoro ona moze wydzwaniac do dyrektora 100 razy w tygodniu i sie zalic na nas, to my mozemy zrobic to samo ;)

      Delete
  6. a może znaleźć jakąś jej krajankę? żeby z nią porozmawiała i wytłumaczyła jej o co chodzi? Że to jest szkoła i ma swoje zasady? może w jej kulturze ludziom starszym się kłania lub nie wiem co jeszcze :D i ona tak się zachowuje. Ojej, sytuacja bez sensu kompletnie. Bo jak jej nie pasuje to powinna odejść, a nie stwarzać problemy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mamy dwie krajanki, ktore z nia w ogole nie gadaja. Co wiecej, ta problematyczna Koreanka chce, zeby jej krajanka odeszla, bo jest na za niskim poziomie i przez nia marnuje czas na zajeciach...
      Moze w jej kulturze sie klaniaja i rozwijaja czerwony dywan, ale tutaj ma pecha, bo na szacunek trzeba sobie zasluzyc, szacunek nie przychodzi z wiekiem.
      Tez tak mysle. Jakby mi sie nie podobaly zajecia, to bym odeszla i poszukalabym innych, albo znalazlabym sobie indywidualnego nauczyciela i tyle. Ale ta szalona baba nie ma co robic w domu, bo nie pracuje tylko zajmuje sie swoim psem, wiec te zajecia to jej jedyna rozrywka i chce zeby wszystko bylo jej podporzadkowane.

      Delete
  7. Kobieta zapewne nie może się dostosować, przeżywa szok kulturowy...nie o kompleks wyższości tu chodzi, w Korei po prostu szacunek do starszych jest na pierwszym miejscu, mają nawet swoje własne honoryfikaty, aby podkreślać że kogoś traktują tak, jak na to zasługuję ze względu na wiek. Nie twierdzę że nie jest wredna, ale ta sytuacja na pewno trochę rzutuje na jej zachowanie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale przyezywac szok kulturowy to mozna chyba przez pierwsze kilka miesiecy/lat zycia w Stanach, a nie po 25 latach ;) Pewnie masz sporo racji w tym co mowisz, ze ona oczekuje od nas szacunku ze wzgledu na swoj wiek, choc w klasie sa tez inni ludzie po 40stce i po 50tce z innych krajow, a koreanka ma 50 lat i rząda szacunku od calej reszty... Musze przyznać, że teraz jak wrociłam to troche sie uspokoiła. Chyba umiem do niej trafić ;)

      Delete
  8. Niestety wielu Azjatow tak sie zachowuje jak wspomniana Koreanka. Juz nie raz sie z tym spotkalam, dlatego nikt mnie nie bedzie zmuszal do poprawnosci politycznej i moze mnie ktos nazwac rasistka, ale bardzo nie lubie Azjatow. Ich kultura jest tak sprzeczna w stosunku do kultury zachodniej, ze az to jest brak kultury.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja nigdy nic nie mialam do Azjatow, nawet teraz od czasu d czasu sptykam sie z jedna Koreanka i jezdzimy na zakupy czy na jakies zajecia dodatkowe z dance classes, ale tak jak mowisz widze niestety ogromne roznice w kulturze, ktore sa dla mnie nie zawsze zrozumiale. Moze dlatego nigdy nie bedziemy takimi naprawde dobrymi przyjaciolkami, bo stoja miedzy nami roznice nie do przeskoczenia i nie zawsze bedziemy mogly sie nawzajem zrozumiec.

      Delete
    2. Oj to mozemy sobie rece podac, niestety ostatnimi czasy mam przyjemnosc "pracowac" z 2 Koreanczykami. Dramat, zra sie miedzy soba, paskudny narod.
      Coz, tez jestem politycznie niepoprawna.
      Swego czasu mieszkajac w NYC musialam korzystac z metra, no wiec jak wsiadalo doslownie stado azjatow to mozna bylo pierdolca dostac od tego ich "szczekania", zeby choc cicho rozmawiali, nie, skad caly wagon tego szczeku.

      Delete
  9. Niestety wielu Azjatow tak sie zachowuje jak wspomniana Koreanka. Juz nie raz sie z tym spotkalam, dlatego nikt mnie nie bedzie zmuszal do poprawnosci politycznej i moze mnie ktos nazwac rasistka, ale bardzo nie lubie Azjatow. Ich kultura jest tak sprzeczna w stosunku do kultury zachodniej, ze az to jest brak kultury.

    ReplyDelete
  10. Ach te problemy w szkole, kto ich nie ma, a z ta Koreanką może będzie lepiej, są różni ludzie. :-)
    (fajnie piszesz )

    http://tina-y-wera.blogspot.com/

    ReplyDelete
  11. Śmieszna ta Koreanka, no ale cóż zrobić ;-)

    ReplyDelete